czwartek, 3 września 2015

Piąte dziecko - Doris Lessing

Piąte dziecko, jak piąte koło u wozu

[Moje własne rozważania, które nie muszą się pokrywać z Waszymi wrażeniami, na dodatek trochę za dużo paplę na temat fabuły, więc jeśli ktoś nie czytał książki, to niech rozważy czytanie tych wynurzeń.]

Wszystko toczy się jak w telewizyjnej reklamie, jest ślicznie, słodko, wręcz "budyniowo", kredyty "spłacają się" same, dzięki bliskim krewnym. I nagle bęc! Sielski obrazek niszczą kłopoty, a ich personifikacją jest Ben. Piąte dziecko, które nijak nie przystaje do folderowej rodzinki, ani wyglądem, ani zachowaniem, ani intelektem. Na dodatek, ówcześni lekarze nie są w stanie zakwalifikować Bena ani jako cierpiącego na konkretną jednostkę chorobową, ani jako opóźnionego w rozwoju, a tym samym nie potrafią zaoferować jakiejkolwiek pomocy.
Ben jest swego rodzaju zadaniem egzaminacyjnym z dojrzałości, wszystkich członków rodziny, a szczególnie rodziców. Bo ani się z Benem nie da żyć, a i oddać go domu opieki głupio. 
Jeśli Ben trafi do domu opieki, to rodzinka znów będzie wyglądała pięknie, jak z obrazka, ale wyrzuty sumienia nie dadzą spać. Ale jeśli Ben zostanie, to rodzina rozpadnie się i ucierpi nie jedna, a pozostałych sześć osób. Nie tylko bowiem o idylliczne wrażenie chodzi, ale także o autentyczne potrzeby pozostałych domowników, które nie mogą zostać zrealizowane, gdy zachłanny Ben zagarnia wszystko dla siebie (czas, uwagę, poczucie bezpieczeństwa). Na dodatek Ben może stanowić zagrożenie dla postronnych osób, dla społeczeństwa nawet. Społeczeństwo zaś zna tylko jedno rozwiązanie - dom opieki. Izolacja. 
Taki sam problem, jaki rodzina ma z małym z Benem, społeczeństwo ma dorosłymi ludźmi nieprzystosowanymi, agresywnymi, wstępującymi na drogę przestępstwa, nie dającymi się resocjalizować. Jeśli kierując się wyrzutami sumienia oraz miłością bliźniego zostawimy ich pośród nas, mogą zdezorganizować nasze życie. 
Zatem - odizolujmy. 
O ile państwo posiada akty prawne i dzięki nim zdejmuje z głów decydentów wyrzuty sumienia, o tyle państwo w sensie rodziny, decyzję muszą podjąć sami, z godnością znieść konsekwencje swojego wyboru i żyć z nieuchronnymi, jakie rozwiązanie by to nie było, wyrzutami sumienia. 

Niezwykle pasjonujący problem zamknięty został w niewielkiej książeczce. Bywają strony, na których autorka prześlizguje się przez całe lata za pomocą dwóch zdań. Książka sprawia wrażenie streszczenia planowanego dzieła, projektu, a nie skrupulatnie dopracowanej powieści. Z drugiej strony, przyznam szczerze, przez obszerniejszą książkę o tak wielkiej sile rażenia, nie przebrnęłabym bez uszczerbku na zdrowiu. Już i tak, mam o czym myśleć. 
Autorka na rozwiązanie problemu  recepty nie podała, ale czy takowa w ogóle istnieje?


Piąte dziecko
Tłumaczenie Anna Gren
tytuł oryginału The fifth child
data wydania 2007
ISBN 8306029577
liczba stron 141
84/2015

Co mam dla Was przeczytać?