piątek, 1 czerwca 2018

Dziedzictwo - Bartosz Zawistowski

Autor zafundował nam prawdziwą podróż w czasie. Opowieść spleciona jest z kilku, zdawałoby się odrębnych, wątków.

Główną bohaterką jest żyjąca współcześnie nastolatka, Basia. Razem z rodziną wybiera się na niedzielną wycieczkę, pije wodę z Dobrego Źródła koło kaplicy św. Anny, odwiedza Wang i tzw. Patelnię, punkt widokowy w Sosnówce. Dziewczynka miewa wizje, w których widzi dziwne postaci z przeszłości. Czy jej wizje mają jakiś ukryty sens?

Wraz z jedną z nich przemieszczamy się do roku 960, kiedy na rzeką Bóbr żyli Słowianie, a wołchw, inaczej żerca, Drogomysł przemierzał leśne ostępy dzisiejszego Dolnego Śląska. To dla tej ziemi czas szczególny:
„Mówiono o słynnym wołchwie z plemienia Poboran, których grody stały na zachód wzdłuż rzeki Bóbr w Puszczy Dolnej. Zwali go Drogomysł. Podobno wieszczył on koniec wiary i śmierć bogów. Wizji owych miał doznać na świętej Górze Grobowej, uprzednio tocząc zaciętą walkę z ogromnym i przeraźliwym wilkołakiem. Zwiastował nadejście okrutnych, krwawych czasów dla wszystkich, którzy sprzeciwią się nowo panującej religii.”[1]

Sosnówka, kaplica św. Anny

W roku 1281 na Dolny Śląsk przybywają Joannici. Zakonnik Jan trafia na Źródło, z którego woda ma moc uzdrowicielską. Korzysta z niej okoliczna ludność.
„Baltazar wyjął z podręcznej sakwy gotowe opatrunki. Szybko, ale delikatnie owinął nimi czarne palce dłoni oraz stóp. Zakonnik obserwował czujnie jego ruchy. Ernestyna powoli wyglądała coraz lepiej, jednak katusze nie odpuściły całkowicie. Dopiero, gdy Baltazar podał jej napój ze szklanej fiolki, nastąpiła widoczna poprawa. Starowinka rozluźniła mięśnie, głęboko odetchnęła, a nawet znowu zaczęła się uśmiechać. Zupełnie, jakby ktoś wypędził z niej złego ducha.”[2]
"Patelnia" - skałki na Grabowcu

W 1944 roku Polak Tadeusz ucieka z obozu pracy w Borowicach (Baberhäuser). Pomaga mu dziewczyna z niemieckiego ruchu oporu. To mniej znany epizod wojennej historii Polski.
Widerstand. Yyy usilnie próbowała przetłumaczyć. Tadek słyszał już to słowo. Niemieccy żołnierze wypowiadali je raczej z niechęcią i złością.
Przeszkoda?! dodała po chwili.  
Mężczyznę oświeciło.
Masz na myśli opór? Jesteś z ruchu oporu?”[3]
Nieduża książeczka „Dziedzictwo” zmieści się do kieszeni każdego turysty. Przybliży, w lekki i ciekawy sposób historię regionu, rozbudzi wyobraźnię, umili czas.

-----
[1] „Dziedzictwo”, Zawistowski Bartosz, Ad Rem Jelenia Góra 2018, s. 56
[2] tamże, s. 31
[3] tamże, s. 78


Dziedzictwo
Bartosz Zawistowski
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór
Wydawnictwo: Poligrafia Ad Rem
data wydania 29 maja 2018
liczba stron 92

piątek, 25 maja 2018

Gałąź Ducha Gór - niebajki dla dużych i małych

W Karkonoszach żyje jeż Jerzy i ryś Ryszard, którzy umilają sobie czas wymyślaniem śmiesznych historii o napotkanych rzeczach. Do bohaterów przyłącza się dzik Edzik. W sześciu rozdziałach książki, czytelnik śledzi losy zwierząt od dzieciństwa do dorosłości. W każdym rozdziale pojawia się zdarzenie, które czegoś bohaterów uczy, wystawia je na próbę, zmusza do działania. Opowieści Konrada Jaskólskiego rozwijają się na dwóch płaszczyznach - realnej, rzeczywistej i filozoficznej. Warstwa konkretów ucieszy dzieci, a zabawa skojarzeniami, ich rodziców. 

