piątek, 18 marca 2016

Kwadratowe jaja czyli Poirot prowadzi śledztwo


Na początek odrobina historii: 
„Tytuły zebrane w tomie „Poirot prowadzi śledztwo” (1924) pisane były na zamówienie magazynu „The Sketch”, który rozpoczął ich druk w marcu 1923 roku od „Wypadków na Balu Victory”. Do końca roku w gazecie ukazały się dwadzieścia cztery historyjki z małym Belgiem. Zbiór „Poirot prowadzi śledztwo” objął jedenaście z nich, natomiast pozostałe, w pięćdziesiąt lat po gazetowej premierze, opublikowano w pierwszym brytyjskim wydaniu „Wczesnych spraw Poirota”. W 1963 roku Christie uhonorowała wydawcę „The Sketch”, opatrując „Kieszeń pełną żyta” dedykacją: „Bruce’owi Ingramowi, który lubił i wydawał moje opowiadania”.[1]
Wszystkie historie opisane w tomie „Poirot prowadzi śledztwo” opowiada nam kapitan Hastings. To niejako tłumaczy pewne niedoskonałości przekazu narratora, który nie zawsze rozumie, co się naprawdę dzieje w prowadzonej sprawie. To zagubienie Hastingsa, połączone z jednoczesnym przekonaniem o własnych zdolnościach, a także z troską o nadmiernie rozdęte ego przyjaciela, zostało oddane przez autorkę po mistrzowsku. Pyszne są także sprzeczki pomiędzy Poirotem i Hastingsem, a fabuła pełna typowych dla gatunku sytuacji, takich jak przebieranki, inscenizacje, nawet sięganie do okultyzmu. Wiele z nich doskonale sprawdziłoby się, gdyby opowiadania odegrać jako sztukę na deskach teatru.

Tytułowa (z pierwszego opowiadania) „Gwiazda Zachodu” to olbrzymi brylant, bliźniak drugiego, o nazwie Gwiazda Wschodu. Kiedy właścicielka tak cennego klejnotu otrzymuje list z pogróżkami, nie pozostaje nic innego, jak poprosić o pomoc parę słynnych detektywów.
„Odciągnąłem Poirota na bok.
- Słuchaj no, drogi przyjacielu, nie lepiej wrócić do Londynu?
- Tak uważasz, Hastings? Dlaczego?
- No cóż – odchrząknąłem – sprawy nie potoczyły się najlepiej, prawda? Mam na myśli to, że mówisz lordowi Yardly, by zdał się na ciebie, a wszystko będzie dobrze – i sprzątają ci brylant sprzed nosa!
- To prawda – odparł Poirot bardzo zakłopotany. – Nie był to jeden z moich największych triumfów. (…)
- Nie sądzisz, że – przepraszam za wyrażenie – zaprzepaściwszy sprawę, byłoby taktowniej natychmiast wyjechać?
- A obiad, bez wątpienia wyśmienity obiad, który przygotował szef kuchni lorda Yardy?”[2]
Również godny polecenia jest ten cytat: „żadna kobieta nie zniszczy listu, jeśli nie jest bezwzględnie konieczne. Nawet wtedy, gdy rozsądniej byłoby to uczynić.”[3]

Opowiadanie „Tragedia w Marsdon Manor” to wyjaśnienie okoliczności zgonu pana Maltraversa, który krótko przed tym ubezpieczył się na wypadek śmierci na wysoką sumę.

„Perypetie z tanim mieszkaniem” opowiada historię kradzieży ważnych planów z Departamentu Marynarki Stanów Zjednoczonych i pewnej vendetty.

W „Tajemnicy Hunter’s Lodge”, obłożnie chory na grypę Poirot rozwiązuje zagadkę kryminalną kierując śledztwem z …łóżka. Na miejsce przestępstwa wysyła poczciwego Hastingsa i porozumiewa się z nim za pomocą depesz.

W opowiadaniu „Kradzież obligacji za milion dolarów”, Bank Londyński i Szkocki postanowił zdobyć możliwość udzielania kredytów również w Ameryce, dlatego wysłał tam obligacje warte milion dolarów. Obligacje przewoził liniowcem Olimpia Filip Ridgeway, siostrzeniec jednego z dyrektorów generalnych, ceniony pracownik banku. Oczywiście obligacje zostały skradzione, a do pary detektywów zgłosiła się po pomoc narzeczona Filipa Ridgewaya.

„Tajemnica egipskiego grobowca” dotyczy klątwy faraona w rzeczy samej, którą okrzyknięto sprawczynią łańcucha tajemniczych zgonów, które miały miejsce po otwarciu grobowca pewnego faraona. Poirot i Hastings udają się do Egiptu.
„Egipt mnie zauroczył. Ale nie Poirota. Ubrany dokładnie tak samo jak w Londynie, stale nosił w kieszeni malutką szczoteczkę do ubrań i toczył nieustającą wojnę z kurzem, który gromadził się na jego odzieży. (…)
- Popatrz na Sfinksa – nalegałem. – Nawet ja odczuwam tę tajemnicę i urok, jakie roztacza.
Poirot przyjrzał mu się niezadowolony.
- Nie wygląda na szczęśliwego – oznajmił. – Jak mógłby być, skoro do połowy jest tak niechlujnie zasypany piaskiem!”[4]
W „Kradzieży w hotelu Grand Metropolitan”, kapitan Hastings, który może i nie miał głowy do prowadzenia śledztw, ale do interesów jak najbardziej, zafundował przyjacielowi weekend w Grand Metropolitan w ramach odpoczynku. Właśnie wzbogacił się dzięki jakiejś transakcji: „no cóż, teraz, jak to się mówi, mam pieniędzy jak lodu. Sądzę, że weekend w Grand Metropolitan sprawiłby nam obu dużą przyjemność.”[5] W hotelu zatrzymała się towarzyska śmietanka, a panie, jedna przez drugą prześcigały się w prezentowaniu posiadanych klejnotów.
„Widok tak wielu kosztowności sprawia, że zaczynam żałować, iż zajmuję się wykrywaniem przestępstw, a nie ich popełnianiem. Co za okazja dla wytrawnego złodzieja!”[6] 
Te słowa wyrzekł Poirot i okazały się, niestety, prorocze, a zamiast wypoczynku, detektywi mieli ręce pełne roboty.

