wtorek, 19 września 2017

33 proste strategie, dzięki którym "Fińskie dzieci uczą się najlepiej" - Timothy D. Walker

Uczyć jak w Finlandii


Fenomen fińskiego szkolnictwa objawił się dopiero w 2001 roku, kiedy OECD ogłosiła wyniki pierwszego, międzynarodowego rankingu umiejętności piętnastolatków, znanego jako PISA. W wielu krajach Europy, w tym w Polsce, albo właśnie dokonano, albo zaczęto wprowadzać reformy edukacji (to wtedy w Polsce powstały gimnazja). Wszystkie, podlegające reformom systemy szkolnictwa, miały pracować w szybszym tempie i osiągać wyższe wyniki nauczania, liczyła się efektywność i wskaźniki ukończenia przez uczniów szkoły, monitorowanie, informowanie, zarządzanie, ewaluacja i programy naprawcze.
Wynik tego pierwszego rankingu okazał się ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich, z Finlandią włącznie. Właśnie zaczęto dyskusje nad ewentualnymi reformami w fińskiej oświacie, krytykowano aktualny poziom nauczania i oglądano się na świat, gdy wynik rankingu PISA uciszył wszelką krytykę.
No bo jak to tak?
System edukacji nie zmieniany od lat siedemdziesiątych XX wieku, brak szkół prywatnych i brak super nowoczesnego sprzętu w salach lekcyjnych oraz brak nacisku na szybsze tempo i wyższe wyniki, a wynik PISA przechodzi najśmielsze oczekiwania?

Co zatem jeszcze charakteryzuje fińską edukację? Uczniowie uczą się w bardzo zróżnicowanych, pod względem materialnym i społecznym, grupach. Nakłady finansowe skierowane są przede wszystkim na wykształcenie i uposażenie nauczycieli, co przełożyło się na wzrost zaufania wobec nich rodziców i uczniów oraz na specjalistyczne wsparcie uczniów, aby wyrównać szanse edukacyjne (w tym szeroka oferta zajęć pozalekcyjnych rozwijających wszechstronnie zainteresowania) oraz zdrowotne.

Tim Walker, amerykański nauczyciel, który podjął pracę w swoim zawodzie w Helsinkach,  opowiada nam o swoim zetknięciu się z odmiennym dla niego systemem edukacji, o swoich zaskoczeniach i zdziwieniach. Równie dużo mówi nam o fińskim systemie edukacji, jak i o amerykańskim. Odkrywa dla siebie i dla czytelnika cudowne, proste prawdy, które składają się na fiński sukces, na fiński fenomen edukacyjny i dzieli się nimi, na kolejnych stronach książki.
W Finlandii, najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa dziecka, jego dobre samopoczucie i szczęście. Ważny jest czas wolny, bo tam nie żyje się aby pracować, ale pracuje, aby żyć. Nie ma potrzeby co chwilę się wykazywać, migotać, błyszczeć, popisywać. Ważniejsza jest współpraca i samodzielność. Często mniej, znaczy więcej.
Prawdy, do których Amerykanie dochodzą drogą żmudnych i kosztownych badań, Finowie uzyskują poprzez zdrowy rozsądek i obserwowanie podopiecznych.

Na początku pobytu w Finlandii, Tim nie mógł przestawić się ze swego rodzaju neurotycznego pracoholizmu na zdrowe podejście do pracy. Wakacje to dla niego było po prostu mniej pracy, bo nie było lekcji, ale codziennie przygotowywał się do zajęć, które miały rozpocząć się za miesiąc. Praca nauczyciela w USA wiązała się z dużo większym zmęczeniem i stresem, niż w Finlandii. W pierwszym roku pracy w USA, Tim przeszedł wypalenie zawodowe. Opisywał, że w USA nauczyciel jest poddawany dużo większej kontroli niż w Finlandii, z czym wiąże się konieczność wypełnienia i przygotowania wielu dokumentów. Tymczasem Fińscy współpracownicy często przypominali mu, żeby po prostu odpoczął, bo praca, żeby była efektywna, nie musi oznacz harówki.
Przez całą książkę Tim wielokrotnie podkreślał jak ważna jest współpraca nauczycieli i uczniów. Dla przyzwyczajonego do rywalizacji Amerykanina, był to powód do wielu refleksji.

Przez dwa lata, które minęły od chwili, gdy autor podjął pracę w fińskiej szkole, do wydania książki „Fińskie dzieci uczą się najlepiej”, najwięcej nauczył się … on sam. Codziennie zderzał się z innymi priorytetami niż te, które panowały w Stanach, innym, niż znany mu, systemem wartości i bardziej samodzielnymi dziećmi, nad którymi rodzice nie krążą jak nadopiekuńcze helikoptery.

Książka „Fińskie dzieci uczą się najlepiejto lektura godna polecenia wszystkim nauczycielom.
Najcenniejsze w niej jest to, że Tim Walker pokazał nam, czytelnikom, wiele rozwiązań, które bardzo łatwo amerykański oraz polski nauczyciel może przenieść na własny grunt i włączyć do metod pracy, które stosuje. Nie wymagają one stosów papieru, wykresów, tabelek i analiz. Nie wymagają czasochłonnego przygotowania. Niewielkim wysiłkiem polski nauczyciel może zastosować kilka rozwiązań, a wtedy może powiemy, że nie tylkoFińskie dzieci uczą się najlepiej”.

Polecam  książkę kolegi po fachu przede wszystkim nauczycielom!

O tym, co wyczytałam na blogu Tima Walkera na temat edukacji oraz w napisanych przez niego artykułach przeczytacie TUTAJ.


Fińskie dzieci uczą się najlepiej
Timothy D. Walker
Tłumaczenie: Marta Kisiel-Małecka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
tytuł oryginału: Teach Like Finland: 33 Simple Strategies for Joyful Classrooms
data wydania 31 sierpnia 2017
ISBN 9788308063880
liczba stron 210

wtorek, 22 sierpnia 2017

Fenomen fińskiej edukacji - na początku jest nauczyciel

Okładka oryginalna oraz polskiego wydania
Fenomen fińskiej oświaty znany jest każdemu, kto zajmuje się edukacją, czy to jako nauczyciel, czy rodzic. Wszyscy wiemy, że fińskie dzieci mają najlepsze osiągnięcia szkolne i najmniejszy poziom stresu, że system nauki jest inny, niż w pozostałych krajach, a przede wszystkim, że jest bardzo, bardzo kosztowny. 
Polski system edukacji stoi u progu kolejnej reformy, ale nie o niej chcę pisać. Na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, w księgarniach ukaże się, nakładem Wydawnictwa Literackiego, książka  Tima Walkera pt."Fińskie dzieci uczą się najlepiej".

Z lektury noty wydawcy oraz udostępnionego, darmowego fragmentu, można powiedzieć, że jest to literatura faktu ubrana w formę quasi pamiętnika. Autor krótko przybliża nam swoje zmagania z zawodem nauczyciela w Stanach Zjednoczonych, a później opisuje swoje spotkanie z fińskim systemem edukacji.  Tim Walker ożenił się z Finką i małżeństwo zdecydowało się wyjechać do Finlandii, a Tim podjął pracę w fińskiej szkole. 
Tim Walker jest więc amerykańskim nauczycielem mieszkającym w Finlandii. O swoich spostrzeżeniach pisze artykuły dla The Atlantic. Ponadto regularnie pisze o fińskiej edukacji na Taught by Finland i jest autorem książki Fińskie dzieci uczą się najlepiej (Teach Like Finland: 33 Simple Strategies for Joyful Classrooms).