Opowieść pierwsza jest "O tym, jak jeż Jerzy zaprowadził rysia Ryszarda do Ducha Gór".

Dwaj przyjaciele, jeż Jerzy i ryś Ryszard wiodą ontologiczne dyskusje na temat bytu i niebytu. Na poziomie konkretów, jeż Jerzy, posiada bardzo bujną wyobraźnię i objaśnia rysiowi Ryszardowi, na swój sposób, świat. 
"Rozochocony zabawą Ryszard nie dawał za wygraną. Za wszelką cenę pragnął dodać od siebie jakąś ciekawostkę. Chwilę pomyślał i wpadł na genialny, jak mu się wydawało, pomysł. Zanurzył łapę w ściółce, a następnie rozłożył ją przed towarzyszem. 
– To jest nic – ogłosił wyniośle. 
Sprawa wydawała się bardzo prosta. Na łapie Ryszarda rzeczywiście nie było niczego. Zanurzył ją w ściółce dla zmyłki, żeby wyglądało, jakby coś z niej wyciągał. 
Jerzy był jednak sprytny i nie dał się łatwo wpuścić w maliny. 
– Mylisz się, Rysiu. To nie jest nic. 
– Jak to nie? To jest nic, które uciekło z niebytu! – serce Ryszarda zaczęło bić szybciej. 
– To są dwie bakterie – powaga Jerzego zbijała z tropu. 
– Bakterie? – Ryszard przybliżył łapę do oczu. – Gdzie?" [1]
Prowadzony przez autora za rękę czytelnik, odkrywa razem z rysiem Ryszardem, abstrakcyjną płaszczyznę opowiedzianej historii:
– Czyli niebyt jest, chociaż nie można go sobie wyobrazić, a wymyślania nie ma, mimo że czujemy je w każdej chwili! – Ryszard nie krył entuzjazmu z odkrycia.[2]
W kolejnych rozdziałach autor stawia bohaterów przed bardzo aktualnymi problemami bytowymi w tym najpowszechniejszym sensie. Dzięki metaforze, jaką jest przeniesienie współczesnych problemów do świata zwierząt, rodzic może z dzieckiem kontynuować rozmowę o tym, na ile ważne jest nasze własne dobro, a na ile dobro społeczności, w której się żyje, co to znaczy być przyjacielem, czy zmiany są dobre czy złe i na ile świat dorosłych różni się od świata dzieci. Bohaterowie podejmują wyprawę do miasta, co skutkuje mnóstwem ciekawych spostrzeżeń.
Być może podczas wędrówek po Karkonoszach, Karpaczu lub Jeleniej Górze spotkamy wróżkę (ważkę) Elenę, która zawodowo wprowadza dobry nastrój u wszystkich - od Zabobrza po Sobieszów, awanturnika bobra Bogumiła, popielicę dentystkę, kraba na rowerze zrobionym z guzików i drutu lub pracowitą Dziurę w Moście. Krab przybył aż z Portugalii, a kiedy ktoś jest w potrzebie, chętnie podrapie ugryzione przez komara plecy albo uszczypnie na życzenie kogoś, kto nie dowierza temu, co go spotkało.  Która część Jeleniej Góry sprawia najwięcej kłopotów i jak sprytny krab sobie z nimi poradził - nie zdradzę, ale przytoczę cytat o tym, co przywiodło kraba w Karkonosze.
"Ciach, ciach, ciach, trzasnęły szczypce kraba. 
– Spieszę się! – wyświszczał skorupiak, pedałując co sił wzdłuż ulicy Bankowej. 
– Zaczekaj! – tkliwie szepnęła Elena. 
Krab zatrzymał się i, dysząc ze zmęczenia, zsiadł z roweru. 
Ciach, ciach, ciach. Zanim przemówił, kilka razy zatrzaskał swoimi szczypcami.
(...)    
– Przeczytałeś ogłoszenie i postanowiłeś tu przybyć? – Elenie trudno było uwierzyć w zapał małego kraba do tak dalekiej wędrówki. 
Ciach, ciach. 
– Tak, bo ja jestem krab lewostronny. Mogę chodzić tylko w lewo. Na ogłoszeniu była mapka z zaznaczoną drogą w Karkonosze. Przez większość trasy skręcało się w lewo i dlatego się zdecydowałem."[3]
W każdej z opowieści przewija się motyw istnienia i nieistnienia, bytu i niebytu, pustego i pełnego. Filozofia okazuje się łatwa, zrozumiała i pomocna w pojmowaniu tak, wydawałoby się, trudnych istnień jak choćby Duch Gór, a Karkonosze wraz z Jelenią Górą stanowią piękne miejsce do snucia różnych historii.
A czego dowiadujemy się o Duchu Gór?
"Każdy ma takiego Ducha Gór, jakiego w sobie wychowa."[4]
Serdecznie polecam małym i dużym, wesołym i smutnym, latem oraz zimą.

