czwartek, 26 maja 2016

Córeczka - Mary Westamacott



Każda matka jest także córką… 
Trzy części jak trzy akty sztuki, fabuła rozgrywająca się głównie poprzez dialogi. Tak! Po raz kolejny widać fascynację Agathy Christie teatrem. Powieść „A Daughter’s a Daughter”, wydana w tłumaczeniu Marii Grabskiej-Ryńskiej jako „Córeczka”, doskonale nadaje się do wystawienia na scenie.

AKT I
Anna Prentice ma niewiele ponad czterdzieści lat, dziewiętnastoletnią córkę i od wielu lat jest wdową. Żyje z majątku, jaki zostawił jej zmarły mąż, wychowuje Sarę, do pomocy ma gospodynię Edith, tę samą, która opiekowała się nią, gdy była jeszcze dzieckiem. Kiedy rozmyśla nad swoim życiem, pojawia się w jej głowie myśl:

 „Dawniej córki były po to, żeby usługiwać rodzicom, nie odwrotnie”[1].

Jaką matką jest Anna? Nadopiekuńczą, nadskakującą. Nadal usługuje, ale teraz już nie rodzicom, a swojemu dziecku. 

„Nadskakiwanie rodzicom przez dzieci czy dzieciom przez rodziców nie wpływało na ich więź. Ona i Sara bez wątpienia kochały się mocno i szczerze. Czy to samo łączyło ją z własną matką? Z perspektywy czasu stwierdzała raczej, że pod wzajemnymi czułościami krył się ten właśnie życzliwy brak zainteresowania, który dopiero ostatnio wszedł w modę”[2] – zauważa.

Teraz byśmy powiedzieli, że dopadł ją syndrom opuszczonego gniazda. Wyjazd Sary na trzy tygodnie daje jej przedsmak chwil, gdy córka wyjdzie za mąż i odejdzie z jej życia. Anna, która przez lata spełniała się w roli matki i pani domu, traci grunt pod nogami.

Czym wypełni sobie życie?
Werbalizuje obawy przed przyjaciółką Laurą, pełniącą rolę głosu rozsądku, mistrza i terapeuty. Wydaje się ona w tej historii jedyną naprawdę dorosłą, dojrzałą osobą. Po koniec powieści objawi się jeszcze druga taka postać i będzie dla czytelnika nie lada zaskoczeniem. Anna wyznaje:

 „Mówiąc szczerze, Lauro, życie wydało mi się zupełnie bezcelowe. Czekają mnie długie lata i żadnego celu, którym mogłabym je wypełnić. Jestem tylko głupią, bezużyteczną kobietą…”[3].

Córecza [Agatha Christie, Mary Westmacott]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Do syndromu pustoszejącego gniazda dochodzi syndrom zamykających się drzwi. Anna pragnie mieć trochę życia dla siebie, wszak dziewiętnaście lat poświęciła na bycie wzorową matką, na stworzenie córce domu. Jakże współczesne są jej problemy, jak dobrze może zrozumieć je kobieta żyjąca w XXI wieku. Christie po mistrzowsku kreśli portret psychologiczny bohaterki, przerzucając pomost ponad dziesięcioleciami. Gdyby Anna wyjęła z torebki telefon komórkowy, nie zauważyłabym żadnej różnicy, tak mało istotne są szczegóły, a tak ważne to, co dzieje się z bohaterami.

Kiedy Sara bawi na nartach w Szwajcarii, Anna prowadzi życie towarzyskie. Poznaje Richarda Cauldfielda, wdowca, i zakochuje się w nim bez pamięci.

Czy po powrocie z wakacji córka, wokół której do tej pory krążyło życie matki, zaakceptuje tak wielką zmianę? Co zrobi Anna, gdy będzie musiała dokonać wyboru?

AKT II

W akcie drugim patrzymy na sytuację w domu bohaterki z perspektywy Laury, która po długiej nieobecności powraca do Londynu. Anna i Sara rzuciły się wir towarzyskiego życia, jakby chciały zagłuszyć niewygodne myśli. Zmieniły tryb życia i styl ubierania się, przemeblowały mieszkanie. Sara jest już dorosłą kobietą, natomiast Anna… gdyby była mężczyzną, zapewne kupiłaby wyścigowy, obowiązkowo czerwony, samochód.

