sobota, 24 stycznia 2015

100 lecie Księgi Ducha Gór


Wiał wiatr i spadł śnieg, nadając okolicy Domu Hauptmanna atmosferę zimowych opowieści autora. Wewnątrz domu, który w 1890 roku kupił Gerhart Hauptmann, i który "stał się zarówno rodzinną ostoją jak i miejscem pracy twórczej dwóch wybitnych pisarzy, braci - Carla i Gerharta Hauptmanów.  " [źródło] było zacisznie i ciepło.
„Po przebudowie zamieszkali w nim [tym domu] w 1891 r. wraz ze swymi rodzinami. Gerhart mieszkał tu niedługo, wyprowadził się w 1895 r., później osiadł w pobliskim Jagniątkowie. Carl pozostał do śmierci w 1921 r".[źródło]


Przybyliśmy na spotkanie z autorami trzeciego tłumaczenia Księgi Ducha Gór Carla Hauptmanna, Przemkiem Wiaterem i Emilem Mendykiem. Był 23 stycznia 2015 roku, spotkanie odbywało się w sali na piętrze. Po krótkim przywitaniu gości przez Gospodarzy Muzeum prowadzenie spotkania przejęła Sandra Nejranowska z Wydawnictwa Ad Rem, zadając obu tłumaczom pytania, zawiązane z pracą nad tekstem.

Przemek Wiater
Przemek Wiater stwierdził, że ma z Carlem Hauptmannem wiele wspólnego: urodził się równo sto lat później niż Carl Hauptmann, ma tak jak on doktorat i dwa fakultety, miał również dwie żony, podobnie jak pisarz jeździ na nartach, zagląda do okolicznych knajp na piwo oraz zbratał się z Duchem Gór. 

O tłumaczeniu Księgi Ducha Gór mówi, że można je porównać do tłumaczenia przez Niemca, na język niemiecki, Wesela Wyspiańskiego, który to tekst jest pełen odniesień kulturowych, ma wiele znaczeń. Na dodatek tekst Carla Hauptmanna  zawiera wiele nowych słów, które autor tworzył na potrzeby chwili, aby coś wyrazić.
Sandra Nejranowska (po lewej) prowadzi spotkanie
Ducha Gór z opowieści Hauptmanna należy rozumieć jako siłę sprawczą, personifikacji sił natury, dobrego sędziego, lubieżnego młodzieńca lub ciepłego płaszcza otulającego Góry Izerskie.
Książka powstała podczas I wojny światowej, w 1915 roku, której to wojnie autor był przeciwny. W Księdze Ducha Gór przemycił wiele aluzji do wojny, gdyż nie mógł swoich poglądów wyrazić otwarcie.
Największą, podstawową wartością książki jest miłość Carla Hauptmanna do gór.
Sala pełna gości
Tłumacza cieszą też częste odniesienia do laborantów i Walończyków, ponieważ sam z pasją bada ich dzieje.


Sandra Nejranowska stwierdziła, że książkę można odczytać na wielu poziomach, niektóre fragmenty są bardzo zmysłowe.

Wywiązała się dyskusja, czy Księga Ducha Gór jest dla dzieci. Dyskusja była gorąca, a pan Przemek  zażartował, że poleca czytanie jej tylko bardzo niegrzecznym dzieciom :)


Popiersie Carla Hauptmanna
Sandra Nejranowska zauważyła, że mamy do czynienia, poza autorem i dwoma tłumaczami, także z czwartym bohaterem – miejscem. Duch Gór nie mógłby mieszkać na nizinach mazowieckich, pośród płaczących wierzb. Bez tego miejsca, Księgi by nie było. Książka, oprócz fabularnych opowiadań zawiera wiele odniesień do topografii Karkonoszy i Gór Izerskich. Stąd pojawiły się przypisy, gdyż dla mieszkańców innych, niż Dolny Śląsk rejonów, niektóre szczegóły mogą być niezrozumiałe. 

Emil Mendyk
 Drugi z tłumaczy (kolejność przypadkowa, drugi wypowiadający się) Emil Mendyk (link do bloga) określił, że z Księgą Ducha Gór jest jak z bigosem, im częściej odgrzewany, tym lepszy.
Podczas pierwszego tłumaczenia, zastanawiano się nad polskim tytułem. Padało wiele propozycji, największe szanse miał Rzepiór. Okazuje się, że w ciągu ostatnich lat Duch Gór pojawił się w wielu, różnych działaniach, spotykamy go w wielu miejscach i dobrze się stało, że ostatecznie pozostał w tytule w obecnej formie. Książka stanowi dodatkowy wkład do skonkretyzowanej wizji regionu w świadomości ludzi. Duch Gór nadaje regionowi etykietkę, scala, jednocześnie staje się „worem”, do którego można wszystko wrzucić. Istnieje obawa, że jego istota się rozmyje. 
Sandra dodała, że historia Ducha Gór opowiada także o ludziach, którzy żyją w danym miejscu, o ich mentalności. Wcześniej Duch Gór był straszny i ludzie się go bali. Obawiali się zapuszczać na górskie ścieżki. Teraz łagodnieje, a ludzie zaczynają wkraczać w góry. Duch Gór hauptmannowski jest odzwierciedleniem epoki, w której żył pisarz, w formie jego przedstawienia w książce, można owego ducha epoki odnaleźć.
Kiedy o świcie słychać było tokowanie cietrzewia, a zwłaszcza jego charakterystyczne czuszykanie, to co mogli sobie pomyśleć Walończycy, gdy penetrując góry słyszeli takie dźwięki?