W „Porwaniu premiera” Poirot i Hastings mają 24 godziny i 15 minut, aby odnaleźć uprowadzonego premiera Anglii, którego obecność na konferencji aliantów, zaplanowanej następnego dnia w Wersalu, jest konieczna.

„Zniknięcie pana Davenheima”  to historia, w której Hastings opowiada o sprawie, gdy nie tylko znikł pan Davenheim, ale i zawartość jego sejfu.  Dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Czy aby na pewno?
„Poirot urwał i wyciągnął rękę po kolejne gotowane jajko. Zmarszczył brwi. – To wręcz nie do zniesienia – wymamrotał – żeby każda kura znosiła jajka innej wielkości. Jakaż asymetria powstaje z tego przy stole! Żeby chociaż sortowali je w sklepie!
- Mniejsza o nie – odparł zniecierpliwiony Japp. – Mogą być nawet kwadratowe. Niech nam pan raczej powie, gdzie się gość udał, gdy opuścił Cedars, jeśli pan to wie!
- Eh bien, poszedł do swojej kryjówki. Och, ten pan Davenheim, być może jego szare komórki mają jakieś zniekształcenia, funkcjonują jednak pierwszorzędnie!
- Czy pan wie, gdzie jest jego kryjówka?
- Naturalnie. Jest bardzo pomysłowa. „[7]
Opowiadanie „Sprawa włoskiego arystokraty” to znów wyzwanie dla szarych komórek Poirota, który musi ustalić jaki był przebieg wypadków, aby rozszyfrować mordercę. Hastings tak podsumował tę sprawę: „Poirot miał rację. Jak zwykle, niech go diabli!”[8]

„Zaginiony testament” to ostatnie opowiadanie w zbiorze, w którym Violetta Marsh ma rok, aby sprostać wyzwaniu, przed którym postawił ją umierający wujek. Stawką jest jego majątek. Ekscentryczny senior nie pochwalał wyborów bratanicy, którą opiekował się po śmierci jej rodziców, a konkretnie chęci zdobywania przez dziewczynę wykształcenia. Poprzez obwarowania zapisane w testamencie stanął w szranki z intelektem bratanicy, sam nie posiadając - jak mawiał - wiedzy książkowej. Przygotował w tym celu istną sieć intelektualnych pułapek.
„Jeżeli bratanica przejrzy jego podstęp, usprawiedliwi tym swój wybór życiowy i udowodni, że w pełni zasługuje na jego pieniądze.
- Ale go nie przejrzała, prawda? – odparłem wolno. – Wydaje się to niesprawiedliwe. Tak naprawdę wygrał staruszek.
- Ależ nie, Hastings. Inteligencja cię zawodzi. Panna Marsh dowiodła bystrości umysłu i znaczenia wyższego wykształcenia kobiet, przekazując sprawę od razu w moje ręce. Zawsze zatrudniaj eksperta. Tym samym dowiodła swego prawa do tych pieniędzy.”[9]
Te urocze, niewielkie z racji swojego przeznaczenia historie, wydają się dzisiaj trochę przykrótkie. Chciałoby się, aby autorka je rozbudowała, dała nam czytelnikom, trochę więcej czasu na gdybanie i wymyślanie możliwych rozwiązań. Każde z nich, odpowiednio obudowane tłem obyczajowym mogłoby być większą nowelką.
Z drugiej strony ciekawa jestem, ilu współczesnych autorów, wymyśliłoby dwadzieścia cztery, odrębne i niepodobne do siebie historyjki, a do tego narzuciłoby sobie dyscyplinę ubrania ich w tak krótką formę. I nie zapominajmy, że oprócz opowiadań, Agatha napisała kilkadziesiąt powieści, w których tylko sporadycznie pojawiały się jakieś dalekie podobieństwa do wcześniejszych opowiadań. Znajomość nawet sporej liczby jej książek nie daje nam gwarancji, że w końcu przejrzymy sprytne, szare komórki autorki i nie damy się wywieść w pole.
Zachęcam do lektury!

Poirot prowadzi śledztwo [Agata Christie]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
---------------
[1] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, tłum. Długajczyk Beata, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 60
[2] Christie Agtaha, „Poirot prowadzi śledztwo”, tłum. Kaliszewicz Brygida, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, s. 19-20
[3] tamże, s. 26
[4] tamże, s. 82-83
[5] tamże, s. 93
[6] tamże, s. 94
[7] tamże, s. 140
[8] tamże, s. 154
[9] tamże, s. 163-164

6 komentarzy:

  1. Bardzo lubię opowiadania i zwięzłość i lubię być wyprowadzana w pole. Myślę, że to coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Opowiadania Agatki, w takim razie, to propozycja dla Ciebie :)

      Usuń
  2. Jeszcze nie czytałam, aczkolwiek niebawem ponownie powracam do Poirota za sprawą książki "Tragedii w tzech aktach" - nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja czekam z utęsknieniem na Twoje wrażenia :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Z chęcią powrócę do Poirota i kapitana Hastingsa, tej pozycji nie miałam okazji czytać, a taka forma opowiadań w wykonaniu Christie byłaby dla mnie również nowością. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem do dzieła! Pozdrawiam również :)

      Usuń