środa, 23 marca 2016

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina - Weronika Murek

 Debiut totalny!
Siedem opowieści wyjętych z pogranicza snu i jawy, zdrowia i choroby umysłowej, życia i śmierci, gdy ciało jeszcze nie jest pochowane, a dusza jeszcze nie wie, że już nie żyje. Nawet na wieczorku zapoznawczym dla zmarłych, bohaterka opowiadania "W tył, w dół, w lewo" stawia opór, bo twierdzi, że nie umarła. 
"O tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Czasami tak bywa. Rano wszystko było jeszcze w porządku: żywi mijani na ulicy pozdrawiali ją tak, jakby wciąż do nich należała. Gdy dotarła do pracy, nikt już nie patrzył jej w oczy. Rzeczy z jej biurka leżały w plastikowym worku.
– No, no – powiedziała szefowej. – Po coście to zebrali? To wszystko nowe jeszcze, niedawno kupione.
Na co tamta odparła:
– Co z tego? Te rzeczy należą do zmarłej, a rzeczy zmarłych się pali"[1]. 
Autorka uchyla nam rąbka kotary, za którą są już zaświaty. Tam, zgodnie z ludowymi wierzeniami, w nagrodę pomaga się rozwijać kłębek złotej nici, z której Matka Boska dzierga Jezusowi skarpety, temu samemu, który kradnie dzieciom kapcie spod łóżka.
Książka jest tak odklejona od rzeczywistości, że chciałabym wiedzieć, co autorka zażywa, bo ja też chcę tego popróbować. Czytam wywiady i nic. Taka jest i tyle. Dorysowuje rzeczywistości wąsy, wymyśla dodatkowe czasoprzestrzenie, wplata skrawki snów, niedokończonych, przerwanych dźwiękiem budzika, spogląda na świat pod innym kątem niż zwykły zjadacz chleba i łapie odbicia w lusterka, a potem niesie je ostrożnie, żeby z lusterek nie uciekły. 
Opowiadanie "W tył, w dół, w lewo", najdłuższe, otwierające tomik, jest dla mnie najsmaczniejsze. Ta wędrująca dusza, która nie chce pogodzić się z własną śmiercią fascynuje, śmieszy, przestawia głowę na inny tryb myślenia. 
"– Jak pani nie zobaczy ciała, to nigdy do pani ta śmierć nie dotrze – odparła Różyłło (…). – Należy się pogodzić.
– Zaraz pójdę – powiedziała Maria – wielkie mi coś: rzucić okiem. To chwilę zajmie, na razie nie mam czasu.
– Ona nie ma czasu! – odezwała się Różyłło. – Ona nie ma czasu! (…) Ależ tak, właściwie do czego ma się pani śpieszyć? Do domu, do rodziny, do kaszy w garnku? – urwała, czerwona. – Pani wie, ja zazdroszczę czasem wam, umarłym. (…) Pani już na niczym nie zależy, pani już nie jest śpieszno, ma pani święty spokój.
– Jak taka pani zazdrosna, to proszę się zamienić – powiedziała Maria.
– Nie chcę – odparła tamta, opuszczając wzrok. – Na co mi to? Mam tu obowiązki.
Milczały. (…)
– Duża cudowność nam się ostatnio zdarzyła – powiedziała Różyłło, przytuliła córkę. – No nie, Kasieńka? Z trzech jaj cztery kurczęta. (…)
– Nie ma sprawiedliwości – rzekła matka głucho. – U nas się dziecko straciło, a u was życia a życia, aż kury za nim nie mogą nadążyć. (…)
– Mamusia, a może i ja bym się zabiła? – odezwała się Kasieńka.
– Ja się nie zabiłam – odparła Maria – to był tragiczny wypadek. (…) Zresztą, ja żyję jeszcze"[2].
I jeszcze fragment rozmowy z wieczorku zapoznawczego dla zmarłych:
"– Nie przedstawiła się pani – powiedział mężczyzna znad szachownicy. – Nie powiedziała nic o sobie. Nie przyznała, na co umarła.
– Jeszcze nie umarłam (…) No, a nawet jeśli – powiedziała Maria – to i tak nie wiem na co. – I szybko, chcąc uprzedzić pytanie: – I nie jestem ciekawa. No, po co mi to? Zmieni to cokolwiek?
– Nie – odparł tamten. – Ale będzie o czym rozmawiać.
– To ta sprzed kamienicy – powiedziała kobieta z rękawiczką. – Mówiłam ci, kochany. Już z nią rozmawiałam. Nie dopuszcza myśli.
– Nawet przyjść nie chciała – odezwała się jej córka, kładąc miskę z mlekiem i wężem na kolanach. – Łaskę nam robi, mówi, że była akurat na cmentarzu i wpadła, że nie chce sama czekać, aż ją pochowają. (…)
– No – powiedział mężczyzna znad szachownicy – to na co pani zmarła?
– Może pani mówić – odezwał się ten w czerwonych chodakach. – Tutaj sami swoi.
– A tak sobie, po prostu – powiedziała Maria. – Mogłam, to umarłam. (…)
– Osobiście jestem człowiekiem rozumu – powiedział – i nie przekonuje mnie śmierć tak po prostu.
– Dlaczego? – spytała kobieta z aksamitką. – Ja też się kiedyś zabiłam. Nie ma się czego wstydzić. Każdy z nas ma inne potrzeby. Niektórzy odchodzą w samotności, tak lubią. Jeśliby oceniać…
– Wcale nie oceniam – powiedział mężczyzna. – Po prostu nie mieści mi się w głowie. Ja osobiście żyłbym, ile wlezie – umilkł, udał, że zbiera palcem okruchy ze stołu. – Ostatecznie jednak człowiek jest wolny niestety.
– Jest przyjemnie żyć – odezwała się kobieta z rękawiczką. (…)
– Jeśli tylko są chęci – powiedziała Maria. – A u mnie nie było. Może mi się znudziło to życie? Może raz w życiu chciałam zrobić coś tylko dla siebie?
– Dla siebie – powtórzył tamten.
– No już, już – powiedziała kobieta z aksamitką. – Bo spłoszycie panią – urwała, odwróciła się do Marii i uśmiechając szeroko, dodała: – Ja panią rozumiem. Chciała pani mieć coś własnego i ma: śmierć. To świetna sprawa. Gdybym mogła raz jeszcze zdecydować, postąpiłabym tak samo. Proszę się nie tłumaczyć. (…)
– Ja też nie żałuję – powiedziała kobieta z rękawiczką. – Mnie się śmierć trafiła, ale nie żałuję. Zastanawiam się czasem, co by było, gdybym nie umarła"[3].
Pyszne dialogi, celne, nieprzegadane.
Świat wykreowany przez Weronikę Murek jest spójny, konsekwentny, nie ma tu taniego efekciarstwa, żeby tylko czytelnika zaskoczyć. Realizm magiczny, po który sięga autorka jest uczciwą formułą, a nie próbą ukrycia niedoróbek. Murek od pierwszego słowa do ostatniej kropki panuje nad tekstem. 
Tytuł? Wpasowany w konwencję. Jako motto, słowa Miczurina: „Nie możemy czekać na łaskawość przyrody. Naszym celem jest wziąć ją sobie od niej samemu”. Akurat ten hodowca, któremu na siłę przypisywano status naukowca świetnie tutaj pasuje, razem z wybranym cytatem.

Świetna książka i rewelacyjny debiut. 

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina [Weronika Murek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE 

 ---------
[1] Weronika Murek, "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina", Wydawnictwo Czarne, 2015, s. 9 
[2] Tamże, s. 21-22. 
[3]  Tamże, s. 58-60.


Weronika Murek, fot. Anna Mika
Uprawa roślin południowych metodą Miczurina
Wydawnictwo: Czarne
data wydania 12 lutego 2015
ISBN 9788380490246
liczba stron 144
Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego, mieszka w Katowicach.
Rocznik 1989.

Weronika Murek, otrzymała we wrześniu 2016 roku w Radomiu, Nagrodę Literacką imienia Witolda Gombrowicza dla debiutantów.
Tomik śląskiej autorki, Weroniki Murek, obwołany został jednym z najlepszych debiutów prozatorskich 2015 roku. [więcej....]