Po lewej pani Regina Chrześcijańska, szefowa Ad Rem i pisarka, pani Małgorzata Lutowska

Maria, druga żona Carla Hauptmanna
 Natomiast w Czechach Duch Gór jest pohadkowy (pohadka to forma literacka, opowieść ludowa, rodzaj bajki), mógłby stać obok Krecika. Ma też w sobie coś ze św. Franciszka. Jest dobrotliwy, bez pazura. Tak łagodnego nie spotkamy po naszej stronie Karkonoszy.

Czy my, Polacy, gospodarze tego miejsca, wypracowaliśmy już sobie własną koncepcję Ducha Gór? – zapytał Emil Mendyk.
Każdy, kto wyruszy w Karkonosze w pogodę inną niż ta z pocztówek, odkryje kolejne dna opowieści Carla Hauptmanna. 
To od nas zależy, którą twarz Ducha Gór zobaczymy - powiedział.
                                                            
Joanna M. Chmielewska (w środku, pierwszy rząd)
Sandra zapytała o technikę tłumaczenia.

Przemek Wiater jest zwolennikiem tłumaczenia
Pokój w muzeum
1:1, Emil Mendyk ma podejście zupełnie inne. Ponieważ Emil Mendyk dużo tłumaczy zawodowo wie, że nie da się przetłumaczyć żadnego tekstu dosłownie. W tłumaczeniu chodzi o przekazanie treści. Każdy język ma swoje kalki językowe, skojarzenia i bezpośredni przekład stałby się niezrozumiały. Efekt pracy obu tłumaczy zachowuje równowagę pomiędzy dosłownym przekładem, trzymaniem się wiernie tekstu źródłowego, a tłumaczeniem literackim. Tak czy inaczej, tłumacz staje się również twórcą dzieła.
Portret Carla Hauptmanna, niżej fotografia żony

Sandra - A jeśli przyjedzie tu ktoś z daleka i zechce się dowiedzieć czegoś więcej o tej ziemi? Co ma zrobić?


Emil Mendyk - . Żeby poznać smak wina, trzeba go skosztować. Żeby poznać Ducha Gór, trzeba się w te góry wybrać. Turysta to człowiek, który robi turę, wraca tam, skąd wyszedł. Aby doświadczyć Ducha Gór nie można założyć powrotu do miejsca, z którego się wyszło. To jest różnica pomiędzy turystą, a wędrowcem.

Głos z sali – pan Jerzy Klich, mieszkaniec Cieplic, pracuje w Obserwatorium Meteorologicznym na Śnieżce.
 – W żadnych górach, poza Karkonoszami, nie spotkałem archetypu Ducha Gór. Karkonoski Duch Gór jest fenomenem na skalę europejską. Żeby poznać kim jest, trzeba wyjść w góry niezależnie od pogody. Karkonosze nauczyły mnie spotykać go i zapewniam, że w każdych górach na świecie, spotykam tego samego Ducha.



Po lewej pan Jerzy Klich, po prawej pani Małgorzata Lutowska, pan Emil Mendyk w środku.




Sławomir Stankiewicz w rozmowie z Reginą Chrześcijańską
Głosy z sali - pan Sławomir Stankiewicz – przewodnik sudecki:
Czy język Carla Hauptmanna jest językiem barokowym?
Ile razy się pokłóciliście podczas tłumaczenia? Na przykład jak przełożyć na niemiecki taki fragment „Wesela”; „No, pan się narodowo bałamuci”?

Wiele legend, które znamy, są powtórką legend niemieckich, przywędrowały tu z ludźmi, ale Duch Gór i opowieści o nim, występują tylko tutaj.
Pierwszy Duch Gór kojarzył się Polakom z Niemcami, potem stał się socrealistyczny (nawiązanie do książki Naszej Księgarni wydanej wiele lat temu).

Po wojnie, w sierpniu 1945 roku Józef Sykulski napisał artykuł „Zły duch Karkonoszy” . To był znak czasów, zmian, które dokonywały się  po II wojnie światowej w Górach Izerskich i Karkonoszach.
Niemieckie cmentarze były przez przybyłych Polaków dewastowane, ale grób Carla Hauptamanna był w jakiś sposób nietykalny, jakby Duch Gór nad nim czuwał. W realiach lat ’50 XX wieku był mimo wszystko „chroniony”. Udomowienie Ducha Gór zaczęła dopiero gra liczbowa „Liczyrzepa”.
Obecnie Duch Gór, z jednej strony stał się kiczem, ale mamy też Ducha Gór Carla Hauptmanna.