W oczekiwaniu na książkę, wyruszyłam na poszukiwania - co o książce Tima Walkera wie internet.

NAUCZYCIELE: Różnice między USA a Finlandią, związane z systemem edukacji, obejmują także szkołę jako miejsce pracy. Nie można zapominać, że dla nauczycieli ich zawód jest  pracą i także, podobnie jak uczniom, muszą być zapewnione odpowiednie warunki ich pedagogom. Jak się okazuje, bez tego, o wysokich wynikach w nauce można tylko pomarzyć.
Zarówno Tim Walker, jak i cytowana przez niego w artykule dla The Atlantic Finka, która w wyniku zamążpójścia podjęła pracę w szkole na Florydzie, zgodnie twierdzą, że praca nauczyciela w USA wiąże się z ogromnym zmęczeniem i stresem, niż w Finlandii. Jestem bardzo ciekawa, czy w książce znajdę więcej informacji na ten temat. Z artykułu wyłowiłam, że w USA nauczyciel jest poddawany dużo większej kontroli niż w Finlandii, z czym wiąże się konieczność wypełnienia wielu dokumentów (ewaluacja, która i nam, polskim pedagogom, daje się w kość). Poczucie braku zaufania do nauczyciela ze strony władz i mocne ograniczenie autonomii wpłynęło negatywnie na satysfakcję z pracy cytowanych osób. Zmniejszenie autonomii, amerykańscy nauczyciele także odczuwają z powodu standaryzacji nauczania za pomocą testów i kontroli rozliczania wszystkiego (realizacji materiału, postępów w nauce etc.) -  to samo wpycha w sztywne ramki polskich nauczycieli, a przykład Finlandii pokazuje, że można zorganizować cały proces inaczej. 
W czym jest problem? Marc Tucker z Narodowego Centrum Edukacji i Gospodarki uważa, że albo wybiera się bardzo dobrych kandytatów na stanowisko nauczyciela (co jest kosztowne) i daje się im autonomię, albo, jak w USA, przyjmuje się do zawodu każdą chętną osobę i mocno ją kontroluje. [link do artykułu]
Tim Walker napisał także artykuł [link do artykułu] o silnym stresie, jaki jest udziałem amerykańskich nauczycieli. Jego źródłem jest napięty harmonogram oraz mnóstwo wymagań wobec nauczyciela, w tym bezproduktywna dokumentacja. 
Czy ktoś z czytających ten wpis, jest nauczycielem? 
Czyż nie brzmi to znajomo?
Tymczasem okazuje się, że presja wywierana na każdego pojedynczego nauczyciela, aby ów podnosił swoją nauczycielską jakość jest o tyle chybiona, że największe sukcesy osiągają nauczyciele jako zespół. Rola współpracy jest bardzo niedoceniana. 
W porównaniu z przodującymi w dziedzinie edukacji krajami, takimi jak Finlandia i Singapur, a także wieloma innymi, amerykańscy nauczyciele spędzają z uczniami najwięcej czasu - ok. 27 godzin w tygodniu (wobec 18 godzin). [link do artykułu] Do tego, rzecz jasna, dochodzi czas, podczas którego nauczyciele planują i przygotowują się do zajęć. W efekcie, nauczyciel z Azji pracuje około 47,6 godziny w tygodniu, z czego tylko 19 z uczniami. Amerykański podobną ilość godzin ogółem, ale z uczniami dużo więcej. I osiąga niższe wyniki swoich podopiecznych. Na co amerykański nauczyciel nie ma czasu? Na współpracę z innymi nauczycielami i własny rozwój. 
"Współpraca jest praktycznie niemożliwa, gdy nauczyciele są przytłoczeni. (...) Współpraca dotyczy dzielenia się pracą. Kiedy nauczyciele są zestresowani, współpraca stanowi luksusowy dodatek. Kiedy nauczyciele przekonają się, że nie mogą sobie pozwolić na współpracę, dzielenie się pracą po prostu nie istnieje." Tim Walker [link]
"W Stanach Zjednoczonych obciążenie nauczyciela w pełnym wymiarze jest o prawie 50% wyższe niż typowe obciążenie pedagogiczne w Finlandii, gdzie wynosi zaledwie 18 godzin lekcyjnych na tydzień. Więcej godzin nauczania dla amerykańskich wychowawców oznacza, że ​​jest więcej godzin planowania i prowadzenia księgowości. Mając to na uwadze, nie dziwi, że amerykańscy nauczyciele donoszą o niskim poziomie współpracy między nimi. Są stale pod presją czasu.
Obciążenie nauczaniem nie jest jedyną przeszkodą dla amerykańskich nauczycieli. Brakuje harmonogramu nauczania, który zapewniałby wbudowane możliwości współpracy ze swoimi kolegami. (...)  nauczyciele w Finlandii często podczas szkolnej,  15-minutowej przerwy, spotykają się, aby wspólnie omówić lub ustalić coś ze sobą - często w pokoju nauczycielskim.
Nauka w Finlandii pokazała mi, co jest możliwe w amerykańskich, i innych, szkołach. Można wspierać współpracę między nauczycielami, ale wymaga to śmiałych kroków. Nauczyciele potrzebują wielu możliwości współpracy, a także mniejszego obciążenia obowiązkami, aby zmaksymalizować czas spędzony razem."[link]
*
Przypomina mi się sędziwy już dowcip o taczkach. Robotnik cały dzień biegał z pustymi taczkami po placu budowy. Osoba, która patrzyła na to z boku, zapytała, dlaczego tak robi.
Odpowiedział:
- Mam tak dużo pracy, nie nie mam kiedy tych taczek załadować.


Czytanie strony internetowej Tima Walkera Taught by Finland jest ekscytujące! 
Nie mogę się już doczekać, kiedy przeczytam jego książkę 
Fińskie dzieci uczą się najlepiej 
(Teach Like Finland: 33 Simple Strategies for Joyful Classrooms).

Moja recenzja wkrótce!
Zapowiedź na blogu TUTAJ.




czwartek, 17 sierpnia 2017

Fińskie dzieci uczą się najlepiej - zapowiedź



31 sierpnia tego roku ukaże się książka Fińskie dzieci uczą się najlepiej Timothy D. Walkera, w
tłumaczeniu Marty Kisiel-Małeckiej. Książkę przygotowało Wydawnictwo Literackie.
Opis
Stylu uczymy się od Francuzów, ideę hygge pokazują nam Duńczycy, a co by było, gdybyśmy zaczęli myśleć o szkole tak, jak robią to Finowie?

Fińskie szkoły od lat zajmują czołowe pozycje w międzynarodowych testach edukacyjnych PISA. Mali Finowie są świetni z matematyki i nauk przyrodniczych, a do tego czytają więcej niż ich rówieśnicy z innych krajów. Co jednak najbardziej intrygujące, uczniowie z Finlandii należą do grupy, która w ciągu roku poświęca na naukę najmniej czasu. Płatne korepetycje są zakazane, prac domowych prawie nie ma, a znaczną część sprawdzianów uczniowie oceniają sami. Brzmi jak edukacyjny raj?