-----------------
[1] "Gałąź Ducha Gór", Jaskólski Konrad, Ad Rem Jelenia Góra 2018, s. 19
[2] tamże, s. 23
[3] tamże, s. 114-115
[4] tamże, s. 26

niedziela, 13 maja 2018

Taniec na Uranie


Z materiałów prasowych wydawnictwa:
"To już drugi z serii przewodników emocjonalnych Wydawnictwa Ad Rem. Tym razem w osobistej, pełnej oryginalnych skojarzeń opowieści Czytelnik zabrany zostaje do podziemnego świata Kowar, odbywa podróż w czasie do miasta, w którym jeszcze nie tak dawno wydobywano uran. 
Autor Jarosław Szczyżowski, przewodnik sudecki, założyciel i aktor Teatru Korkontoi ukazuje Kowary jak miasto oglądane w negatywie. Jakby rzeczywistość nie przyznawała się tutaj do samej siebie, odwracała na lewą stronę, udawała. Ale co? I dlaczego? 
Z każdym krokiem, który stawiamy z tym przewodnikiem w ręku, atmosfera gęstnieje, wszak dowiadujemy się o sprawach objętych niegdyś ścisłą tajemnicą państwową. Jej złamanie groziło nawet śmiercią, a same kopalnie nosiły zakamuflowaną nazwę Zakłady Przemysłowe R-1.
Osobliwy klimat przewodnika podkreślają znakomite rysunki Łukasza Michewicza, leśnika z wykształcenia, ilustratora z zamiłowania, który ołówkiem tka nić prowadzącą Czytelnika przez kolejne mroczne „sztolnie” historii kowarskiego uranu. 
Książeczka, podobnie jak pierwszy przewodnik emocjonalny Wydawnictwa Ad Rem Miedzianka. Miasto, którego nie ma, ma niewielki format, przez co jest podczas wędrówki bardzo poręczna. Szarawe strony, na których możemy odnaleźć fragmenty wspomnień dawnych pracowników kowarskich kopalni świetnie komponują się z trochę mroczną treścią przewodnika. Pod względem treści, jej układu i sposobu wydania to kolejny majstersztyk redaktorski Ad Rem-u.
Czym jest tytułowy Taniec na uranie? Droga z Kowar do Kopalni „Podgórze” nie jest tylko drogą w przestrzeni, ale i drogą w czasie, i wyobraźni. Drogą przez szepty, jęki, płacz i śmiech ludzi, którzy… tańczyli swój danse macabre."

rys. Łukasz Michewicz

rys. Łukasz Michewicz

Taniec na Uranie
Jarosław Szczyżowski, Łukasz Michewicz
Seria: Przewodnik Emocjonalny
Wydawnictwo: Ad Rem
data wydania2018 (data przybliżona)
ISBN 9788365895356
liczba stron 71






Łukasz Michewicz
"Wierzę w ludzi. Bacznie przyglądam się przyrodzie, żeby wszystko zrozumieć lepiej. Wiem, że życie to etap w podróży, a ciekawość to pierwszy stopień do wolności. W tej życiowej podróży czasem rysuję, a rysowanie jest dla mnie jak podążanie ręki za myślą, która nie zna granic. Bo nie wierzę w granice. Prawdziwą naturę rzeczy dostrzegam na poziomie ducha. Staram się robić to, co do mnie należy, jak najlepiej." [z okładki]







niedziela, 14 stycznia 2018

Śmierć dziekana - Zofia Tarajło-Lipowska

„ty mnie nie wydasz, a ja cię nie wydam”[1]

