wtorek, 22 sierpnia 2017

Fenomen fińskiej edukacji - na początku jest nauczyciel

Okładka oryginalna oraz polskiego wydania
Fenomen fińskiej oświaty znany jest każdemu, kto zajmuje się edukacją, czy to jako nauczyciel, czy rodzic. Wszyscy wiemy, że fińskie dzieci mają najlepsze osiągnięcia szkolne i najmniejszy poziom stresu, że system nauki jest inny, niż w pozostałych krajach, a przede wszystkim, że jest bardzo, bardzo kosztowny. 
Polski system edukacji stoi u progu kolejnej reformy, ale nie o niej chcę pisać. Na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, w księgarniach ukaże się, nakładem Wydawnictwa Literackiego, książka  Tima Walkera pt."Fińskie dzieci uczą się najlepiej".

Z lektury noty wydawcy oraz udostępnionego, darmowego fragmentu, można powiedzieć, że jest to literatura faktu ubrana w formę quasi pamiętnika. Autor krótko przybliża nam swoje zmagania z zawodem nauczyciela w Stanach Zjednoczonych, a później opisuje swoje spotkanie z fińskim systemem edukacji.  Tim Walker ożenił się z Finką i małżeństwo zdecydowało się wyjechać do Finlandii, a Tim podjął pracę w fińskiej szkole. 
Tim Walker jest więc amerykańskim nauczycielem mieszkającym w Finlandii. O swoich spostrzeżeniach pisze artykuły dla The Atlantic. Ponadto regularnie pisze o fińskiej edukacji na Taught by Finland i jest autorem książki Fińskie dzieci uczą się najlepiej (Teach Like Finland: 33 Simple Strategies for Joyful Classrooms).



W oczekiwaniu na książkę, wyruszyłam na poszukiwania - co o książce Tima Walkera wie internet.

NAUCZYCIELE: Różnice między USA a Finlandią, związane z systemem edukacji, obejmują także szkołę jako miejsce pracy. Nie można zapominać, że dla nauczycieli ich zawód jest  pracą i także, podobnie jak uczniom, muszą być zapewnione odpowiednie warunki ich pedagogom. Jak się okazuje, bez tego, o wysokich wynikach w nauce można tylko pomarzyć.
Zarówno Tim Walker, jak i cytowana przez niego w artykule dla The Atlantic Finka, która w wyniku zamążpójścia podjęła pracę w szkole na Florydzie, zgodnie twierdzą, że praca nauczyciela w USA wiąże się z ogromnym zmęczeniem i stresem, niż w Finlandii. Jestem bardzo ciekawa, czy w książce znajdę więcej informacji na ten temat. Z artykułu wyłowiłam, że w USA nauczyciel jest poddawany dużo większej kontroli niż w Finlandii, z czym wiąże się konieczność wypełnienia wielu dokumentów (ewaluacja, która i nam, polskim pedagogom, daje się w kość). Poczucie braku zaufania do nauczyciela ze strony władz i mocne ograniczenie autonomii wpłynęło negatywnie na satysfakcję z pracy cytowanych osób. Zmniejszenie autonomii, amerykańscy nauczyciele także odczuwają z powodu standaryzacji nauczania za pomocą testów i kontroli rozliczania wszystkiego (realizacji materiału, postępów w nauce etc.) -  to samo wpycha w sztywne ramki polskich nauczycieli, a przykład Finlandii pokazuje, że można zorganizować cały proces inaczej. 
W czym jest problem? Marc Tucker z Narodowego Centrum Edukacji i Gospodarki uważa, że albo wybiera się bardzo dobrych kandytatów na stanowisko nauczyciela (co jest kosztowne) i daje się im autonomię, albo, jak w USA, przyjmuje się do zawodu każdą chętną osobę i mocno ją kontroluje. [link do artykułu]
Tim Walker napisał także artykuł [link do artykułu] o silnym stresie, jaki jest udziałem amerykańskich nauczycieli. Jego źródłem jest napięty harmonogram oraz mnóstwo wymagań wobec nauczyciela, w tym bezproduktywna dokumentacja. 
Czy ktoś z czytających ten wpis, jest nauczycielem? 
Czyż nie brzmi to znajomo?
Tymczasem okazuje się, że presja wywierana na każdego pojedynczego nauczyciela, aby ów podnosił swoją nauczycielską jakość jest o tyle chybiona, że największe sukcesy osiągają nauczyciele jako zespół. Rola współpracy jest bardzo niedoceniana. 
W porównaniu z przodującymi w dziedzinie edukacji krajami, takimi jak Finlandia i Singapur, a także wieloma innymi, amerykańscy nauczyciele spędzają z uczniami najwięcej czasu - ok. 27 godzin w tygodniu (wobec 18 godzin). [link do artykułu] Do tego, rzecz jasna, dochodzi czas, podczas którego nauczyciele planują i przygotowują się do zajęć. W efekcie, nauczyciel z Azji pracuje około 47,6 godziny w tygodniu, z czego tylko 19 z uczniami. Amerykański podobną ilość godzin ogółem, ale z uczniami dużo więcej. I osiąga niższe wyniki swoich podopiecznych. Na co amerykański nauczyciel nie ma czasu? Na współpracę z innymi nauczycielami i własny rozwój. 
"Współpraca jest praktycznie niemożliwa, gdy nauczyciele są przytłoczeni. (...) Współpraca dotyczy dzielenia się pracą. Kiedy nauczyciele są zestresowani, współpraca stanowi luksusowy dodatek. Kiedy nauczyciele przekonają się, że nie mogą sobie pozwolić na współpracę, dzielenie się pracą po prostu nie istnieje." Tim Walker [link]
"W Stanach Zjednoczonych obciążenie nauczyciela w pełnym wymiarze jest o prawie 50% wyższe niż typowe obciążenie pedagogiczne w Finlandii, gdzie wynosi zaledwie 18 godzin lekcyjnych na tydzień. Więcej godzin nauczania dla amerykańskich wychowawców oznacza, że ​​jest więcej godzin planowania i prowadzenia księgowości. Mając to na uwadze, nie dziwi, że amerykańscy nauczyciele donoszą o niskim poziomie współpracy między nimi. Są stale pod presją czasu.
Obciążenie nauczaniem nie jest jedyną przeszkodą dla amerykańskich nauczycieli. Brakuje harmonogramu nauczania, który zapewniałby wbudowane możliwości współpracy ze swoimi kolegami. (...)  nauczyciele w Finlandii często podczas szkolnej,  15-minutowej przerwy, spotykają się, aby wspólnie omówić lub ustalić coś ze sobą - często w pokoju nauczycielskim.
Nauka w Finlandii pokazała mi, co jest możliwe w amerykańskich, i innych, szkołach. Można wspierać współpracę między nauczycielami, ale wymaga to śmiałych kroków. Nauczyciele potrzebują wielu możliwości współpracy, a także mniejszego obciążenia obowiązkami, aby zmaksymalizować czas spędzony razem."[link]
*
Przypomina mi się sędziwy już dowcip o taczkach. Robotnik cały dzień biegał z pustymi taczkami po placu budowy. Osoba, która patrzyła na to z boku, zapytała, dlaczego tak robi.
Odpowiedział:
- Mam tak dużo pracy, nie nie mam kiedy tych taczek załadować.