Richard zniknął, Sara ma nadal ten sam dom, a Anna usiłuje skubnąć z tortu, który nazywamy życiem, bodaj kawałeczek dla siebie. Obowiązki towarzyskie są bardzo wyczerpujące, więc kobiety mijają się w domu tak, jak obecnie czynią to dwie zaharowane pracownice korporacji. Nie mają czasu na rozmowę. Nie mają czy nie chcą mieć? 


  Wychowana w ślepym posłuszeństwie wobec rodziców Anna daje swojej córce całkowitą wolność, taką, jakiej pragnęłaby dla siebie, jaką częściowo udało jej się uzyskać w dojrzałym wieku.

AKT III

Sara wyszła za mąż, ale nie jest szczęśliwa. Laura, jak wyrzut sumienia, oskarża Annę o to, że nie zapobiegła nieszczęściu. O to samo oskarża ją również Sara. Ta usługująca najpierw swoim rodzicom, a później córce kobieta nie potrafi, a może nie chce wyplątać się z narzuconej jej służebnej roli. Z poświęcenia czyni sens życia. Nie potrafi też dorosnąć na tyle, aby bez biegania do przyjaciółki po radę zadbać o swój los i być oparciem dla Sary, która stanęła na skraju przepaści.

Czy jest jeszcze dla Sary ratunek i kto jej poda pomocną dłoń? Jak ułoży sobie życie Anna?

„Opatulona w miękki niebieski szlafrok, półleżąc na sofie, Anna zapatrzyła się w ogień. Po chwili weszła Edith z tacą, którą ustawiła na niskim stoliku obok sofy.
– Później wyszczotkuję pani włosy – oznajmiła.
Anna uśmiechnęła się do niej.
– Traktujesz mnie dzisiaj jak małą dziewczynkę. Czemu?
Gosposia chrząknęła zmieszana.
– Dla mnie zawsze jest pani małą dziewczynką”[4].

Agatha znana jest jako autorka powieści detektywistycznych, uwielbiam także jej książki autobiograficzne. Nie zawiodła mnie również w tej historii psychologiczno-obyczajowej, aczkolwiek przez pierwsze 100 stron „Córeczka” przypominała babskie czytadło i miałam ochotę odłożyć ją na półkę. Kiedy zastanawiałam się, czy cokolwiek jeszcze może się wydarzyć, o czym tu pisać i czy nie umrę z nudów, autorka nagle wyłamała się z szablonu i zaskoczyła mnie poprowadzeniem wydarzeń. Po skończeniu lektury zaczęły do mnie przypływać spod, wydawałoby się, dość płytkiego dna kolejne znaczenia, przesłania i warstwy tej książki.

Napisana lekkim piórem, porusza ona istotne problemy relacji między matkami i córkami. Pomimo realiów powojennego Londynu, w którym toczy się akcja, nie trąci myszką ani nie straciła na aktualności, bowiem poplątane związki matek z córkami istniały dawniej, istnieją teraz i będą istnieć do końca świata.

W bogactwie pozycji o podobnej tematyce, które okupują księgarskie półki, łatwo zlekceważyć książkę powstałą przez sześćdziesięcioma pięcioma laty. Ale jeśli się chwilę zastanowić, oczywistym jest, że pisarka, która tak wiele razy wywiodła nas w pole w swoich powieściach detektywistycznych, była specjalistką od psychologii zabójcy i detektywa oraz dała się poznać jako spostrzegawczy obserwator w książkach autobiograficznych, nie zaserwuje nam przeciętnego czytadła. To, co mi się początkowo wydawało dłużyzną, było pokazaniem pewnych relacji, które potem zostały interesująco rozpracowane.

Obecnie panuje tendencja, żeby od początku przykuć uwagę czytelnika mocnym akcentem i być może dlatego obyczajowe powieści Christie, które rozpoczynają się w tradycyjny sposób, nie są w stanie obronić się na rynku. A szkoda.

Szczególnie polecam matkom i córkom!
---
[1] Agatha Christie, „Córeczka”, przeł. Maria Grabska-Ryńska, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, s. 8.
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 19.
[4] Tamże, s. 301.


Tę recenzję poleca Redakcja BiblioNETki ! Link: [TUTAJ]

sobota, 21 maja 2016

Panna Lemon – sekretarka idealna [Tajemnica gwiazdkowego puddingu]



Felicity Lemon
„Panna Lemon sprawiała wrażenie, jakby składała się z samych linii łamanych, zadowalając w ten sposób
zamiłowanie Poirota do symetrii.
Nie znaczy to, że w kwestii kobiet zamiłowanie Poirota do geometrii było aż tak silne. Przeciwnie, był on pod tym względem staroświecki. (…) Panny Lemon nigdy nie brał pod uwagę jako kobiety. Była maszyną w ludzkiej postaci – precyzyjnym instrumentem. Jej sprawność go przerażała. Miała czterdzieści osiem lat i na szczęście żadnej wyobraźni.”