Niedawno w telewizji triumfy święcił serial „Belfer”, w którym akcja dzieje się w szkole średniej, a zbrodnia obnażyła niezdrowe relacje pomiędzy uczniami oraz nauczycielami. W książce „Śmierć dziekana” prof. dr hab. Zofii Tarajło-Lipowskiej, pracownika naukowo-dydaktycznego Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, czytelnik zostaje wprowadzony w świat, wydawałoby się elity intelektualnej kraju. Niestety, śmierć prof. Mirosława Korbielucha, dziekana Instytutu Studiów Starożytnych Uniwersytetu Kuropaskiego w Pasikurowicach pokazuje, że i w tym środowisku górę biorą silne emocje oraz nie zawsze czyste intencje.

Komisarz Jacek Cichosz, sam będąc absolwentem Uniwersytetu, zostaje skierowany do przeprowadzenia dochodzenia. Musi wyjaśnić, czy śmierć, jaką dziekan poniósł na miejscu, wypadając przez balustradę schodów była samobójstwem, nieszczęśliwym wypadkiem czy…morderstwem.

Konstrukcja  tego kryminału sięga do klasyki powieści detektywistycznej. Mamy tu coś w rodzaju zagadki zamkniętego pokoju, detektywa, który rozmawia po kolei ze wszystkimi osobami, które w chwili śmierci dziekana znajdowały się w Instytucie, starając się ustalić okoliczności wypadku oraz satysfakcjonujące zakończenie. Osobami podejrzanymi są wyłącznie pracownicy naukowi, a treść książki wypełniają przesłuchania i wnioski, jakie komisarz wyciąga dla siebie. Czytelnik może, na równi z nim, rozsupływać nici intrygi. A jest co robić, bo komisarz wprost grzęźnie w sieci opowiadanych mu kłamstw, fałszywych oskarżeń, oszczerstw, a także manipulacji, jakimi raczą go przesłuchiwani pracownicy Instytutu. Pojawia się nawet tajemniczy konfident, który śle anonimy na adres mailowy komisarza.

Oprócz intrygi kryminalnej, książka obnaża wątłą kondycję moralną i intelektualną polskich naukowców z prowincjonalnych uczelni. Panują w nich wręcz feudalne zależności, a co za tym idzie, starania pracowników, żeby się przypodobać zwierzchnikowi, wkraść w łaski, przypochlebić, niekoniecznie wykazując się konkretną pracą naukową czy … intelektem. Szczególnie niska pozycja w tym hierarchicznym światku przypada kobietom.
Książka jest satyrą na polskie środowisko akademickie, a umieszczenie fabuły w wymyślonym mieście i na wymyślonej uczelni ma na celu pokazanie problemu, nie zaś piętnowaniu jednego, konkretnego ośrodka akademickiego.

Przez powieść przewija się motyw studni, tak w podtytule książki „W studni złych emocji”, jak w wybranej przez autorkę na motto przyśpiewce z Podlasia (przyśpiewka jest „znana również na Kuropasiu”[2])
„Dudni woda, dudni
w cembrowanej studni”[3]
Do studni nawiązują także tytuły rozdziałów oraz budowa klatki schodowej, z której spadł dziekan. Jest to również metafora panujących na uczelni stosunków.

Zofia Tarajło-Lipowska posiada łatwość pisania i tworzenia dialogów. Książka, pomimo przygnębiającego obrazu polskiej elity akademickiej, nasycona jest poczuciem humoru, bliskiemu naszym południowym sąsiadom. Zamiast scen mrożących w żyłach krew, raczej natkniemy się na groteskę. Ale nie dajmy się zwieść pozorom, prawda o środowisku akademickim jest gorzka i, niestety, stanowi rzeczywistą „zbrodnię”, z jaką mamy do czynienia.

Zastanawiam się, czy w innych, zhierarchizowanych instytucjach nie dzieje się aby podobnie,  jak na Uniwersytecie Kuropaskim w Pasikurowicach.