Czytanie strony internetowej Tima Walkera Taught by Finland jest ekscytujące! 
Nie mogę się już doczekać, kiedy przeczytam jego książkę 
Fińskie dzieci uczą się najlepiej 
(Teach Like Finland: 33 Simple Strategies for Joyful Classrooms).

Moja recenzja wkrótce!
Zapowiedź na blogu TUTAJ.




czwartek, 17 sierpnia 2017

Fińskie dzieci uczą się najlepiej - zapowiedź



31 sierpnia tego roku ukaże się książka Fińskie dzieci uczą się najlepiej Timothy D. Walkera, w
tłumaczeniu Marty Kisiel-Małeckiej. Książkę przygotowało Wydawnictwo Literackie.
Opis
Stylu uczymy się od Francuzów, ideę hygge pokazują nam Duńczycy, a co by było, gdybyśmy zaczęli myśleć o szkole tak, jak robią to Finowie?

Fińskie szkoły od lat zajmują czołowe pozycje w międzynarodowych testach edukacyjnych PISA. Mali Finowie są świetni z matematyki i nauk przyrodniczych, a do tego czytają więcej niż ich rówieśnicy z innych krajów. Co jednak najbardziej intrygujące, uczniowie z Finlandii należą do grupy, która w ciągu roku poświęca na naukę najmniej czasu. Płatne korepetycje są zakazane, prac domowych prawie nie ma, a znaczną część sprawdzianów uczniowie oceniają sami. Brzmi jak edukacyjny raj?

Fińskie dzieci uczą się najlepiej to historia amerykańskiego nauczyciela, który – kompletnie wypalony – wyjechał do Finlandii, gdzie na nowo odnalazł sens swojej pracy, a dziś pomaga przenieść fenomen fińskiego cudu edukacyjnego w inne zakątki świata.

Możemy przygotować uczniów do egzaminów albo do życia. Wybieramy to drugie — mówią pedagodzy fińscy. Teraz również polscy rodzice i nauczyciele mogą poprowadzić dzieci ku największemu z sukcesów — ku szczęściu. Jak to osiągnąć? Timothy D. Walker mówi w swojej książce o zaufaniu, dzieleniu odpowiedzialności, budowaniu wspólnoty, uspokojeniu przestrzeni i wielu innych elementach, które na co dzień są pomijane lub traktowane marginalnie, mimo że znaczenie jest absolutnie kluczowe.