„To naprawdę ironia – powiedział do siebie [Poirot] – że po moim kochanym przyjacielu Hastingsie muszę mieć pannę Lemon. Czyż można sobie wyobrazić większy kontrast? Ce cher Hastings – jak on by się cieszył.
Spacerowałby tam i z powrotem, mówiąc na ten temat, układając najromantyczniejsze interpretacje każdego zdarzenia, wierząc w każde słowo wydrukowane w gazetach jak w Ewangelię. A biedna panna Lemon, kiedy poprosiłem ją o pomoc, wcale się nie ucieszyła.„

Panna Felicity Lemon „Nie oddawała się żadnym intelektualnym spekulacjom, chyba że ją o to poproszono. W wolnych chwilach jej umysł zapełniały szczegóły najlepszego systemu gromadzenia informacji. To była jedyna forma jej odprężenia umysłowego.”

poniedziałek, 16 maja 2016

Zapach rumianku - Krystyna Siesicka

"Każde mieszkanie powinno mieć swój zapach, wtedy dopiero jest naprawdę mieszkaniem." - powiedziała szesnastoletnia Kasia w powieści Krystyny Siesickiej "Zapach rumianku". 
Bohaterkami książki są dwie czterdziestoletnie przyjaciółki z dzieciństwa, Klara i Zuzanna, oraz córka tej drugiej. Spotykamy je w ciągu kilku letnich dni, które spędzają w domu Klary na wsi. 
Życie obu kobiet, tak podobnych do siebie w wieku nastoletnim, a tak różnych w wieku dojrzałym, potoczyło się zupełnie innymi torami. 
Zuzanna została znaną aktorką, mieszka w Warszawie, ma córkę Kasię. Z mężem układa jej się średnio. Klara natomiast mieszka na wsi, nie ma dzieci, do wiejskiego życia przyzwyczaiła się z wyboru, z miłości do męża. 
W pierwszej części, pt. "Piramida" obserwujemy życiowe wybory obu pań oczami Zuzanny. Ale i Kasia stoi na progu własnych, życiowych wyborów. Często pojawia się także syn sąsiadów, Rafał, zakochany w Kasi. 

Część druga pt. Grająca szafa" to opowieść Rafała o Kasi, o jego miłości do niej, oczekiwaniach, o Kasinych wyborach i dojrzewaniu do uczucia. Przewija się także wątek aborcji, która również jest wyborem. 

Zapach rumianku
Krystyna Siesicka
Wydawnictwo: Akapit Press
data wydania2003 (data przybliżona)
ISBN8387463604
liczba stron104





Cytat z książki:
 - Ciocia mi powiedziała - słyszę nagle głos Kasi - "Kasiu, to nie sztuka patrzeć na siebie, kiedy coś już się stanie. Sztuka - to patrzeć na siebie w trakcie"*.

- [...] Znasz już tę historię. Więc mówię ci, Zuza, że tworzywo było do niczego. Świetnie wiedziałam, jaką chcę być. I wiedziałam, że jeżeli sama nie potrafię opanować siebie, to nikt nie zrobi tego za mnie. Och, bardzo byłam biedna! To zresztą łatwo sobie wyobrazić: niedobra dziewczynka, zimna egoistka, obłudnica, wyrachowana. I ona właśnie zaczyna marzyć o tym, że stanie się zupełnie inna - śmieje się Klara.
- Ale w końcu udało ci się - mówię.
- Nie wiem. Trudno mi siebie oceniać. W jakimś sensie pewnie mi się udało, bo chyba jednak jestem lepsza, niż byłam. Ale to trwało tak strasznie długo**.

---
* Krystyna Siesicka, "Zapach rumianku", Krajowa Agencja Wydawnicza, 1994, s. 45.
** Tamże, s. 64.


środa, 11 maja 2016

Ogród księżycowy - Agnieszka Krawczyk

Sabina Południewska, którą poznaliśmy w drugim tomie cyklu: Magiczne miejsce [opinia nt. I tomu: TUTAJ oraz ponownej lektury, w nowym wydaniu TUTAJ], jest także główną bohaterką "Ogrodu księżycowego". Trwają przygotowania do ślubu Sabiny i Krzysztofa, nadchodzi wiosna, hotel "Pod Graalem i Różą" oraz wytwórnia kosmetyków pracują pełną parą. W Idzie pojawia się Kalina Olczak, zakłada sklep ogrodniczy, a także proponuje usługi z zakresu projektowania ogrodów. Dla Sabiny zakłada ogród, który jest piękny nie tylko za dnia, ale przede wszystkim w nocy.
Mila Mossakowska wpadła na pomysł zorganizowania w pensjonacie warsztatów pisarskich, które poprowadzi Sabina. 
W Idzie pojawia się także dość kontrowersyjna osóbka, malarka Lola. To nie jest przypadek, że Lola właśnie teraz przybyła do Idy. Lola ma jeden cel - chce pokrzyżować plany Sabiny i Krzysztofa. Co kieruje osobą, której nie da się zwyczajnie tolerować, a co dopiero lubić i dlaczego zieje tak wielką nienawiścią do świata? Czy uda jej się przeprowadzić swój zamiar? 
Kto chce się tego dowiedzieć, niech wybierze się do Idy, do ogrodu księżycowego Sabiny i prześledzi losy bohaterów. 
Nie brakuje tu pięknych plenerów, herbatek w ogrodzie, ślicznych sukien, pojawia się niezwykle sympatyczny, tajemniczy włóczęga, kolumbijski reżyser praz nieprzewidywalna Carmen, ze swoimi językowymi lapsusami.
Oj, dzieje się mnóstwo! 
Bohaterowie prowadzą dialogi cytując literaturę, a język, jakim napisana jest powieść, jest staranny i piękny  - to znaki rozpoznawcze książek Agnieszki Krawczyk. 
Co prawda autorka hołduje określaniu bohaterów raz mianem Lola, raz Malarka lub raz Sabina, albo Pisarka, jakby powtarzanie imienia było błędem (stosowanie imienia wydaje mi się naturalne i nic nie szkodzi, że jest powtarzane), a przemiana Loli, podobnie jak Sabiny w tomie "Dolina mgieł i róż"[opinia: TUTAJ], mało przekonująca,  niemniej cały, wykreowany przez Agnieszkę Krawczyk świat Idy jest tak sympatyczny, że z przyjemnością do niego powracam. 

To jest bardzo dobrze napisana literatura dla kobiet, a ponadto - nasza rodzima!
Polecam Paniom do popołudniowej kawy!

Ogród księżycowy [Agnieszka Krawczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Ogród księżycowy
Cykl: Magiczne miejsce (tom 3)
Wydawnictwo: Filia
data wydania 8 kwietnia 2015
ISBN 9788379884476
liczba stron 506

niedziela, 8 maja 2016

Magiczne miejsce - Agnieszka Krawczyk

Powróciłam do Idy wraz z nowym wydaniem "Magicznego miejsca", pierwszego tomu serii, wydanej w jednolitej szacie graficznej. Powróciłam z tym większą przyjemnością, że dowiedziałam się, iż Agnieszka Krawczyk dopisała to tegoż tomu nowe wątki, a to oznacza jeszcze więcej przyjemności z czytelniczego pobytu w Idzie. Oczywiście, wersja pierwotna, w żaden sposób nie utrudnia poznawania kolejnych tomów serii, ale teraz, kiedy jest wybór, zdecydowanie polecam wersję poszerzoną. 
Cztery, pięknie wydane części, skrywające niezwykły świat wykreowany przez autorkę, na pewno nie raz skusi mnie do odwiedzin. Bo ja się w Idzie, wśród tamtejszych ludzi, czuję bardzo dobrze. I nie przeszkadza mi wcale, że w rzeczywistości ludzie nie mają tak wielkich i dobrych serc, ani nie prowadzą zajmujących dyskusji o literaturze, bo taki świat istnieje właśnie w powieściach i ja świadomie odbywam do tego świata podróże. 


Zapraszam do przeczytania opinii o pierwszym tomie w poprzednim wydaniu: Stosiki topnieją.... "Magiczne miejsce" i inne oraz o drugim tomie: Dolina mgieł i róż - Agnieszki Krawczyk


Magiczne miejsce
Cykl: Magiczne miejsce (tom 1)
Wydawnictwo: Filia
data wydania 2 lipca 2015
ISBN 9788380750135
liczba stron 496

Magiczne miejsce [Agnieszka Krawczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

wtorek, 3 maja 2016

Dziennik ukraiński. Notatki z serca protestu - Andriej Kurkow



„Obyś żył w ciekawych czasach”.
 chińskie przysłowie, a może przekleństwo



„Jeżeli kogoś, i jego kraju, nie spotyka nic szczególnego, wydaje się, że życie nie ma końca i jest niezmienne. Ten stan, w którym czas mierzy się etapami kariery zawodowej, kupnem nowego domu czy samochodu, rodzinnymi wakacjami, ślubami i rozwodami, oznacza po prostu stabilizację. Dla kogoś, kto mieszka w jakimś „punkcie zapalnym”, a choćby tylko w pobliżu czynnego wulkanu, wartość przeżytych dni, każdej przeżytej godziny jest nieskończenie większa niż wartość całego tygodnia w stanie stabilizacji.”[1]

Tymi słowami Andrzej Kurkow rozpoczyna swoje fascynujące zapiski, poczynione w ciągu pięciu miesięcy trwania dramatycznych wydarzeń w Kijowie, od dnia 21 listopada 2013 roku. Mieszkanie autora znajdowało się 500 metrów od Majdanu, gdzie protestujący przyszli po raz pierwszy w odpowiedzi na hasło rzucone na Facebooku. Marzenia zwykłych ludzi, którzy chcieli żyć inaczej, niż zaplanował to Wiktor Janukowycz zderzyły się polityką Europy, która najpierw wydarzenia na Majdanie poparła, by wycofać w obliczu konfliktu zbrojnego na Krymie. 

Relacje z wydarzeń przeplatają się z codziennym życiem. Kurkow ma żonę i troje dzieci, trzeba zrobić zakupy, pójść do szkoły na wywiadówkę, spotkać się z rodziną, udzielić wywiadu dla prasy, napisać kolejny rozdział powieści, zajrzeć na Majdan i porozmawiać z ludźmi, zrobić notatki w dzienniku: „Coraz bardziej byłem przekonany, że całe ukraińskie sądownictwo ogarnia stan „obłąkania”. Wiele wyroków sądowych zapada nocą, kiedy kraj właściwie powinien spać. (…) Poza tym sędziom, jak wielokrotnie udowodnili to dziennikarze, często wciskano w ręce już wcześniej i bez ich udziału wydany, wydrukowany i podpisany wyrok. Tak w każdym razie wyglądały wyroki, które wydawano wobec przedstawicieli opozycji i każdego, kto po prostu nie był zadowolony z rządzących i nie robił z tego tajemnicy.”[2]

Głosem spokojnym, niemal pozbawionym emocji zauważa: „Rewolucyjny surrealizm kwitnie. Do rewolucji tymczasem „przyłączyło się” więcej dziwnych typów, niż brało w niej udział. Zdarzają się wśród nich zwykli kryminaliści i przestępcy, którzy pod płaszczykiem Prawego Sektora plądrują sklepy i gospodarstwa na południu Ukrainy.”[3]

Nam, którzy znamy przebieg wydarzeń na Ukrainie z medialnych przekazów, ukazują się szczegóły zazwyczaj pomijane, mniej zorientowanym w polityce czytelnikom rozjaśniają się pewne powiązania i mechanizmy popychające ludzi do takich, a nie innych reakcji, sięgających korzeniami daleko w głąb historii. Kurkow nie traci nadziei: „Bądźmy dobrej myśli! Wszyscy są zmęczeni czekaniem na wojnę, groźbami Rosji, strachem o przyszłość. Chciałoby się tę stronę ukraińskiej historii odwrócić tak szybko, jak to tylko możliwe, i przejść do happy endu!”[4]

Życie pokaże co będzie dalej, a ja zapraszam do lektury!
 -------
[1] „Dziennik ukraiński”, Andriej Kurkow , tłumaczenie Elżbieta Zarych, Wydawnictwo: Noir sur Blanc, s. 7
[2] tamże, s. 17
[3] tamże, s. 175
[4] tamże, s. 198

Dziennik ukraiński [Andriej Kurkow]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Dziennik ukraiński
Notatki z serca protestu
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Tłumaczenie Elżbieta Zarych
tytuł oryginału Ukrainisches Tagebuch. Aufzeichnungen aus dem Herzen des Protests
data wydania 2 listopada 2015
ISBN 9788373925595
liczba stron 232