niedziela, 12 lipca 2015

Amerykański lukier bogoojczyźniany

Z całym szacunkiem i współczuciem dla pani Canedy, książka jest mierna. Bardzo prosty język, niepotrzebny patos, gloryfikowanie stacjonowania wojsk amerykańskich w Iraku, idealizowanie męża, przykładna pobożność  - słowem lukier. W roli pamiętnika dla syna, książka na pewno się sprawdzi, ale jaki sens ma czytanie jej przez resztę świata? To zwyczajni ludzie i niepotrzebna wojna. Cała książka usiłuje udowodnić, że amerykański żołnierz jest kimś wyjątkowym i dokonał wybitnego czynu na froncie. 
Zapytajmy Irakijczyków co na ten temat sądzą.
Styl pisania typowo amerykański, same kalki językowe, ślizganie się po powierzchni emocji według schematu, przychodzi mi na myśl słowo "produkcyjniak". Pamiętacie "produkcyjniaki" z PRLu? Miały określony kręgosłup polityczny oraz moralny, obowiązkowy zestaw słów i zwrotów, czarno-białe postaci, zero głębi. 
Nie inaczej jest tutaj.


NOTA WYDAWCY

"Prawdziwa historia wielkiej miłości.
Bardzo osobista, przejmująca opowieść wybitnej dziennikarki i laureatki Nagrody Pulitzera.

Dana przeżyła tragedię: jej mąż, sierżant Charles King, zginął w Iraku. Osierocił malutkiego syna, dla którego pisał dziennik na wypadek, gdyby nie wrócił. W książce-liście do synka Dana połączyła ów dziennik z własnymi wspomnieniami o trudnym i szczęśliwym związku z jego ojcem na tle życia we współczesnej Ameryce.

Wzruszająca historia o miłości, wojnie, stracie i nadziei, którą jest mały Jordan. To dla niego Dana musi żyć... "

[Świat Książki, 2010]



Dziennik dla Jordana
Tłumaczenie Krzysztof Puławski
tytuł oryginału Journal for Jordan : a story of love and honor
data wydania 27 października 2010
ISBN 978-83-247-1653-1
liczba stron 272
65/2015

 

4 komentarze:

  1. Jednym słowem typowo amerykańska wizja ...oni to potrafią zadbać o właściwe według nich pokazanie swego narodu.
    Ta ich demokracja wciskana na siłę bokami innym narodom wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Bardziej niż o demokrację.

      Usuń
  2. Czytałam, ale jakoś nie zapadła mi w pamięć. Możliwe, że z podanych powodów. Nie jest to dobra książka. Ot, takie czytadło. Przeczytać i zapomnieć.

    Odnośnie propagandy. Dwa - trzy lata temu postanowiłam przeczytać "Timura...". Chyba ominęła mnie przyjemność czytanie tej książki jako lektury.
    Ale mnie mdliło gdy czytałam o "Chłopcu z czerwoną gwiazdą, czerwonoarmistach i śpiewającej im rozradowanej dziatwie".
    Mniej, niż 100 stron, a ledwo zdzierżyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałabym odwagi wrócić do "Timura i jego drużyny" :) Pamiętam, że przeczytałam tę książkę jako lekturę, ale bij-zabij nie pamiętam szczegółów. Domyślam się jednak, że odniosłabym takie samo wrażenie jak Ty. Wolę nie próbować. Nie wiem nawet, czy książka jeszcze gdzieś zajmuje miejsce w bibliotekach.

      Usuń