czwartek, 8 grudnia 2016

Lisowczycy w Kowarach - Romuald Witczak, rysunki - Roman Tryhubczak

Romuald Witczak, opowieścią „Lisowczycy w Kowarach”, otwiera nam drzwi do świata sprzed czterech stuleci. Jego książka jest jak wehikuł czasu, dzięki któremu poznajemy mieszkańców miasta. Patrzymy na ubrania kobiet, obyczaje, jesteśmy zaproszeni na popołudniową herbatę do ogrodu pana Bauma. Przysłuchujemy się rozmowom mieszkanek Kowar, niezadowolonych ze swojej pozycji społecznej w porównaniu z mężczyznami i wymianie zdań między kupcem winiarskim a starostą kowarskim Praetoriusem, o konieczności budowy ratusza. W Kowarach jest spokojnie, ale w Europie trwa wojna trzydziestoletnia. Ważny jest i ratusz, i zabezpieczenie miasta przed inwazją. Może, zamiast ratusza, zbudować mury obronne?
Rzemieślnicy krzątają się wokół swoich spraw, ktoś choruje, inny umiera z powodu nieszczęśliwego wypadku. Jak wtedy leczono? Jak wyglądała ceremonia pogrzebowa? O tym wszystkim możemy przeczytać w książce.

Z Romualdem Witczakiem jako przewodnikiem, zaglądamy do bogatego domostwa kupca i biednej chaty chłopki, widzimy zatroskanego proboszcza, gwarków przy piwie, nie zawsze moralnie prowadzące się mężatki i złodzieja, który planuje przestępstwo. Mimochodem dowiadujemy się, w jaki sposób poukładany był ówczesny świat.
Docierające do Kowar echa wojny niepokoją ludność. Na losy mieszkańców, spokojnie przeplatające się w czasach pokoju, pada cień. Jakże prorocze okazały się słowa jednej z mieszczek, wypowiedziane do przyjaciółki w leniwe, sierpniowe popołudnie, gdy sączyły wino z wysmukłych kieliszków oraz raczyły się lekturą wierszy miłosnych Martina Optiza: „Jesień idzie...”[1]
Jesień jest nie tylko nieuniknionym następstwem lata ale i metaforą. Czas rozkwitu Kowar dobiega końca. Nadciąga czas smutku, głodu i wojny.

Kościół w Kowarach, rys. Roman Tryhubczak, ołówek, rysunek - ilustracja, s. 56 (zdjęcie oryginału)
Zanim przystąpimy do lektury rozdziałów, autor zaprasza nas do przeczytania „Wstępu”. Nakreślił w nim sytuację polityczną Europy w I połowie XVII wieku. W tym czasie przybywało zwolenników tez głoszonych przez Marcina Lutra, czemu odpór dawali katolicy, a szczególnie austriaccy Habsburgowie. Ostatecznie obie strony, skuszone wizją zdobycia wojennych łupów, sięgnęły po broń. Habsburgowie nie zawahali się „wezwać na pomoc” lisowczyków, formacji, która w ówczesnym świecie siała spustoszenie porównywalne do wybuchu bomby atomowej trzysta lat później. Okryte złą sławą, siejące niewyobrażalny strach zastępy „polskich kozaków”, jak ich nazywano, przewróciły sielankowe życie mieszkańców Kowar do góry nogami. My, czytelnicy, ze zgrozą oglądamy ten krwawy spektakl.

Lisowczycy splądrowali Kowary, ale autor za pomocą swoich bohaterów, postanowił skonfrontować oba wyznania: protestanckie i katolickie, pokazać nam powód, dla którego przez wiele lat ludzie nawzajem się mordowali. Oto fragment wymiany zdań między lisowczykiem i protestantką:
„Na drugi dzień, jakby nigdy nic, Lipo się odezwał:
- Czy to prawda, że ten wasz Luter zlikwidował sakramenty?
- Nieprawda! Tylko zmniejszył ich ilość. Mamy sakrament chrztu, Stołu Pańskiego i pokuty.
- A pozostałe?
- Są niepotrzebne!
- Byłem blisko śmierci i niepotrzebne mi było ostatnie namaszczenie?
- Niepotrzebne! O zbawieniu każdego z nas decyduje jego wiara i łaska boska. Jak tego nie ma, to nic ci nie pomoże.
- A dobre uczynki? Przecież za to, że mnie pielęgnujesz, należy ci się nagroda.
- Nic mi się nie należy. To, co robię, powinnam robić.
- Tak was uczą księża?
- My nie mamy księży, tylko pastorów.
- Cóż to za różnica, tylko nazwa inna.
- Nie, pastor nie ma prawa odpuszczania grzechów, jak wasz ksiądz. On nie jest pośrednikiem między Bogiem a wiernym. U nas wierny rozmawia z Bogiem bez pośrednika.
- I to jest straszne. W ten sposób każdy może sobie rozumieć inaczej, co do niego mówi Bóg. My po to mamy papieża, żeby nas pouczał przez swoich biskupów i kapłanów, jak i co należy. Jest jakiś porządek.
- Macie kapelana, który handluje odpustami i nic nie ma przeciw waszym bezeceństwom. (…) O jakim porządku ty mówisz?”[2]

Młyn wodny, rys. Roman Tryhubczak, ołówek, rysunek - ilustracja, s. 84 (zdjęcie oryginału)
Fikcyjni bohaterowie, których powołał do życia Romuald Witczak, mają możliwość nawiązywania relacji z autentycznymi osobami, znanymi z kart historii. Poza władcami, są to choćby, znani z dotyczących miasta Kowary archiwalnych dokumentów, starosta Tobias Praetorius czy pastor Georg Werner.

Książka stanowi pierwszy tom nowej serii pt. „Z Biblioteki Ducha Gór”. Seria pomyślana jest jako dostępna dla każdego czytelnika, zarówno cenowo, jak i z powodu niewielkich rozmiarów tomików (pomimo kieszonkowego formatu litery oraz interlinie nie zostały pomniejszone, dzięki czemu książka niemal „nic nie waży”, mieści się w kieszeni, ale łatwo się ją czyta). Wewnątrz, znajdziemy rysunki autorstwa Romana Tryhubczaka, kowarskiego artysty, który wykonał je specjalnie dla tej publikacji.

Ogromna, dotycząca regionu, wiedza autora została podana czytelnikowi w przystępnej formie lekkiej opowieści. Śledząc fabułę, zupełnie niechcący, odbieramy lekcję historii Kowar.

Zachęcam do sięgnięcia po lekturę „Lisowczyków w Kowarach”

-----------
[1] „Lisowczycy w Kowarach: Opowieść z czasów wojny 30- letniej”, Witczak Romuald, ilustracje Tryhubczak Roman, Wydawnictwo Ad Rem, Jelenia Góra 2016, s. 28
[2] Tamże, s. 154-155

Lisowczycy w Kowarach. Opowieść z czasów wojny 30-letniej
Romuald Witczak
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór
Wydawnictwo: Ad Rem
data wydania7 grudnia 2016
ISBN9788365295552
liczba stron 202


Roman Tryhubczak
Roman Tryhubczak
Urodził się 17 lipca 1951 roku w Kowarach. Jego pasje, fascynacje, umiłowanie gór i przyrody w sposób znaczący wpływały na jego życie oraz twórczość artystyczną.
Lubi rysunek ołówkiem. Korzystając z jego różnych twardości tworzył kiedyś duże obrazy w tej technice. Należy też wspomnieć o jego pracach w tuszu wykonywanych piórkiem na papierze kredowym, gdzie porusza się z niesamowitą precyzją i mistrzostwem, budując unikalną estetykę tych prac, trochę jak chirurg i saper, który w tym przypadku również nie może się pomylić.

Lubi też pastele – szczególnie olejne, m.in. z uwagi na możliwość łączenia ich z ołówkiem. Uprawia również tradycyjne malarstwo sztalugowe i sporadycznie rzeźbę w drewnie.
 
Lisowczyk - ołówek, rysunek - ilustracja do książki, s. 122 (zdjęcie oryginału)

Podsumowując jego dotychczasową działalność twórczą, której największa aktywność przypadła w latach 2003 – 2010, należy wymienić łącznie ponad 20 wystaw oraz prezentacji jego prac artystycznych, w tym aż 15 wystaw indywidualnych. 

Kuźnia, ołówek, rysunek - ilustracja, s. 45 (zdjęcie oryginału)

 Jego pierwsze prace prezentowano w Domu Kultury Zagłębia Miedziowego w Lubinie, w 1971 r. Kolejne wystawy były zorganizowane w Kowarach, Kamieniu Pomorskim, Jeleniej Górze, Szklarskiej Porębie, Łodzi, zaś poza granicami Polski wystawiane były w Malmo – Szwecja, Reichenbachu, Bambergu – Niemcy, w Fügen – Austria, Frederikssund – Dania, Vrchlabi – Republika Czeska oraz w Bratysławie - Słowacja.

Kuźnia - detal, Duch Gór
Większość prac Romana Tryhubczaka znajduje się w zbiorach prywatnych głównie w Polsce, ale również i w innych krajach Europy. Kilka prac trafiło do Stanów Zjednoczonych. Jego monumentalne abstrakcyjne malarstwo ścienne można podziwiać w holu Miejskiego Ośrodka Kultury w Kowarach, a w sali widowiskowej na piętrze jego trzy odrestaurowane w 2012 roku monumentalne socrealistyczne płaskorzeźby autorstwa prof. Antoniego Melha. Minister Kultury w roku 2005 m.in. dostrzegł jego aktywność i wyróżnił odznaczeniem „Zasłużony Działacz Kultury”.


Polecam stronę artysty TUTAJ  oraz interaktywną stronę  Cygańska Wyspa.