Fińskie dzieci uczą się najlepiej to historia amerykańskiego nauczyciela, który – kompletnie wypalony – wyjechał do Finlandii, gdzie na nowo odnalazł sens swojej pracy, a dziś pomaga przenieść fenomen fińskiego cudu edukacyjnego w inne zakątki świata.

Możemy przygotować uczniów do egzaminów albo do życia. Wybieramy to drugie — mówią pedagodzy fińscy. Teraz również polscy rodzice i nauczyciele mogą poprowadzić dzieci ku największemu z sukcesów — ku szczęściu. Jak to osiągnąć? Timothy D. Walker mówi w swojej książce o zaufaniu, dzieleniu odpowiedzialności, budowaniu wspólnoty, uspokojeniu przestrzeni i wielu innych elementach, które na co dzień są pomijane lub traktowane marginalnie, mimo że znaczenie jest absolutnie kluczowe.

Z tej książki rodzice dowiedzą się, co mogą zmienić w domu, a nauczyciele — w klasie, żeby nasze dzieci uczyły się lepiej, chętniej i przyjemniej. Cisza, prostota, egalitaryzm i kontakt z przyrodą — to, co tak nam się podoba w kulturze krajów nordyckich, można przenieść do pokoi dziecinnych i szkolnych klas!

W Polsce od lat trwają dyskusje na temat kształtu naszego szkolnictwa, a ostatnio ich temperatura rośnie. Jeśli uważnie przyjrzymy się fenomenowi fińskiego cudu edukacyjnego, może się okazać, że i polskie dzieciaki nie będą już musiały wybierać pomiędzy szczęśliwym dzieciństwem a świadectwem z czerwonym paskiem.
Inspirująca lektura dla rodziców, dziadków i nauczycieli. Na naukę nigdy nie jest za późno! [link]

Goodreads TUTAJ

Lubimy Czytać TUTAJ

Biblionetka TUTAJ


Timothy D. Walker [link]

Strona internetowa autora: http://taughtbyfinland.com/

Facebook Taught by Finland

Twitter https://twitter.com/timdwalk

Wkrótce więcej informacji :)


środa, 9 sierpnia 2017

"Żony jednego męża", czyli nie czytaj tej książki jeżeli....

Nie czytaj tej książki, jeżeli znasz jedynie słuszny przepis na życie i jest nim tradycyjna rodzina, z tradycyjnym podziałem ról. W rodzinie, którą opisała Anna Fryczkowska jest jeden mąż, żona i kochanka na prawach żony. Każda ma z Wojtkiem po jednym dziecku. Mieszkają i żyją razem. I, o zgrozo, są szczęśliwi.

Nie czytaj tej książki, jeżeli podczas rodzinnych spotkań, nawet w Święta, musisz wszystkim udowadniać, że twoja racja w sprawach moralności, religii i recepty na szczęście, jest jedynie słuszna. Nawet, jeśli Święta przez to się nie udadzą, a rodzina przestanie się do siebie odzywać. 
Bo jak Polska długa i szeroka, my Polacy, jesteśmy podzieleni w swoich religijnych i politycznych poglądach, a co za tym idzie, także podzielone, jest nasze poczucie moralności i normalności. 
I o tym właśnie jest ta książka.
O tym, że można się pięknie różnić i być szczęśliwym w układzie nietypowym, a w utartym stereotypie niekoniecznie. 
I o tym, co naprawdę spaja rodzinę. 

W warstwie fabularnej, Anna Fryczkowska serwuje nam połowę bliźniaka w Warszawie, w którym mieszka Wojtek z Anitą. Bez ślubu. O zgrozo, tej rodzinie autorka kazała zamieszkać na Żoliborzu, w pobliżu słynnej Willi oraz niemal pod bokiem kościoła. Anita robi karierę, świetnie zarabia i akurat spodziewa się dziecka. Obowiązki domowe ją przerastają, nie interesuje jej wicie gniazda, wiele prac deleguje na zewnątrz, choćby posiłki spożywane w restauracji lub zamawiane do domu. Pewnego dnia, w domu pojawia się gosposia, zwana Tunią, młodziutka dziewczyna z małego miasteczka, z małomiasteczkową mentalnością oraz z małomiasteczkowymi marzeniami. A Wojtek stoi w "rozkroku", bo i jeden, tradycyjny, sposób na życie mu się podoba, i drugi, nowoczesny. Każdy z tych modeli ma wady, i każdy ma zalety. 
To, co zawsze było słabością takich układów (mąż, żona i gosposia), stało się w tej rodzinie jego siłą. Fabuła wzięła karkołomny wiraż i pomknęła zupełnie nieutartą drogą, rozbijając w pył wszelkie stereotypy. 
Jak już wspomniałam, rodzina 3 + 2 jest szczęśliwa, ale czy otoczenie im to wybaczy? Czy sąsiedzi oraz rodzina będą mogli patrzeć spokojnie na taką sielankę, tym bardziej, że w domu mąż bije żonę oraz przepija zarobki zgodnie z uświęconą tradycją? 
O tym, że w Polsce trzeba mieć dużo odwagi, żeby być szczęśliwym, także jest ta książka. 

Nie czytaj tej książki, jeżeli obawiasz się, że zaraza tolerancji pochwyci ciebie w swoje szpony. 

Pozostałym, gorąco polecam!

Żony jednego męża
Anna Fryczkowska
Wydawnictwo: Burda Książki
data wydania 11 kwietnia 2017
ISBN 9788380532182
liczba stron 288

sobota, 29 lipca 2017

Sudeckie wędrówki - Krzysztof Gdula

"Książka jest o moich wędrówkach górskich, ale ich opisy raczej nie złożą się na przewodnik, ponieważ starałem się prowadzić czytającego nie tyle polnymi dróżkami czy górskimi szlakami, co ścieżkami swoich wrażeń z przeżywania piękna natury. Wędruję głównie po Sudetach, do tych gór mam najbliżej, ale równie dobrze mogłyby być to inne góry, albo Roztocze czy lasy Białowieży, ponieważ otoczenie może tylko wspomóc nasze przeżywanie, wyręczyć nas nie potrafi. Jednak góry mają coś, co trudno zastąpić: zmienność krajobrazów, oczyszczające wrażenie własnej małości i dal – tajemniczą, uroczą i wołającą nas ku horyzontowi, którego nigdy nie da się dotknąć. Tym samym cel i spełnienie zawsze są przed nami, wystarczy wziąć plecak i wejść na jedną z tysięcznych dróg biegnących w nieskończoną Dal.
Kiedyś, gdy chciałem założyć na głowę koronę gór polskich, poszedłem na dach Gór Kaczawskich, na Skopca. Później, wspominając poznany szlak, wróciłem – i będę wracać.
Te góry nie są dla zdobywców szczytów i trudnych tras, one są dla tych, którzy nieśpiesznie wędrując, albo po prostu włócząc się, gdzie uwiedzione lub zaciekawione oczy poniosą, chcą smakować urok natury i słuchać siebie, odzewu swojego ducha. One są do podziwiania i kochania – dokładnie tak, jak kobiety. W tej książce starałem się zawrzeć swój podziw dla Sudetów, a zwłaszcza dla Gór Kaczawskich; czy udanie, Czytelnicy ocenią." - Tak prezentuje książkę wydawca. 



Organy Wielisławskie [źródło zdjęcia]
Goździk kropkowany
Dianthus deltoides [źródło zdjęcia]














Autor wędruje po mojej rodzinnej okolicy, więc już na wstępie ma duży plus, za sympatię do Pogórza Kaczawskiego. Każdy rozdział, który autor opisuje, budzi moje własne wspomnienia. Oto Wielkie Organy Wielisławskie, naturalny twór geologiczny, w postaci różowych słupów skały zwanej porfirem. Było to jedno z miejsc, gdzie jeździłam z ś.p. moimi Rodzicami w niedzielne popołudnia. Mama pisała monografię goździka kropkowanego Dianthus deltoides w ramach pracy magisterskiej (studia zaoczne), porównywała różne parametry tych roślin, na stanowiskach o różnej glebie utworzonej na różnych skałach. 

Widok na miasto i Wilczą Górę [źródło zdjęcia]
Jest i Wilcza Góra (Wilkołak) koło Złotoryi, w połowie ucięta w celu pozyskania bazaltu. Ileż odbyłam tam spacerów z moimi dziećmi, szkolnych wycieczek i ognisk u podnóża? Nie zliczę. Wilkołak wpisany jest w krajobraz Złotoryi. Budzi we mnie wspomnienia miłe, ale też bardzo, bardzo smutne, ponieważ na samej górze, nad wyrobiskiem, nie jest bezpiecznie. 
Okolice wsi Podgórki i ja przeszłam. Przemoczyliśmy wtedy buty, ale mogłam pokazać dzieciom dziewięćsiła bezłodygowego, chronioną roślinę. Innym razem, jedna z moich córek, spadła w agroturystyce z kuca, na którym jechała wierzchem. Nie zrażona wdrapała się natychmiast z powrotem na siodło, czym wzbudziła uznanie wśród chłopaków opartych o ogrodzenie padoku. 
Jest i Wąwóz Myśliborski, gdzie rośnie rzadka, chroniona paproć - Języcznik zwyczajny, wzdłuż wąwozu panuje swoisty mikroklimat i skąd mam sporo pięknych zdjęć moich córek w rodzinnym albumie. 
Zamiast pisać o książce, snuję wspomnienia, ale taka ta książka jest, że budzi nostalgię, wywołuje z pamięci dawne chwile. U kogoś, kto nie zna Pogórza Kaczawskiego, mam taką nadzieję, książka może obudzić ochotę, by wybrać się w ten piękny rejon naszego kraju. Wycieczki są tutaj niezbyt męczące, można zabrać w teren dzieci, krajobrazy przecudne (szczególnie przełomy rzeki Kaczawy w okolicy wsi Sędziszowa, tam gdzie znajdują się Organy Wielisławskie), jest spokój. 
Bardzo polecam, i książkę, i wycieczki po okolicy Pogórza Kaczawskiego!!


Sudeckie wędrówki
Krzysztof Gdula
Wydawnictwo: Primo Libro
data wydania 2016
ISBN 9788365499394
liczba stron 192

Krzysztof Gdula
Krzysztof Gdula o sobie:
Jestem synem, mężem, ojcem i dziadkiem. Na razie jednej tylko wnuczki, ale za to nie bez powodu noszącej imię najpiękniejszej kobiety świata.

Technik z wykształcenia i wykonywanej pracy, humanista z przekonania. Z zamiłowania górski wędrowiec i czytelnik. Słucham muzyki baroku i piszę. Fascynuje mnie piękno, ale i osiągnięcia ludzkiego umysłu.[link]
Blog autora: 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Cuda natury, kulturowe tradycje - jeziorka, stawy i wodospady polskich Sudetów i Karpat

"Trudno zaiste o piękniejszy widok od tatrzańskich jezior, wedle góralskiego obyczaju zwanych zwyczajowo stawami, rozlanych w polodowcowych kotłach, gdy w ich przepastnych wodach przeglądają się wyniosłe szczyty i skaliste turnie. Podobne wrażenia odnaleźć można i w Karkonoszach, gdzie Polacy na czarowne górskie jeziorka przenieśli bliską swemu sercu nazwę stawów. Ale przecież swój niezaprzeczalny urok posiadają i okolone zielenią lasów, osuwiskowe zazwyczaj jeziorka Beskidów. Stąd też pomysł na niniejszą książkę, która przybliżyć ma przepiękne cuda natury, jakimi bez wątpienia pozostają jeziora i jeziorka polskich gór. A że po raz pierwszy opisano wszystkie lub prawie wszystkie w jednym miejscu, nadaje to niniejszej publikacji poniekąd nowatorski charakter, który pozwala uzasadnić przed Czytelnikiem powstanie owej książki."[Wstęp, s. 8]
Jeziorka i stawy Gór Świętokrzyskich, Sudetów i polskich Karpat. Cuda natury, kulturowe tradycje
Bartłomiej Grzegorz Sala
Wydawnictwo: Ciekawe Miejsca
data wydania 2015 (data przybliżona)
ISBN 9788363424718
liczba stron 152

To pierwsza książka, która prezentuje miłośnikom gór, turystom oraz ludziom ciekawym świata znajdujące się w górach w Polsce jeziora i stawy. 
Autor krótko opisuje ich pochodzenie geologiczne, powierzchnię i głębokość, a także pochodzenie nazwy, historię turystyki w rejonie zbiornika, przytacza ciekawostki, informacje o zabudowaniach (schroniskach) czy ewentualnej ochronie, typu Park Narodowy czy Rezerwat Przyrody. 
Jeśli tylko opisywane jeziorko czy staw stały się modelem dla malarza, grafika lub poety, Bartłomiej Sala wspomina o tym, podając nazwiska twórców i tytuły prac. 
Pojawia się element folkloru, bardziej lub mniej wyrazisty, także w postaci legend. Ponadto poezja, pamiętniki, a nawet filmy, w których akwen wodny stanowił scenografię. 
Z karkonoskich zbiorników wodnych, najwięcej miejsca autor poświęcił stawom w Śnieżnych Kotłach, które już w 1933 roku stały się rezerwatem przyrody, a od 1959 roku objął je Karkonoski Park Narodowy. 
"Śnieżne Kotły słyną od dawna jako wybitna turystyczna atrakcja, zarazem stanowiąc unikalne stanowisko flory alpejskiej i reliktowej arktycznej oraz rzadkich gatunków zwierząt, roślin i grzybów. Występują tu m. in. płochacze halne, drozdy obrożne, zimozioły północne, pierwiosnki najmniejsze, sasanki alpejskie, róże alpejskie, niezapominajki alpejskie, świetliki maleńkie, skalice śnieżne (jedyne stanowisko w Europie Środkowej) i porosty z gatunku Rhizocarpon lecanorium."[s.18]

Zimoziół pólnocny (Linnea borealis), fot. Henripekka Kallio LINK
Śnieżne Kotły i Śnieżne Stawki pojawiały się w niemieckim malarstwie, w poezji w prozie, choćby opisy Izabeli Czartoryskiej i Rozalii Salusonowej, które autor cytuje, podobnie jak wiersze. Wielki i Mały Staw stały się filmowym plenerem w filmie Kazimierza Tarnasa z 1995 roku "Awantura o Basię", według prozy Kornela Makuszyńskiego. 

Obraz Hermanna Hendricha "Mały Staw albo Duch Gór jako śpiący olbrzym" (fot. www.facebook.com/przemek.wiater)
Folklor, znacznie skromniejszy w Karkonoszach w porównaniu z Tatrami czy Beskidami, głównie przetrwał w postaci legend. Bartłomiej Sala przytacza kilka z nich. 

Książka rozpoczyna się Jeziorkiem Szmaragdowym w Górach Świętokrzyskich, potem autor omawia akweny Sudetów, Karpat - Tatr, Gorców, Beskidu Sądeckiego, Beskidu Niskiego i Bieszczadów. Omawia je w taki sam sposób jak Śnieżne Stawy w Karkonoszach.

Książka jest bardzo popularną prezentacją jezior, wymienia wszystkie, ale traktuje je pobieżnie. Jeśli czytelnik jest zainteresowany zgłębianiem tematyki, musi sięgnąć choćby po umieszczone w "Wybranej literaturze" pozycje. Dla turysty, który wybrał się w jeden z górskich rejonów  naszego kraju i chciałby nieco poznać aspekt historyczno-kulturowy z nim związany, pozycja będzie satysfakcjonująca. Dla osób obeznanych z regionem, obawiam się, że nie wniesie wiele nowego.
Drażniły mnie powtórzenia - omawiając Wielki i Mały Staw w Śnieżnych Kotłach autor dwukrotnie umieścił ten sam tekst dotyczący filmu ""Awantura o Basię". Takich powtórzeń jest więcej i wywarły one na mnie niedobre wrażenie. 

W książce znajdują się strony z kolorowymi zdjęciami omawianych jezior i stawów. 

Zdjęcia Zimozioła północnego i obrazu Hermanna Hendricha nie ma w książce, dodałam je korzystając z zasobów internetu. 


Wodospady polskich Sudetów i Karpat. Cuda natury, kulturowe tradycje
Bartłomiej Grzegorz Sala
Wydawnictwo: Wydawnictwo CM
data wydania 2015 (data przybliżona)
ISBN 9788363424848
liczba stron 120

Książka "Wodospady polskich Sudetów i Karpat. Cuda natury, kulturowe tradycje" jest pozycją bliźniaczą, jak określił ją autor, w stosunku do tomu "Jeziorka i stawy Gór Świętokrzyskich, Sudetów i polskich Karpat". Z braku wodospadów brak w niej Gór Świętokrzyskich. 
Książka w taki sam sposób jak poprzednia pozycja omawia geologię, pochodzenie, historię, folklor oraz sztukę związane z poszczególnymi wodospadami. 

wtorek, 27 czerwca 2017

Nikomu się nie śniło - antologia opowiadań

Od początku, od tego Początku, na czele którego stało Słowo, minęło mnóstwo czasu i wiele wody upłynęło w rzece. Teraz, słowo jest na sprzedaż. 
Czy można kupić słowo? 
Dlaczego nie? Każdy może kupić słowo jak bułkę, jak kupon materiału. A potem autor, z tego słowa wyczaruje opowieść. Wykup Słowo to eksperyment literacki, to projekt, z którego dochód zostanie, w tym roku, przekazany Fundacji Światło. Fundacji, która pomaga pacjentom wybudzić się ze śpiączki. Stąd tytuł, nawiązujący do snu.
Żeby pomóc podopiecznym Fundacji, można było wykupić słowo, aby posłużyło jako tkanina do uszycia opowieści. Teraz, można także kupić - książkę.

W antologii "Nikomu się nie śniło" znajdziemy opowiadania znanych, lubianych pisarzy oraz bardzo udane debiuty. W czasach, kiedy forma opowiadania w świecie święci triumfy,  my także mamy czym się pochwalić.

A co takiego "nikomu się nie śniło"?

Na pewno trzydzieści lat temu nie śniło nam się, że świat będzie wyglądał i funkcjonował tak, jak widzimy za oknem. W opowiadaniu "Powrót"  Hanny Bilińskiej - Stecyszyn, znajdującym się na początku zbioru, wielu z nas powróci we wspomnieniach do lat młodości. Zabawne perypetie głównego bohatera uświadamiają długą drogę, jaką przebyliśmy i zmiany, jakie zaszły w naszym kraju, w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Równie "wspomnieniowe" jest opowiadanie zamykające tom, "Karkonosze Cztery", Moniki Wasilewskiej, która przywołuje czasy kolekcjonowania zużytych kart telefonicznych.
Podobnie jak "Powrót" rozbawiło mnie przewrotne opowiadanie Michała Dębskiego "Nakazany owoc".  To, że owoc zakazany kusi, wiemy wszyscy, ale co nakazanym?

O tym, jak ludzie sobie (nie) radzą z traumatycznymi przeżyciami opowiada nam Hanka V. Moody w przejmującej "Sztuce chodzenia po linie", ale również Robert Małecki w doskonałym studium rodzinnej tajemnicy pt."Pustka". „Sąsiadka” Magdaleny Genow-Jopek, to historia starszej kobiety z bydgoskiego Fordonu, która była świadkiem morderstwa na osiedlu, na którym mieszka. Bardzo mocno wgryzła się w moją duszę czytelnika Marta Koton-Czarnecka opowiadaniem "Śniaki", którego finał zmusił mnie do zrobienia sobie przerwy, aby wrócić "na ziemię", czy nawet "dojść do siebie". To mocny, psychologiczny dramat.

Zupełnie inaczej bawią nas skojarzeniami K.B. Ambroziak, której "Finimondo" oraz „Kwadratowe kałuże” Joanny Chudzio wzbudziły mój szczery zachwyt. Niesamowita fantazja, sny na jawie i sny na życzenie, a także utrzymanie stylistyki opowiadań w konwencji snu niezmiernie mi się podobały.

Magdalena Niziołek-Kierecka, laureatka konkursu Książka Przyjazna Dziecku, zabiera czytelników w świat wyobraźni kilkulatków. "O tym, jak Szczupak, Przecinek i Pancernik odkryli tajemnicą kolorów" to opowiadanie, które mnie po prostu urzekło. Inaczej odczytają je dorośli, a zupełnie coś innego zobaczą w nim dzieci. To doskonała propozycja dla całej rodziny.

Natomiast Moomu Mu w "Dziewięć koma osiemdziesiąt jeden" i Przemek Morawski w "Życiu, o jakim śniłeś", w poważny sposób tropią naturę snu i jego zaburzenia o podłożu medycznym. Z Elżbietą Łapczyńską dowiemy się, czym jest "Wszystko, czego nie powiedziałem dziewczynie spod okna" i zejdziemy z głównym bohaterem do mrocznych zakamarków jego duszy.

Nie zabrakło też opowiadań kryminalnych. To, choćby, wywołujący ciarki na plecach "Scenariusz" Anny Rozenberg  oraz pełne proroczych snów opowiadanie Izabeli Szymczak ,"Sidła snów", lecz wątki kryminalne znajdziemy i w pozostałych historiach.

Z Marasem Pijanowskim podążymy tropem tajemniczego bractwa, które spotyka się w średniowiecznej kamienicy w Toruniu. W "Cieniu klabaternika" mamy zdradę, zemstę, poplątane losy i mnóstwo symboli, a sen staje się rzeczywistością. Lub odwrotnie.
Rzeczywistość z marą senną, a teraźniejszość z czasami sprzed dwudziestu lat mieszają się też w "Snach" Grzegorza Giedrysa.

Wreszcie, "I nikt cię nie usłyszy" Katji Tomczyk. Gęsta, duszna proza, wrzucająca czytelnika w świat majaków, chorób i miejsca, zwanego Finimondo, które zdaje się wysepką surrealizmu, w oceanie nieprzyjaznego świata, oazą na pustyni.

Na koniec, chociaż nie ostatnie w zbiorze, "Wilkiem" Doroty Szelezińskiej. Doskonała wiwisekcja związku między kobietą, a mężczyzną, wędrówka po zakamarkach, pełnej traum i blizn, męskiej duszy. To opowieść o miłości różnie pojmowanej, o (nie)umiejętności kochania, o uczuciu, które uzależnia, ubezwłasnowolnia, zatraca. I o odzyskiwaniu kontroli.

Antologia "Nikomu się nie śniło" jest książką, którą wzięłabym na bezludną wyspę, ponieważ zawiera w sobie mnóstwo opowieści, a te, po odłożeniu tomu, same się dalej snują, dopowiadają i śnią. Po każdym opowiadaniu robiłam przerwę, aby pobyć z tekstem, z puentą, w atmosferze, która wniknęła w moją duszę, posłuchać poruszonych strun i powyobrażać sobie dalsze ciągi. Aby posmakować słów i metafor.
Każde opowiadanie jest inne, uszyte z odmiennej tkaniny, uplecione niby z tych samych wyrazów, jak z klocków, lecz różniące się od siebie jak gotycka katedra, współczesna galeria handlowa i wiejska, drewniana chata. Na każde rzucałam się z zachwytem i wpisywałam nazwisko autora do wyszukiwarki z nadzieją, że natrafię na jego/jej książkę, która chwyci mnie w sidła tak, jak jego/jej, opowiadanie, i uwięzi na długie godziny.

Kawał dobrej roboty!
Polecam!


Nikomu się nie śniło 
Autorzy: K.B. Ambroziak, Hanna Bilińska-Stecyszyn, Joanna Chudzio, Michał Dębski, Magdalena Genow-Jopek, Grzegorz Giedrys, Marta Koton-Czarnecka, Elżbieta Łapczyńska, Robert Małecki, Hanka V. Mody, Moomu Mu, Przemek Morawski, Magdalena Niziołek-Kierecka, Maras Pijanowski, Anna Rozenberg, Dorota Szelezińska, Izabela Szymczak, Katja Tomczyk, Monika Wasilewska

Wydawnictwo: Czwarta Strona
data wydania 15 marca 2017
ISBN 9788379766383
liczba stron 560

środa, 17 maja 2017

Emerycka szajka idzie na całość - Catharina Ingelman-Sundberg

"Emerycka szajka przywraca stary, dobry ład społeczny, który skończył się w latach '80 [XX wieku]." - ten cytat z trzeciej części książki zwięźle artykułuje motywy, jakimi kierują się sympatyczni staruszkowie w swojej przestępczej działalności. Wykształceni, żyjący kiedyś na dobrym poziomie ludzie, nie mogą pogodzić się z biedą jaka stała się ich udziałem w domu spokojnej starości. I nie tylko z tym. Nie mogą się także pogodzić z niesprawiedliwym, według nich, podziałem dóbr, zwłaszcza, że bogaci na różne sposoby unikają płacenia podatków, a to z nich opłacane są, na przykład, domy seniorów. Gdyby system podatkowy działał jak należy, to wtedy starsi ludzie nie byliby zmuszeni do egzystencji na skraju nędzy.
Emerycka szajka zatem, na wzór legendarnego Robin Hooda, odbiera bogatym, a daje biednym, czyli wyręcza państwo w ściąganiu podatków i przekazywaniu ich na społeczne cele oraz dofinansowanie takich miejsc, jak domy spokojnej starości. W dodatku nikt nie bierze na serio jakichkolwiek sugestii, że poruszający się z trudem i przy pomocy chodzika staruszek, mógłby okraść bank, muzeum narodowe lub uprowadzić jacht. 
Tak, zdecydowanie życie na emeryturze może być bardzo przyjemne, o ile ma się trochę pieniędzy. Myślę, że w Polsce, podobnie jak w Szwecji, raczej trudno liczyć na system emerytalny w tym względzie. Nie, żebym kogokolwiek namawiała do założenia polskiej emeryckiej szajki, raczej do zadbania o swoje finanse na przyszłość, ale na pewno zachęcam do wysłuchania trylogii (a kto wie, czy autorka nie pisze już kolejnej części?) Cathariny Ingelman-Sundberg o sympatycznych i przedsiębiorczych seniorach!
Ponieważ jestem wielką miłośniczką audiobooków, tym bardziej polecam trylogię w wykonaniu Artura Barcisia, który zinterpretował ją po mistrzowsku, dołączając do grona moich ulubionych lektorów, obok Krzysztofa Gosztyły, Ireny Kwiatkowskiej, Piotra Fronczewskiego, Zbigniewa Zapasiewicza i Marcina Hycnara.

źródło zdjęcia
Emerycka szajka idzie na całość
Catharina Ingelman-Sundberg
Tłumaczenie: Patrycja Włóczyk
Cykl: Liga Seniorów (tom 3)
Wydawnictwo: Sonia Draga
tytuł oryginału Rån och inga visor
data wydania 18 stycznia 2017
ISBN 9788379998975
liczba stron 448

Fragment audiobooka "Emerycka szajka idzie na całość" - Cathariny Ingelman-Sundberg w interpretacji Artura Barcisia TUTAJ

niedziela, 14 maja 2017

Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem - Catharina Ingelman-Sundberg

"Szampan zaraz po napadzie na bank nieco przytępia intelekt"
(Märtha, 79 lat)

Motto książki

Emerycka Szajka coraz lepiej radzi sobie z przestępczą działalnością. Jednocześnie, na wzór Robin Hooda, staruszkowie mają ambitny plan wspierania najbiedniejszych oraz naprawienia tego, co zaniedbało państwo - dofinansować domy opieki, instytucje kultury oraz dopomóc słabo opłacanym na emeryturze policjantom. Głową szajki nadal jest Martha, która obmyśla plan obrobienia kasyna w Las Vegas, hojnie częstuje pozostałych nalewką z malin moroszek i wpada na pomysł utworzenia pewnego funduszu. 
Sprawy ulegają komplikacji, gdy okazuje się, że Emerycka Szajka zamieszkuje w sąsiedztwie gangu motocyklowego. 
Akcja pędzi na łeb na szyję, komplikacje i nieporozumienia generują całe serie komediowych pomyłek, podobnie jak w części pierwszej, nie sposób się nudzić podczas lektury kolejnej części cyklu.
"Chwila, w której poszukiwana listem gończym siedemdziesięciodziewięcioletnia emerytka Märtha włożyła do swojej dużej materiałowej torby w kwiaty żółty ser, argentyńską kiełbasę i wykwintny pasztet z owoców morza, była początkiem nowego życia. Szumiała klimatyzacja, brzdękały koszyki, męczył
ją sklepowy gwar. Najwyższa pora wrócić do apartamentu w Hotelu Orleans, w którym mieszkała razem ze swoimi przyjaciółmi. Drink i małe co nieco będzie jak znalazł przed wieczorną rundką po kasynach. Przecież są w Las Vegas (...) Emerytowani przyjaciele Märthy: Geniusz, Grabi, Anna-Greta i Stina, przytaknęli, grzecznie zapłacili przy kasie za swoje sprawunki, a potem ruszyli za nią. Minęło ponad pół roku, odkąd opuścili Szwecję po ostatnim skoku à la Robin Hood i od tamtego czasu starali się nie zwracać na siebie uwagi. Ale mieli już dość. Nuda zabija. Najwyższy czas coś zrobić."[s. 9]
Polecam serdecznie ku poprawie humoru  :)

Fragment audiobooka "Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem" - Cathariny Ingelman-Sundberg w interpretacji Artura Barcisia TUTAJ




Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem [Catharina Ingelman-Sundberg, Patrycja Włóczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE




Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem
Catharina Ingelman-Sundberg
Tłumaczenie: Patrycja Włóczyk
Cykl: Liga Seniorów (tom 2)
Wydawnictwo: Sonia Draga
tytuł oryginału Låna är silver, råna är guld
data wydania 13 lipca 2016
ISBN 978-83-7999-759-6
liczba stron 304



Zapraszam na rozmowę z autorką, 
panią Cathariną Ingelman-Sundberg:


poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Być artystą życia - Światowy Dzień Książki

W sobotę, 22 kwietnia 2017 roku, podczas Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich uczestniczyłam  w Książnicy Karkonoskiej w spotkaniu pt. „Być artystą życia"

Zapraszam do  artykułu w serwisie Portalik24 TUTAJ szczególnie polecam wysłuchanie wypowiedzi Sandy Nejranowskiej. 

O wydarzeniu także napisał (oraz zilustrował setką zdjęć), na portalu Jelonka pan Przemek Kaczałko TUTAJ

Redaktorom Portalika24 oraz  Jelonki serdecznie dziękuję za piękne i wyczerpujące artykuły!

A na blogu moja fotorelacja:

Pragnę przedstawić dwie osoby, sprawczynie tych wszystkich szczęśliwych i magicznych chwil, które stały się częścią mojego życia od kilku miesięcy. To Szefowa Wydawnictwa Ad Rem, Regina Chrześcijańska, która wymyśliła i, co tu dużo mówić, poniosła ryzyko finansowe, Literackiego Konkursu "Z Biblioteki Ducha Gór". 
Regino, bardzo, bardzo dziękuję!

Regina
A także Sandra Nejranowska z Wydawnictwa Ad Rem, która się konkursem opiekowała, prowadziła spotkania i potrafi uczynić z każdego wydarzenia chwilę magiczną, taką, którą pamięta się przez całe życie. Dzięki Sandrze czuliśmy się jak zdobywcy Nagrody Bookera co najmniej! 
Sandro, ogromnie dziękuję!

Sandra
 

Z Konradem nigdy nie mogę się nagadać :)



Spotkanie prowadziła Sandra Nejranowska z Wydawnictwa Ad Rem

Konrad Jaskólski (po lewej) i Leszek Żuk, autorzy dwóch, wyróżnionych książek

Od lewej: Konrad Jaskólski, Leszek Żuk i Magdalena Woźniak

Autografy i dedykacje :)

Goście dopisali




Książki "Z Biblioteki Ducha Gór"

piątek, 21 kwietnia 2017

Seniorzy w natarciu - Catharina Ingelman-Sundberg


Seniorzy w natarciu - audiobook
Tytuł oryginału KAFFE MED RÅN
Tłumaczenie Patrycja Włóczyk
Autor Ingelman-Sundberg Catharina
Lektor Artur Barciś
ISBN 978-83-7999-679-7
Format MP3,
1CD Oprawa plastikowa
Premiera 13 stycznia 2016
Czas trwania  11:32:00




„Jeden występek w ciągu dnia sprawia, że żołądek dobrze się ma”

(Stina, lat 77)
 Motto książki



Kiedy państwo nie radzi sobie z zapewnieniem należytej opieki nad starszymi ludźmi, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Do takiego wniosku doszli seniorzy z domu spokojnej starości, gdy zobaczyli w telewizji, że warunki panujące w więzieniach są lepsze niż w ośrodku, w którym mieszkali.
Osiemdziesiątka na karku oraz laski i chodziki nie muszą stanowić przeszkody w osiągnięciu celu, a nawet mogą okazać się atutem. 
W czym? W napadzie rabunkowym! 
Märtha, Geniusz, Stina, Grabi i Anna-Greta zakładają Emerycką Szajkę, która ma na celu dokonanie skoku, w wyniku którego przyjaciele znajdą się w więzieniu, w o wiele lepszych warunkach niż w domu spokojnej starości. Ich celem jest rabunek obrazów Moneta i Renoira z Muzeum Narodowego w Sztokholmie, a właściwie uprowadzenie ich, by zażądać okupu. Oczywiście sprawy komplikują się w nieoczekiwany i komiczny sposób.
"Starsza pani chwyciła chodzik, powiesiła laskę obok koszyka i próbowała przybrać zdecydowany wyraz twarzy. Pierwszy napad na bank w wieku siedemdziesięciu dziewięciu lat wymagał władczego zachowania. Wyprostowała plecy, zsunęła rondo kapelusza na czoło i pchnęła drzwi wejściowe. Wsparta na swoim chodziku marki Carl-Oskar, weszła do banku. Do zamknięcia pozostało jedynie pięć minut, trzech klientów wciąż czekało na swoją kolej. Chodzik lekko zaskrzypiał, chociaż nasmarowała go oliwą z oliwek. Odkąd w Domu Seniora zderzyła się z wózkiem do sprzątania, jedno kółko było wykrzywione, ale w taki dzień jak ten to bez znaczenia. Najważniejsze, że chodzik miał duży koszyk z mnóstwem miejsca na pieniądze."[s. 9]
Lekko napisana, pełna humoru książka stanowi nie tylko doskonały relaks, ale i pomaga nabrać dystansu do świata, który niekoniecznie jest najlepszym ze światów, zwłaszcza dla emerytów. Nie to, żebym kogokolwiek namawiała do pójścia w ślady bohaterów, ale miło jest przeczytać powieść, w której główni bohaterowie są zdrowo po siedemdziesiątce i mają ogromny apetyt na życie. 
Zresztą zapraszam do zapoznania się z fragmentem ebooka w cyfrotece:

Seniorzy w natarciu [Catharina Ingelman-Sundberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Natomiast ja wysłuchałam audiobooka w doskonałej interpretacji Artura Barcisia. 



Kiedy Wy czytacie tę notkę, ja już słucham kolejnej części przygód Emeryckiej Szajki:


Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem
Catharina Ingelman-Sundberg
Tłumaczenie: Patrycja Włóczyk
Cykl: Liga Seniorów (tom 2)
Wydawnictwo: Sonia Draga
tytuł oryginału Låna är silver, råna är guld
data wydania 13 lipca 2016
ISBN 978-83-7999-759-6
liczba stron 304







Trzecia część cyklu została także zrealizowana w postaci audiobooka:


Emerycka szajka idzie na całość
Catharina Ingelman-Sundberg
Tłumaczenie: Patrycja Włóczyk
Cykl: Liga Seniorów (tom 3)
Wydawnictwo: Sonia Draga
tytuł oryginału Rån och inga visor
data wydania 18 stycznia 2017
ISBN 9788379998975
liczba stron 448

wtorek, 18 kwietnia 2017

Louis de Funès: Nie mówcie o mnie za dużo - Patrick de Funès, Oliver de Funès

Dla miłośników Louisa de Funèsa, książka oparta na wspomnieniach synów aktora o ojcu, stanowi nie lada gratkę. Z jednej strony można nazwać ją biografią, z drugiej, synowie de Funèsa z wielką ochotą przytaczają całe mnóstwo anegdotek związanych z ich życiem rodzinnym. Fakty, ubarwione smakowitymi opowiastkami powodują, że poznajemy życie i karierę zawodową komika, wybuchając co chwilę śmiechem i doskonale się bawiąc. 
Najwyraźniej synowie odziedziczyli poczucie humoru po ojcu, zwłaszcza Oliver. Poza tym, sam Louis uwielbiał stwarzać w życiu komiczne sytuacje, natomiast nie lubił, gdy ktokolwiek nazbyt ingerował w jego prywatne życie. 
"Nie mówcie o mnie za dużo" - na pewno takimi słowami aktor mógł przykazać swoim dzieciom, żeby po jego śmierci nadal dbali o jego prywatność, a oni wypełnili złożone przyrzeczenie. Louis de Funès był i pozostał dżentelmenem.
Patrick de Funès wystąpił w filmie tylko raz, jako dziecko. Został lekarzem. Oliver de Funès przez jakiś czas rozwijał karierę aktorską u boku ojca, ale ostatecznie został pilotem.
Niezmiernie interesujące są te opowieści, które pokazują, jak różne osoby, z którymi de Funès miał styczność, lub które obserwował, znalazły później odzwierciedlenie w kreowanych przez niego postaciach, jak bardzo poważnie traktował swoją pracę, pedantycznie wręcz się przygotowywał do ról i na poczekaniu, podczas realizacji filmu czy w czasie teatralnego przedstawienia, wymyślał nowe gagi.
Ciekawiło mnie również to, jakim był człowiekiem prywatnie. Podoba mi się takt, z jakim synowie uchylają rąbka tajemnicy.

Dla tych, kogo bawią filmy z udziałem Louisa de Funèsa, książka jest lekturą obowiązkową. Znajdziecie tam kwintesencję Louisa i mnóstwo śmiechu!

Louis de Funès: Nie mówcie o mnie za dużo
Patrick de Funès, Oliver de Funès
Tłumaczenie: Andrzej Wiśniewski
Wydawnictwo: StudioEMKA
tytuł oryginału Louis de Funès. Ne parlez pas trop de moi, les enfants!
data wydania 2007
ISBN 978-83-88607-78-3
liczba stron 311


Louis de Funès, właśc. Louis Germain David de Funès de Galarza (ur. 31 lipca 1914 w Courbevoie, zm. 27 stycznia 1983 w Nantes) – francuski aktor komediowy, scenarzysta i reżyser, pochodzenia hiszpańskiego. Zagrał w ponad 130 rolach filmowych oraz ponad 100 na deskach scenicznych.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Marcina Lutra myśli (nie)znane - Marcin Luter (w tłumaczeniu Kamila Basińskiego)

26 marca pisałam o tym, że wkrótce ukaże się książka z cytatami Marcina Lutra, w tłumaczeniu Kamila Basińskiego TUTAJ.

Teraz mam przyjemność zaprezentować Wam tę książkę.

W bieżącym roku przypada 500-lecie przybicia przez Marcina Lutra 95 do drzwi kościoła w Wittenberdze, dających początek Reformacji.

Patronat nad książką zechcieli objąć:
  • Jan Peszek (aktor, reżyser i pedagog teatralny)
  • Marek Uglorz (duchowny ewangelicki, profesor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie)


Patronat medialny objął: Miesięcznik ewangelicki. Dwanaście wybranych cytatów zostało zilustrowanych rysunkami Pana Andrzeja Mleczki.



Wiele osób sądzi, że z wyznaniem ewangelickim ma niewiele wspólnego, a tezy głoszone przez Marcina Lutra nie są mu znane. Tymczasem, ze zdziwieniem odkryłam, że wiele  "obiegowych" powiedzonek, które krążą od kiedy pamiętam wśród ludzi, jest właśnie autorstwa Marcina Lutra. Ot, choćby: "Jajko mądrzejsze od kury"[1], "...piąte koło u wozu..."[2] czy "Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot"[3].
Innemu cytatowi: "List urzędowy powinno się przeczytać trzy razy."[4] - trudno odmówić słuszności, szczególnie obecnie, gdy to, co najistotniejsze, drukowane jest najmniejszymi literami, jakby było najmniej ważne.
Książka podzielona jest  na dziewięć rozdziałów tematycznych: "Natura ludzka", "Teologia", "Wiara", "Dobre uczynki", "Grzech", "Muzyka", "Dzieci", "Kobieta" oraz "Luter nieznany". Na samym początku możemy przeczytać Przedmowę, w której tłumacz przybliża nam Reformację, postać samego Marcina Lutra oraz tło historyczne, które wywarło wpływ na życie i działalność Reformatora. 
Na końcu znajdziemy bogatą bibliografię, którą stanowią.... Dzieła Marcina Lutra w tak zwanej Edycji Weimarskiej, z lat 1893-1929. 

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z tą niezwykłą książką!

 -------
[1] „Marcina Lutra myśli (nie)znane”, Luter Marcin, tłumaczenie Basiński Kamil,  Poligraf 2017, s. 85
[2] tamże,  s. 89
[3] tamże, s. 65
[4] tamże, s. 84




Jeleniogórskie Centrum Informacji i Edukacji Regionalnej
Książnica Karkonoska
zaprasza
na spotkanie autorskie
z Kamilem Basińskim
autorem książki
Marcina Lutra myśli (nie)znane

26 kwietnia 2017 r.
godz. 17.00
Sala konferencyjna Książnicy Karkonoskiej, ul. Bankowa 27, III p.

Spotkanie zorganizowano w ramach obchodów 500-lecia Reformacji

Dla tych, którzy nie mogą przybyć na spotkanie w Książnicy Karkonoskiej podaję link z wykazem innych spotkań promocyjnych oraz miejsc, w których można nabyć książkę TUTAJ.

Marcina Lutra myśli (nie)znane
Marcin Luter
Tłumaczenie: Kamil Basiński
Wydawnictwo: Poligraf
data wydania 30 marca 2017
ISBN 9788378565819
liczba stron 104




 Tłumacz o sobie mówi tak:

"Nazywam się Kamil Basiński. Mam 33 lata. Od 5 lat mieszkam na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Należę do Towarzystwa zajmującego się historią Kościoła Ewangelickiego w Wirtembergii (Verein für württembergische Kirchengeschichte) z siedzibą w Stuttgarcie i Towarzystwa Polsko-Niemieckiego o/Poznań. Absolwent Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Tłumacz wydanej w 2014 „Kroniki Lubomierza“.

Moja biografia przedstawia się pokrótce:

17.09.1983 – urodziłem się w Jeleniej Górze
1990 – 1998 – uczęszczałem do Szkoły Podstawowej (nr 11) tamże
1998 – 2002 – nauka w I LO im. St. Żeromskiego w klasie o profilu biologiczno-chemicznym w Jeleniej Górze
2002 – 2007 – studia magisterskie na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu
2007 – 2011 - studia doktoranckie na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu

Od 2011:
- mieszkam na terenie Republiki Federalnej Niemiec (w Stuttgarcie), gdzie pracuję w wyuczonym zawodzie
- związany jestem z diakonią Stuttgart
- należę (od 2013) do Towarzystwa zajmującego się historią Kościoła Ewangelickiego w Wirtembergii (Verein für württembergische Kirchengeschichte)"[link]