poniedziałek, 21 marca 2016

Życie z drugiej ręki - Anna Grzyb

Główna bohaterka, Anita, to przeciętna, współczesna młoda kobieta, która rozmienia swoje życie na drobne pomiędzy domowymi obowiązkami oraz małomiasteczkowymi plotkami. I niestety postanawia nam tę historię opowiedzieć sama, tak jak potrafi. Dowiadujemy się zatem co lubi jadać jej starsza, a co młodsza córka i jak wyglądają ich kurteczki, czapeczki oraz szaliczki na najbliższą zimę, czy kupione zostały w second-handzie czy w sklepie (i w jakim stopniu pasują do siebie kolorystycznie). Wysłuchujemy jej narzekań na ciężkie prace domowe (zawodowo nie pracuje, a zajmowanie się dwójką zdrowych dzieci to wyzwanie ponad jej siły). Poznajemy pożycie małżeńskie bohaterki: "Z Tym Mężem bywało różnie, kwadratowo i podłużnie."[1], a nawet wrażenia ze wspólnego zagranicznego wyjazdu: "Dojechaliśmy do romantycznego miejsca. Stała tam wieża zwana przez miejscowych sikającą żyrafą."[2] 
Ambicją Anity staje się prowadzenie własnego sklepu z używaną odzieżą. Przy okazji wychodzi na jaw kilka rodzinnych, brudnych sekretów. 
Zapowiedziana w prologu tragedia okazuje się trzecią ciążą a także - niespodzianka! - dowiadujemy się jak "Ten Mąż", jak go nazywa narratorka, ma na imię. Normalnie wbiło mnie w fotel i popłakałam się ze wzruszenia.

Życie z drugiej ręki [Anna Grzyb]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Szkoda, że zaplanowałam tę książkę do przeczytania w ramach blogowych wyzwań czytelniczych, bo mogłabym ją spokojnie pominąć, a tak - słowo się rzekło, kobyłka u płotu. I myślę sobie o tej biednej autorce, która zbiera cięgi za swój debiut. Może gdyby nie było tak nachalnej promocji na Facebooku, opisywania drgnień duszy na każdym etapie powstawania książki, zapisów na egzemplarze z autografem, a zamiast tego solidna redakcja, konsultacja z kimś przyjaznym, a na rzeczy się znającym, z zaprzyjaźnionym blogerem bodaj, nie byłoby tak przykro pisać tych słów, bo i nie byłyby potrzebne.
I myślę sobie o popularnych pisarkach, które na okładce książki wychwalały tę powieść, tracąc w moich oczach twarz i wiarygodność. Kogo cynicznie i świadomie oszukały bardziej, mnie czytelniczkę,  czy autorkę książki? W którym miejscu zabrakło kogoś przytomnego, kto powiedziałby głośno, że król jest nagi zanim....podniesie się kurtyna?  Nie wiem.
Ale ostrzegam i odradzam lekturę.
------------
[1] Grzyb Anna, "Życie z drugiej ręki", Wydawnictwo Szara Godzina, 2015, s. 96
[2] tamże, s. 34


Życie z drugiej ręki
Wydawnictwo: Szara Godzina
data wydania 7 września 2015
ISBN 9788364312595
liczba stron 192

12 komentarzy:

  1. Hmmm... Jak Ty to pięknie na końcu ujęłaś wszystko :) Książkę niestety czytałam i całkowicie się zgadzam z Tobą. Dla mnie jest ona zwyczajnie o niczym a promocja była przesadzona, stąd tak wiele rozczarowanych czytelniczek.
    Nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widziałam jeszcze ani jednej osoby, która chwaliłaby tę książkę. To musi być coś strasznego... I właśnie: autorka mogła nie zdawać sobie sprawy ze słabości swojego warsztatu, ale dlaczego książkę polecały pisarki? Zrobiły niedźwiedzią przysługę i czytelniczkom, i autorce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, Koczowniczko, że te pisarki bardzo dużo straciły w moich oczach. Biznes is biznes, zero ludzkich odruchów.
      Nigdy nie uważałam wpisów na okładkach za miarodajne, ale żeby aż tak bardzo lekceważyć wszystkich wokół?

      Usuń
  3. Ania pewno obciera łzy, ale prawda jest najważniejsza.....ja nawet nie zabieram się za czytanie tej tak zwanej, obecnie pisanej, kobiecej literatury, by się nie rozczarować i nie żałować zmarnowanego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda mi Ani. I dla Niej i dla wszystkich innych jest to nauczka, żeby zweryfikować swój tekst u kokoś, kto nie jest zainteresowany tym, żeby na słodzić. Można uzyskać fachową opinię za pieniądze. Wtedy człowiek nie naje się wstydu.

      Usuń
    2. Zastanawiające jest jednak to, że wydawnictwa tak bezkrytycznie podchodzą do debiutów.

      Usuń
    3. Podejrzewam, że książka została wydana na zasadzie selfpublihingu. Jak ktoś płaci, to mu wydadzą co sobie zażyczy.

      Usuń
  4. I to się nazywa: głos rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co ja mam odpowiedzieć?Dziękuję :)

      Usuń
  5. Kurczę... trudno mi uwierzyć, że jest aż tak źle :(
    Ani musi być strasznie przykro...
    Zastanawiam się czy mój debiut nie byłby podobny... i to mnie przeraża!
    Lubię prostotę, bez lania wody i wymyślnych porównań czy opisów.
    Muszę to przeczytać, chociaż po to żeby przekonać się czego się strzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest moim zamiarem sprawienie Ani przykrości. Szkoda mi, że nie poprosiła koleżanek blogerek, aby szczerze powiedziały co sądzą o jej książce, zanim ją posłała do druku. Przecież to jest jakieś rozwiązanie, prawda?
      Wystawiłam egzemplarz, który czytałam, na fincie.

      Usuń