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska
[1] Śmierć dziekana. W studni złych emocji”, Tarajło-Lipowska Zofia, Wyd. Lech i Czech, Katowice 2014, s. 5
[2] tamże
[3] tamże

Śmierć dziekana
Zofia Tarajło-Lipowska
Wydawnictwo: Lech i Czech
data wydaniagrudzień 2014 (data przybliżona)
ISBN 9788393926909
liczba stron 268

czwartek, 11 stycznia 2018

Jak to wtedy było? - GRA PLANSZOWA dla babci, dziadka i całej rodziny

Wspólnie spędzony czas jest jednym z najcenniejszych podarunków, jakim możemy obdarzyć bliskich. Gra planszowa "Jak to wtedy było?" doskonale nadaje się do tego, aby skupić wszystkie pokolenia, sprawić, aby każdy poczuł się ważny i oddać świetnej zabawie. 

„Jak to wtedy było?” to planszówka, w której babcia, dziadek, matka, ojciec, ale także dzieci i znajomi w przyjaznej atmosferze odkrywają i dzielą się rodzinnymi wspomnieniami. Zawiera karty z fotografiami retro, które w zabawny sposób, na zasadzie skojarzeń zachęcają do opowieści. 

Gra podzielona jest na dwa etapy. Podczas pierwszego etapu, uczestnicy opowiadają historie zainspirowane wylosowanymi kartami. Pozostali uczestnicy uważnie słuchają, zadają dodatkowe pytania. Każdy jest ważny, każdy ma do opowiedzenia swoją historię. Młodsze pokolenia mają możliwość poznać dzieciństwo lub młodość rodziców czy dziadków, a oni wydarzenia z życia dziecka lub wnuka. 

Na drugim etapie sprawdzamy, ile zapamiętaliśmy z opowieści, a także ćwiczymy swoją pamięć! Uczestnicy mają za zadanie odpowiedzieć na pytania, które znajdują się na innych, specjalnie przygotowanych do tego etapu gry, kartach. Pytania natomiast, są powiązane z wysłuchanymi historiami pozostałych uczestników zabawy. Każda poprawna odpowiedź to punkty, dzięki którym poruszamy się do przodu po planszy. 
Ten, kto najlepiej wszystko zapamięta i pierwszy dotrze do mety - wygrywa!
Znalazłam dla Was film opisujący tę grę:

Tak, macie rację - ta gra to wynalazek naszych południowych sąsiadów, Czechów. 
I drugi filmik, na którym widać karty i planszę:

Więcej informacji na stronie: https://moidziadkowie.pl/pl/
LICZBA GRACZY: 2 -12 graczy

WIEK: od 6 do 120 lat

CZAS GRY: 45-90 minut

Gra zawiera dużą planszę, karty z retro zdjęciami, karty z pytaniami i 12 drewnianych pionków.

Gra planszowa jest idealnym uzupełnieniem albumów do samodzielnego wypełniania pt. “Opowiedz mi babciu”, “Opowiedz mi dziadku”. Te wyjątkowe pamiętniki służą do zapisywania wspomnień babć i dziadków, przekazywania tradycji rodzinnych i łączenia pokoleń. 


Polecam! Spędziliśmy z rodziną bardzo przyjemne chwile na wspólnej zabawie!



poniedziałek, 1 stycznia 2018

Post noworoczny

Po pierwsze
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! 
Niech się Wam spełnią wszystkie marzenia! :)

Po drugie

Podsumowanie wyzwania na 2017 rok pt. 
Czytamy książki w oryginale.


W tym bardzo wymagającym wyzwaniu wzięły udział dwie, niesamowite blogerki i ukończyły go idąc "łeb w łeb", we wspaniałym stylu. Nie pozostaje mi nic innego, jak postawić Aine oraz Izabelę Łęcką-Wokulską na podium, obdarować dwoma złotymi medalami i otworzyć dwie butelki szampan. Tadam!



III KWARTAŁ
3. Jojo Moyes 'Me before you"

IV KWARTAŁ

Lucy Maud Montgomery 'Anne of Green Gables' - Ania w wersji angielskiej, Ania po raz enty, zawsze dobra na deprechę....


Gratuluję!

Pełen spis przeczytanych oraz wysłuchanych przeze mnie książek jest tutaj: