środa, 9 marca 2016

Mazur - Jerzy Woźniak



Fascynujący świat pogranicza 
mazowiecko-pruskiego

Akcja „Mazura” Jerzego Woźniaka rozpoczyna się niemal na rok przed wybuchem II wojny światowej i toczy się głównie na terenie Prus Wschodnich. Ten, jak określa go Wikipedia, „region geograficzno-kulturowy”[1], skutecznie spychany na margines szkolnej nauki historii, przeciętnemu Polakowi kojarzy się z jeziorami, nad którymi miło spędzić wakacje, oraz Piknikiem Country w Mrągowie. Zdecydowanie mniej osób, poza miejscowymi, zna historię tego obszaru i zamieszkujących go ludzi.

Wikipedia podaje: 
„Mazurzy byli to Prusacy wyznania protestanckiego mówiący po polsku lub mazursku. Przed 1945 rokiem byli germanizowani. W okresie powojennym byli polonizowani oraz wyjeżdżali do Niemiec Zachodnich”[2]. 
A w innym haśle:
„Mazurzy – mieszkańcy południowych Prus Wschodnich, potomkowie polskich osadników z Mazowsza (…), ulegli wymieszaniu z pozostałościami ludności pruskiej oraz kolonistami z Rzeszy Niemieckiej i innych państw Europy Zachodniej. (…) Mazurzy wykazywali jeszcze polską świadomość narodową, pielęgnowali polskie tradycje. W XVIII wieku pojęcie polskości miało na tym obszarze jedynie znaczenie językowe a nie narodowe. Mówili gwarą będącą odmianą (…) języka polskiego, wypieraną od połowy XIX w. przez język niemiecki. (…) Mazurska szlachta polska uległa germanizacji najwcześniej, bo już pod koniec XVIII w.”[3].
Ta odrobina historii jest niezbędna, żeby zrozumieć problem, który przewija się w powieści Jerzego Woźniaka. Problem, który może budzić sprzeczne uczucia. Głównym bohaterem jest bowiem Georg Podborski, Mazur mieszkający w przedwojennym Szczytnie, wówczas nazywającym się Ortelsburg. Poznajemy go, gdy pracuje w muzeum jako konserwator. Po pracy nielegalnie zajmuje się przemytem wódki przez polską granicę. I właśnie ta granica, w obliczu zbliżającej się wojny, staje się miejscem wymagającym szczególnej uwagi Polaków i Niemców. Mazury należą do III Rzeszy, graniczą z Mazowszem. W rejonie pogranicza organizowane są siatki szpiegowskie zarówno po stronie polskiej, jak i niemieckiej. Ludność miejscowa jest w różny sposób włączana w tę działalność, często wbrew własnej woli. Bywa, że ktoś zostaje zmuszony do roli podwójnego agenta. Miejscowi, którzy doskonale znają język polski, niemiecki oraz miejscową gwarę, a także teren, są idealnymi ludźmi do roli szpiegów. Jednym z nich staje się Podborski.

Początkowo nie ma on dylematu związanego z przynależnością narodową. Wszystko jest proste – Mazury należą do Niemiec i obowiązuje go niemieckie prawo, zatem powołanie do niemieckiej służby wojskowej stanowi naturalną kolej rzeczy. Dla Georga, który rozpoczyna działalność pod pseudonimem „Mazur”, a także dla nas, zaczyna się sensacyjny wątek powieści. Spotykamy się tu również z drugim, kontrowersyjnym elementem powieści – wysokimi rangą niemieckimi wojskowymi nastawionymi sceptycznie do polityki Hitlera, a nawet usiłującymi jej zapobiec. Zakładam, że Woźniak wprowadził ten wątek po dotarciu do faktów, które go potwierdzają.

Mimo iż główny bohater jest postacią fikcyjną, autor dał mu możliwość nawiązywania relacji z prawdziwymi, znanymi z historii osobami, które pełniły podczas wojny istotne funkcje. Zaangażowany w wykonywanie przydzielonych mu zadań, Georg nadal nie zauważa, że dla Niemców jest tylko Mazurem, człowiekiem gorszego sortu, a nie prawdziwym Niemcem. To w czasie jego pobytu w Berlinie padną słowa, które wypowie do bohatera jego przełożony: 
„Pan jest z Mazur, a tam chyba jest więcej wozów chłopskich niż cywilizacji. Zna pan to: »Gdzie kończy się kultura…«”[4].
W październiku 1939 roku starszy sierżant (Oberfeldwebel) Podborski wraca do Szczytna z powodu niezdolności do dalszego wykonywania służby wojskowej. Zostaje zatrudniony w biurze pośrednictwa pracy (Arbeitsamt). Na teren Mazur przywożeni są przymusowi pracownicy z Kresów lub z Warszawy. Dla polskich robotników Georg jest Niemcem, wrogiem, uosobieniem zła. Los jednak sprawia, że zakochuje się w polskiej „niewolnicy”, jak sama o sobie mówi, Jadwidze. Ta miłość nie miała prawa się zdarzyć, trwa wojna, on i ona stoją po dwóch stronach barykady, Niemcowi ponadto nie wolno kalać czystości rasy. Ale czy Jerzy (Georg) Podborski jest rzeczywiście Niemcem?

Świat, który wykreował Jerzy Woźniak, nie jest jednoznacznie czarno-biały. Autor jednak nie miał zamiaru wybielać Niemców ani ich usprawiedliwiać. Jak napisał we wstępie: 
„Jest oczywiste, że okres panowania hitlerowskiej dyktatury jest i będzie na zawsze częścią dziedzictwa Niemiec”[5].
Motto „Mazura” pochodzi z libretta „Wilhelma Tella” Rossiniego. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w czasach, w których toczy się akcja książki, zakazano grania tej opery. Powodem było jej polityczne przesłanie – bunt przeciw politycznemu porządkowi i zabicie tyrana, by sprawiedliwości stało się zadość. Echa kilku wątków opery znajdziemy w fabule powieści. Znamienne są wybrane przez autora słowa:
„Mówicie o ojczyźnie, lecz my jej nie mamy”[6], 
odnoszące się do wcielenia Mazur do Prus, a potem Rzeszy, oraz fragment aktu III nawiązujący do wątku miłosnego. Pisarz nie ukrywa, że ów wątek nosi cechy autobiograficzne.

Jako powieść historyczna „Mazur” ma ogromną wartość. Wiedza Jerzego Woźniaka, zgromadzone przez niego fakty, dbałość o szczegóły i realia są wręcz imponujące. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że wydarzenia relacjonuje naoczny świadek zdarzeń z lat 1938-1942. Nie ma takiej gazety czy drobiazgu, których tytułu, marki lub nazwy producenta autor by nie znał. Hierarchię wojskową ówczesnej niemieckiej armii ma w małym palcu, jak i wiele mało znanych a prawdziwych wydarzeń. Po topografii Mazur porusza się jak po własnym podwórku. Prości ludzie mówią mazurską gwarą, która nie stanowi dla niego bariery. Pod tym względem odbyłam wspaniałą lekcję historii Mazur w czasie II wojny światowej, lekcję, której nie ma w żadnych podręcznikach. Moja wiedza o Mazurach uległa ogromnemu poszerzeniu. Pomogły mi w tym również liczne stare fotografie odnoszące się do opisywanych wydarzeń, podpisane cytatami z książki.

Szkoda, że przy tych wszystkich zaletach autorowi nie udało się zbudować w powieści napięcia, jakiego oczekiwałam po historii szpiegowskiej. Rozpraszała mnie też bardzo duża liczba przypisów. Z jednej strony dobrze, że został umieszczone u dołu strony, z drugiej – wolałabym jednak część z nich znaleźć na końcu książki. Czym innym jest tłumaczenie zdania wypowiedzianego gwarą, a czym innym – dodatkowe szczegóły związane na przykład z konkretną gazetą (lata wydawania, tematyka etc.), rozszerzające wiedzę, ale niemające bezpośredniego wpływu na akcję. Zresztą wiele z informacji zawartych w przypisach można by powplatać w treść tak, że nie zmuszałyby do odrywania się od lektury i gubienia wątku.

Szkoda również, że autor nie zaufał inteligencji czytelnika i często niepotrzebnie tłumaczył to, co i tak wynikało z dialogu lub przedstawionej sytuacji. Ten balast spowalnia tempo akcji. Żałuję też, że zabrakło chociaż jednej mocnej sceny walki. Strzelanina w karczmie została opisana jako retrospekcja, przez co utraciła wiele z dramatyzmu, choćby dlatego, iż wiadomo było, że bohater przeżył, skoro sam wydarzenia relacjonował. Korekta i redakcja niestety przepuściły kilka literówek i jeden błąd ortograficzny. Niemniej waga zawartych w „Mazurze” realiów w dużym stopniu równoważy te mankamenty, o czym świadczy choćby obszerność moich wywodów.

Osobną sprawą jest pisownia nazw miejscowości, stopni wojskowych czy funkcji urzędowych. Mazury obecnie należą do Polski i miejscowości mają polskie nazwy, a szarże i urzędy – polskie odpowiedniki. Zawsze spotykałam się w powieściach historycznych z użyciem polskich nazw i podaniem wcześniejszej wersji, na przykład niemieckiej, w przypisie – czyli odwrotnie, niż jest w tej pozycji. Uważam, że obcojęzyczna nazwa może pojawić się jedynie w dialogu, w ustach postaci – tłumaczyłoby to jej obce pochodzenie, brak znajomości języka itp.; natomiast narracja powinna zawierać nazwy współcześnie obowiązujące, w tym wypadku polskie.

Polecam książkę miłośnikom tematyki związanej z II wojną światową, ze względu na bogaty materiał faktograficzny, oraz osobom zainteresowanym mniej znaną historią ziem należących obecnie do Polski, szczególnie historią Mazur.

---
[1] Wikipedia, hasło: Mazury.
[2] Tamże.
[3] Wikipedia, hasło: Mazurzy.
[4] Jerzy Woźniak, „Mazur”, Agencja Wydawnicza i Reklamowa Akces, 2015, s. 128.
[5] Tamże, s. 8.
[6] Fragment II aktu opery Rossiniego „Wilhelm Tell”, cyt. za: Jerzy Woźniak, dz. cyt., s. 5.


Jerzy Woźniak

Mazur
data wydania wrzesień 2015 (data przybliżona)
ISBN 9788362761104
liczba stron 392
źródło okładki oraz zdjęcia i noty o Autorze: http://www.ksiazkamazur.pl


9 komentarzy:

  1. Ciekawie piszesz o książce. Dzięki Tobie znowu dowiedziałam się czegoś nowego. Szalenie interesująca jest historia zawarta w powieści, bo rzeczywiście zaszufladkowaliśmy Mazury jako krainę jezior i koniec. Wierzę Ci jako fachowcowi we wszystkie uwagi - ale pozwolę sobie popolemizować z nazwami miejscowości. Jeżeli o mnie chodzi - to w książce, która ma charakter historyczny wolę, by nazwy były obowiązujące w danym czasie, a nie współczesne. To jeden z elementów, który tworzy klimat i przenosi w czasie. Oczywiście wyjaśnienie w przypisach o jaką miejscowość chodzi jest konieczne. Ale zmiana nazwy już w czasie powieści: raz tak, a raz siak? To wywołałoby we mnie panikę... Oczywiście jeśli jest to uzasadnione (np. w międzyczasie przesunęły się granice i urzędowo zaczęła obowiązywać inna nazwa np. Katowice przkształcono w Stalinogród i ponownie w Katowice) wtedy dzieje się to w sposób jasny dla czytelnika, bo bohaterowie z pewnością odpowiednio ten fakt przeżywają... Oczywiście nie czytałam jeszcze "Mazura", więc nie wiem jak rozwiązał autor... I oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy obowiązywała nazwa np. niemiecka, a ludność świadomie to ignorowała - używając nazwy polskiej. Wtedy też padają obie nazwy i jest to jak najbardziej uzasadnione...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor konsekwentnie trzyma się zasady nazw niemieckich, zgodnie z tym, co napisałaś. Być może tak jest poprawnie. Ja tylko wyraziłam swoje, subiektywne wrażenie, bo fachowiec ze mnie żaden. Ot, zwykły czytelnik książek.

      Usuń
    2. Ja Magduś też nie piszę jak jest poprawnie, tyko jak czuję:) Pozdrawiam zwykłego czytelnika książek;)

      Usuń
  2. Ja również jestem po lekturze powieści. Kilka słów na jej temat napisałam na moim blogu: http://opowiescistypendialnepooja.blogspot.com/2016/01/maa-ojczyzna-j-wozniak-mazur-recenzja.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, czytałam Twoją recenzję zanim napisałam swoją. Mnie się zakończenie podobało. Oczywiście, wolałabym, aby był happy end, myślę jednak, że byłby niepotrzebnie cukierkowy, ckliwy. Poza tym, jako żołnierz Abwehry Georg walczył z Polakami. Jakaś sprawiedliwość być musi. Wojna to nie żarty.

      Usuń
  3. Zainteresowałaś mnie bardzo swoim wpisem o książce.
    Chętnie bym ją przeczytała, bo historia Mazura zapowiada się intrygująco. A poza tym bezcenne są jej walory historyczne.
    Mankamenty, które wymieniłaś chyba mnie by też uwierały, ale ostatnio coraz bardziej mnie irytują błędy wydawnicze.
    Mam wrażenie, że książka traci na swej wartości i to nie tylko tej wycenionej kasą.

    Ślązacy, Mazurzy znaleźli się, gdy wybuchła wojna w niezwykle trudnej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zaczytanie, błędów było kilka i książka nie traci z tego powodu na wartości. Niemniej wychodzę z założenia, że wydawcy muszą wiedzieć, że czytelnicy widzą fuszerkę. Nie wolno nam przyzwalać na bylejakość, dlatego wypunktowałam literówki itp.

      Tak, Ślązacy i Mazurzy byli w trudnej sytuacji, a ponieważ nie mówi się o tym wiele, mamy potem "dziadków z Wermachtu" i inne takie opowieści. Walory historyczne książki są nie do przecenienia!

      Usuń
  4. Przyznaję, że pochodzę z Mazur, ale historię regionu znam tylko pobieżnie, raczej są to ogólne fakty znane z lekcji historii. Zainteresowałaś mnie tą pozycją, bo temat jest warty bliższego poznania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłko, niestety lekcje historii nie rozdrabniają się szczegółowo, a nie wiem, czy w Twojej szkole w czasie, gdy byłaś uczennicą, była już lub jeszcze edukacja regionalna, w formie ścieżki edukacyjnej lub innej postaci (reformy, reformy, reformy). Dzięki tej książce masz szansę trochę nadrobić ten temat, bo warto. Jeśli Twoja rodzina także jest z Mazur, a nie migrowała, to poszperaj, popytaj. Historia Mazur to fascynujący temat!

      Usuń