Emil Mendyk - Nie przypominam sobie, żebyśmy się w ogóle kłócili :)

Tutaj występował jeden naród, Śnieżka była miejscem ważnym, o Polakach nie było mowy. Hauptmann pisał z tej perspektywy. Ostatni rozdział ma wątki patriotyczne, niemieckie, nie powinno nas to dziwić, bo Carl Hauptmann był niemieckim pisarzem, piszącym po niemiecku i był wyznania ewangelickiego.

Od lewej: Emil Mendyk, Przemek Wiater, w środku popiersie autora
Sandra -  czy książka odniosła w Niemczech sukces literacki? Przecież ten, kto pisze, chce zaczarować tego, kto będzie to czytał.


Przemek Wiater - Księga Ducha Gór miała jedno niemieckie wydanie w 1915 roku i wznowienie w 1996, co miało raczej odniesienia polityczne niż literackie [znalazłam niemieckie wydanie z 2011 roku oraz z lutego 2013]].  

Emil Mendyk - Carl Hauptmann żył i pracował w cieniu swojego wielkiego brata, stąd też mniejsza znajomość jego tekstów wśród ogółu. A pisał z ogromnym polotem. Można powiedzieć, że Gerhart pracował siekierą, a Carl, delikatnym dłutkiem, bawił się wręcz pisaniem opowieści, co można wyczytać z legendy o polskich muzykantach, którzy prowadzą niedźwiedzia na łańcuchu. 


okładka, zdjęcie z aukcji
Zapytałam o datę pierwszego wydania „Księgi Ducha Gór”, gdyż na stronie niemieckiej Wikipedii widnieje rok 1919, a w polskiej nie ma tego utworu wcale. Pokazano mi egzemplarz Rübezahlbuch w biblioteczce, z widoczną datą 1915 rok. Znalazłam taki sam na niemieckiej aukcji oraz w katalogu bibliotecznym University of Michigan

Na stronie Rübezahlbuch oryginalny tekst jest dostępny online.

To zdjęcie podarowałam Wikipedii
Rübezahlbuch, 1915, oryginał
Wprowadziłam zmiany na stronie polskiej i niemieckiej Wikipedii odnośnie daty pierwszego wydania, a także podarowałam Wikipedii zdjęcie książki.  

Oznacza to, że w tym roku Rübezahlbuch czyli Księga Ducha Gór świętuje 100 lecie.

Joanna M. Chmielewska i Emil Mendyk
Wśród gości spotkałam panią Joannę Marię Chmielewską, pisarkę, która od jakiegoś czasu mieszka w Szklarskiej Porębie. Chciałam wypytać, czy w nowej książce (ukaże się jesienią br) znajdą się jakieś wątki karkonoskie. Owszem, będą, ale szczegółów pani Joanna nie chciała zdradzić. 

Małgorzata Lutowska i Pani_Wu



Równie enigmatycznych odpowiedzi udzielała mi pani Małgorzata Lutowska, autorka "Powierzonego klucza", "Skarbów drzewa" i książki "Dla siebie znalezioną ścieżką".

Kiedy siedziałam wśród gości, słuchałam wypowiedzi tłumaczy oraz Sandry, notowałam skrupulatnie, aby Wam jak najwięcej przekazać, usłyszałam rozmowę dwóch osób:

Nie ma współczesnych opowieści o Duchu Gór, czyżby przestał działać?


Otóż nie panowie! Duch Gór pojawia się w obu księgach Drogi do Domu Przemka Żuchowskiego. A ostatnio odkryłam rzecz niesłychaną. Otóż w Księdze drugiej pojawia się jegomość, który nosi kolorowe, jedwabne kamizelki i deklamuje wiersze. Kto czytał mój wpis Księga Ducha Gór w nowej szacie domyśli się, kogo Przemek tak pięknie sportretował :) 

Rübenczal
Wieczór nie był wietrzny ani mroźny. Domu Hauptmannów pilnuje Duch Gór, dokładnie taki sam, jak setki lat temu. "(...) pierwsze jego przedstawienie, na mapie Śląska z 1561 roku, autorstwa Martina Helwiga, to dziwna, nierzeczywista postać, wędrująca po górach między Śnieżką (Risenberg), a Kowarami (Schmideberg). Podpis informuje, że jest to „Rübenczal”. Stwór o głowie orła z ogromnym jelenim porożem, trzymający w niedźwiedzich(?) łapach laskę lub kostur (symbol władzy), z ogonem lwa, skrzydłami na biodrach i kroczący na kozich(?) nogach. Podobnie przedstawiono go na mapie Simona Hüttla z 1580 roku, wykonanej po drugiej, czeskiej stronie Karkonoszy."[źródło]


Rübezahl strzeże Carla Hauptmanna
O naturze Ducha Gór, jego wielu twarzach, kulturowym fenomenie tej postaci oraz perypetiach podczas tłumaczenia książki, opowiedziała Wam w stulecie pierwszego wydania Rübezahlbuch Carla Hauptamanna - Pani_Wu

10/2015