Z tej książki rodzice dowiedzą się, co mogą zmienić w domu, a nauczyciele — w klasie, żeby nasze dzieci uczyły się lepiej, chętniej i przyjemniej. Cisza, prostota, egalitaryzm i kontakt z przyrodą — to, co tak nam się podoba w kulturze krajów nordyckich, można przenieść do pokoi dziecinnych i szkolnych klas!

W Polsce od lat trwają dyskusje na temat kształtu naszego szkolnictwa, a ostatnio ich temperatura rośnie. Jeśli uważnie przyjrzymy się fenomenowi fińskiego cudu edukacyjnego, może się okazać, że i polskie dzieciaki nie będą już musiały wybierać pomiędzy szczęśliwym dzieciństwem a świadectwem z czerwonym paskiem.
Inspirująca lektura dla rodziców, dziadków i nauczycieli. Na naukę nigdy nie jest za późno! [link]

Goodreads TUTAJ

Lubimy Czytać TUTAJ

Biblionetka TUTAJ


Timothy D. Walker [link]

Strona internetowa autora: http://taughtbyfinland.com/

Facebook Taught by Finland

Twitter https://twitter.com/timdwalk

Wkrótce więcej informacji :)


środa, 9 sierpnia 2017

"Żony jednego męża", czyli nie czytaj tej książki jeżeli....

Nie czytaj tej książki, jeżeli znasz jedynie słuszny przepis na życie i jest nim tradycyjna rodzina, z tradycyjnym podziałem ról. W rodzinie, którą opisała Anna Fryczkowska jest jeden mąż, żona i kochanka na prawach żony. Każda ma z Wojtkiem po jednym dziecku. Mieszkają i żyją razem. I, o zgrozo, są szczęśliwi.

Nie czytaj tej książki, jeżeli podczas rodzinnych spotkań, nawet w Święta, musisz wszystkim udowadniać, że twoja racja w sprawach moralności, religii i recepty na szczęście, jest jedynie słuszna. Nawet, jeśli Święta przez to się nie udadzą, a rodzina przestanie się do siebie odzywać. 
Bo jak Polska długa i szeroka, my Polacy, jesteśmy podzieleni w swoich religijnych i politycznych poglądach, a co za tym idzie, także podzielone, jest nasze poczucie moralności i normalności. 
I o tym właśnie jest ta książka.
O tym, że można się pięknie różnić i być szczęśliwym w układzie nietypowym, a w utartym stereotypie niekoniecznie. 
I o tym, co naprawdę spaja rodzinę. 

W warstwie fabularnej, Anna Fryczkowska serwuje nam połowę bliźniaka w Warszawie, w którym mieszka Wojtek z Anitą. Bez ślubu. O zgrozo, tej rodzinie autorka kazała zamieszkać na Żoliborzu, w pobliżu słynnej Willi oraz niemal pod bokiem kościoła. Anita robi karierę, świetnie zarabia i akurat spodziewa się dziecka. Obowiązki domowe ją przerastają, nie interesuje jej wicie gniazda, wiele prac deleguje na zewnątrz, choćby posiłki spożywane w restauracji lub zamawiane do domu. Pewnego dnia, w domu pojawia się gosposia, zwana Tunią, młodziutka dziewczyna z małego miasteczka, z małomiasteczkową mentalnością oraz z małomiasteczkowymi marzeniami. A Wojtek stoi w "rozkroku", bo i jeden, tradycyjny, sposób na życie mu się podoba, i drugi, nowoczesny. Każdy z tych modeli ma wady, i każdy ma zalety. 
To, co zawsze było słabością takich układów (mąż, żona i gosposia), stało się w tej rodzinie jego siłą. Fabuła wzięła karkołomny wiraż i pomknęła zupełnie nieutartą drogą, rozbijając w pył wszelkie stereotypy. 
Jak już wspomniałam, rodzina 3 + 2 jest szczęśliwa, ale czy otoczenie im to wybaczy? Czy sąsiedzi oraz rodzina będą mogli patrzeć spokojnie na taką sielankę, tym bardziej, że w domu mąż bije żonę oraz przepija zarobki zgodnie z uświęconą tradycją? 
O tym, że w Polsce trzeba mieć dużo odwagi, żeby być szczęśliwym, także jest ta książka. 

Nie czytaj tej książki, jeżeli obawiasz się, że zaraza tolerancji pochwyci ciebie w swoje szpony. 

Pozostałym, gorąco polecam!

Żony jednego męża
Anna Fryczkowska
Wydawnictwo: Burda Książki
data wydania 11 kwietnia 2017
ISBN 9788380532182
liczba stron 288