niedziela, 14 stycznia 2018

Śmierć dziekana - Zofia Tarajło-Lipowska

„ty mnie nie wydasz, a ja cię nie wydam”[1]

Niedawno w telewizji triumfy święcił serial „Belfer”, w którym akcja dzieje się w szkole średniej, a zbrodnia obnażyła niezdrowe relacje pomiędzy uczniami oraz nauczycielami. W książce „Śmierć dziekana” prof. dr hab. Zofii Tarajło-Lipowskiej, pracownika naukowo-dydaktycznego Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, czytelnik zostaje wprowadzony w świat, wydawałoby się elity intelektualnej kraju. Niestety, śmierć prof. Mirosława Korbielucha, dziekana Instytutu Studiów Starożytnych Uniwersytetu Kuropaskiego w Pasikurowicach pokazuje, że i w tym środowisku górę biorą silne emocje oraz nie zawsze czyste intencje.

Komisarz Jacek Cichosz, sam będąc absolwentem Uniwersytetu, zostaje skierowany do przeprowadzenia dochodzenia. Musi wyjaśnić, czy śmierć, jaką dziekan poniósł na miejscu, wypadając przez balustradę schodów była samobójstwem, nieszczęśliwym wypadkiem czy…morderstwem.

Konstrukcja  tego kryminału sięga do klasyki powieści detektywistycznej. Mamy tu coś w rodzaju zagadki zamkniętego pokoju, detektywa, który rozmawia po kolei ze wszystkimi osobami, które w chwili śmierci dziekana znajdowały się w Instytucie, starając się ustalić okoliczności wypadku oraz satysfakcjonujące zakończenie. Osobami podejrzanymi są wyłącznie pracownicy naukowi, a treść książki wypełniają przesłuchania i wnioski, jakie komisarz wyciąga dla siebie. Czytelnik może, na równi z nim, rozsupływać nici intrygi. A jest co robić, bo komisarz wprost grzęźnie w sieci opowiadanych mu kłamstw, fałszywych oskarżeń, oszczerstw, a także manipulacji, jakimi raczą go przesłuchiwani pracownicy Instytutu. Pojawia się nawet tajemniczy konfident, który śle anonimy na adres mailowy komisarza.

Oprócz intrygi kryminalnej, książka obnaża wątłą kondycję moralną i intelektualną polskich naukowców z prowincjonalnych uczelni. Panują w nich wręcz feudalne zależności, a co za tym idzie, starania pracowników, żeby się przypodobać zwierzchnikowi, wkraść w łaski, przypochlebić, niekoniecznie wykazując się konkretną pracą naukową czy … intelektem. Szczególnie niska pozycja w tym hierarchicznym światku przypada kobietom.
Książka jest satyrą na polskie środowisko akademickie, a umieszczenie fabuły w wymyślonym mieście i na wymyślonej uczelni ma na celu pokazanie problemu, nie zaś piętnowaniu jednego, konkretnego ośrodka akademickiego.

Przez powieść przewija się motyw studni, tak w podtytule książki „W studni złych emocji”, jak w wybranej przez autorkę na motto przyśpiewce z Podlasia (przyśpiewka jest „znana również na Kuropasiu”[2])
„Dudni woda, dudni
w cembrowanej studni”[3]
Do studni nawiązują także tytuły rozdziałów oraz budowa klatki schodowej, z której spadł dziekan. Jest to również metafora panujących na uczelni stosunków.

Zofia Tarajło-Lipowska posiada łatwość pisania i tworzenia dialogów. Książka, pomimo przygnębiającego obrazu polskiej elity akademickiej, nasycona jest poczuciem humoru, bliskiemu naszym południowym sąsiadom. Zamiast scen mrożących w żyłach krew, raczej natkniemy się na groteskę. Ale nie dajmy się zwieść pozorom, prawda o środowisku akademickim jest gorzka i, niestety, stanowi rzeczywistą „zbrodnię”, z jaką mamy do czynienia.

Zastanawiam się, czy w innych, zhierarchizowanych instytucjach nie dzieje się aby podobnie,  jak na Uniwersytecie Kuropaskim w Pasikurowicach.

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska
[1] Śmierć dziekana. W studni złych emocji”, Tarajło-Lipowska Zofia, Wyd. Lech i Czech, Katowice 2014, s. 5
[2] tamże
[3] tamże

Śmierć dziekana
Zofia Tarajło-Lipowska
Wydawnictwo: Lech i Czech
data wydaniagrudzień 2014 (data przybliżona)
ISBN 9788393926909
liczba stron 268