wtorek, 14 lipca 2015

Frank McCourt, chłopak z Limerick



Frank McCourt urodził się w 1930 roku, gdy kryzys ogarnął Stany Zjednoczone. Wcześniej, za tzw. „chlebem”, do Stanów wyemigrowali z Irlandii jego rodzice. W ojczyźnie właśnie skończyła się wojna domowa i państwo po ośmiuset latach uwolniło się od angielskiej dominacji. Zanim Irlandia stała się Zieloną Wyspą o fenomenalnie szybkim wzroście gospodarczym, musiała uporać się z kryzysem, który po wojnie ogarnął kraj.
Tak jak wszędzie, istnieją ludzie bardziej i mniej zaradni. Małemu Frankowi McCourtowi trafili się wyjątkowo nieporadni życiowo rodzice. Dzisiaj określono by ten fakt krótko: rodzina patologiczna z problemem alkoholowym, niewydolna wychowawczo matka, przemoc i brak opieki nad dziećmi. To wystarczyłoby aż nadto, aby rodzinie odebrać dzieci i umieścić domu dziecka. W latach trzydziestych XX wieku obowiązywały inne standardy i dzieci zabierała śmierć z głodu oraz zaniedbania. Z siedmiorga dzieci McCourtów przeżyło tylko czterech chłopców. Trzem swoim braciom, którzy przeżyli autor zadedykował tę książkę.
Powrót z Ameryki pogorszył jeszcze sytuację materialną rodziny. Rodzina ojca w Ulsterze nie przyjęła ich i skierowali się rodzinnego miasta matki autora, do Limerick. Kwintesencję sytuacji w jakiej znalazła się rodzina oddaje wypowiedź autora: „Kiedy myślę o swoim dzieciństwie, zastanawia mnie, jak udało mi się przeżyć. Było to, naturalnie, żałosne dzieciństwo, bo nad szczęśliwym dzieciństwem w ogóle nie warto się zastanawiać. Gorsze od normalnego żałosnego dzieciństwa jest żałosne irlandzkie dzieciństwo, a jeszcze gorsze — żałosne irlandzkie dzieciństwo katolickie.
Frank McCourt
Ludzie zawsze chełpią się i biadolą z powodu nieszczęść wczesnych lat swojej egzystencji, ale nic nie może dorównać irlandzkiej wersji tego fenomenu, na który składają się: bieda, niezaradny, złotousty ojciec alkoholik; nabożna, przegrana matka jęcząca przy kominku; napuszeni księża; surowi nauczyciele i Anglicy ze wszystkimi okropnościami, jakie nam wyrządzili przed osiem długich stuleci.
A nade wszystkim nieustająca wilgoć.”[s. 9]

Jak zatem czytelnik ma przebrnąć przez tę książkę? Tak samo, jak Frank McCourt przebrnął przez swoje dzieciństwo. Z poczuciem humoru i niegasnącą nadzieją na lepszą przyszłość.
Genialnym zabiegiem, aby opowiedzieć tę historię i nie popaść w sentymentalizm było oddanie głosu małemu Frankowi. Widzimy świat oczami najpierw kilkuletniego, a potem kilkunastoletniego chłopaka. Przyjmujemy otoczenie tak, jak widzi je dziecko. A ono nie ocenia i nie porównuje, przyjmuje to, co go otacza jako jedynie słuszną rzeczywistość. Zauważamy, jak mało dziecko rozumie, albo rozumie pewne sprawy opatrznie, towarzyszymy chłopcu, gdy dojrzewa i staje się mężczyzną, potyka się i podnosi, pielęgnuje w sobie marzenie i dąży do jego realizacji. Frank porzucił szkołę, poszedł do pracy, odłożył pieniądze na bilet. Tom pierwszy trylogii kończy się w chwili, gdy dziewiętnastoletni autor przybija na statku do brzegu Stanów Zjednoczonych.

Frank
Książka porusza jeszcze jedną sprawę, która jak się okazało, wywołała medialną burzę. Otóż znani z patriotyzmu i zakochani w swojej ojczyźnie Irlandczycy nie mogli darować McCourtowi obrazu Limericku, jaki pokazał w książce. Poza biedą, mamy tam mnóstwo uprzedzeń wobec „jankesów”, czyli dzieci urodzonych w Stanach (autor i jego bracia), wiele umysłowej ciasnoty miejscowych ludzi, braku tolerancji, choćby wobec męża Angeli, ponieważ pochodzi z północy kraju (z Ulsteru) a to oznacza, że ma „dziwne maniery”. Autor nie zostawia także suchej nitki na instytucjach kościelnych. O krytyce książki oraz nakręconego na jej podstawie filmu „Angela’s Ashes, ze strony mieszkańców Limericku, a szczególnie dawnych, szkolnych kolegów autora, niszczeniu czy wzywaniu do spalenia jego książek, okrzykach, że autor pokalał Irlandię i własną matkę, napisał w artykule „Irlandia odbrązowiona Strugi deszczu, kubły pomyj „Tadeusz Jagodziński http://www2.tygodnik.com.pl/unia/irlandia/jagodzinski.php

Frank McCourt
A ja po raz nie wiem już który, gdy stykam się z kulturą i mentalnością Irlandczyków widzę, że my Polacy, mamy wiele wspólnego z tymi krnąbrnymi Celtami, od walki o niepodległość począwszy, na pyrach w menu i skłonności do alkoholu skończywszy, poprzez silną wiarę katolicką po drodze. 
A co nas nie złamie, to nas wzmocni! 
Polecam gorąco!

Prochy Angeli [Frank McCourt]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Film "Prochy Angeli"


Prochy Angeli
Frank McCourt
Wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginału Angela's Ashes
data wydania 2007 (data przybliżona)
ISBN 9788373595071
liczba stron 464
Nota wydawcy:
Uhonorowane w 1997 roku Nagrodą Pulitzera wspomnienie urodzonego na nowojorskim Brooklynie syna irlandzkich imigrantów, które przyniosło mu sławę i uznanie. Na podstawie tej przepełnionej radością życia książki powstał w 1999 roku słynny film Alana Parkera.
Lata 30, czasy Wielkiego Kryzysu. Uciekając przed nędzą i brakiem pracy, rodzina McCourtów powraca z Ameryki do Limerick w Irlandii, by w miejscowych slumsach prowadzić walkę o przetrwanie. Taki jest punkt wyjścia fascynującej autobiograficznej historii młodego chłopca Franka i jego rodziny - matki Angeli, ojca Malachy'ego, trójki braci i siostry - historii o godności, sile marzeń oraz zbawczej mocy śmiechu. Cierpiących głód, nędzę i upodlenie - nie dość, że biednych, to jeszcze "innych", pomimo swego irlandzkiego pochodzenia postrzeganych przez sąsiadów jako rodzina amerykańskich gangsterów. Matka nie ma dość siły, by pracować, ani pieniędzy, żeby wyżywić dzieci. Ojciec nad pracę przedkłada alkohol i ucieczkę od rzeczywistości, zaś kilkunastoletni Frank musi porzucić szkołę, aby zapewnić byt swoim bliskim. Tym, co wśród wąskich kamienic, brudu i rynsztoków pozwala im zachować godność i pogodę ducha, są opowieści przekazywane z ust do ust - zarówno o dziejach Irlandii, jak i o własnej rodzinie.

Pierwsze wyd. polskie ukazało się pod tytułem "Popiół i żar"

66/2015