wtorek, 28 lipca 2015

Wakacje z Liebster Blog Award

Ejotek na swoim blogu nominowała mnie do kolejnej osłony Liebster Blog Award. Trwają wakacje, "sezon ogórkowy" sprzyja lekkim tematom, zatem.... czemu nie? :)
Oto moje odpowiedzi na pytania Ejotka!

1. Ulubiona okładka książkowa
Taka, na której nie zostają ślady palców :) 
Nie lubię okładek z najnowszej mody, lekko aksamitnych, na których zaraz widać ślady. Bardzo lubię okładki płócienne (trzeba zdjąć do czytania obwolutę). I bardzo lubię moją wielofunkcyjną, czerwono-czarną okładkę do czytnika :)

2. Czy Twój ulubiony autor kiedykolwiek rozczarował Cię jakąś książką?
Oczywiście, że tak! Wilbur Smith, którego książki wielbię, a cykl egipski szczególnie, napisał ciąg dalszy tegoż cyklu pt. "Zemsta Nilu". To jest według mnie całkowicie nieudana książka. Teraz kupiłam najnowszą "Ognisty bóg" [Desert god], należącą to tego samego cyklu (to już pięcioksiąg) i aż mam stracha... :)

3. Co sądzisz o ebookach?
Ebook to książka. Czytam na równych prawach z wydaniami papierowymi.

4. Najpierw książka, potem film - zgadzasz się? Dlaczego? Jak jest u Ciebie?
W życiu bywa z tym różnie, czasami właśnie film obejrzę pierwszy, a książkę przeczytam później. Myślę, że nie jest dobrze, aby obie te sprawy łączyć i czytać oraz oglądać w niedalekim od siebie czasie. Film posiada inne środki wyrazu niż książka i często zawodzi nasze oczekiwania. W odwrotnej kolejności - film zakłóca czytanie książki, pcha się ze swoimi obrazami i ogranicza wyobraźnię.
Poza tym film, o ile nie jest wierną adaptacją powieści, ulega twórczemu przekształceniu przez reżysera, przez co nabiera nowej jakości. Porównywanie filmu z książką, często szkodzi filmowi. Chyba, że mówimy o "Niebezpiecznych związkach" :)

 5. Gdzie najbardziej lubisz czytać?
W fotelu w moim pokoju i w łóżku przed snem :)

 6. Zdarza Ci się nie dokończyć książki? Dlaczego?
O tak! Ponieważ była dla mnie po prostu nudna i nieciekawa. Być może należała do książek ogólnie uważanych za wartościowe i takich, które koniecznie trzeba przeczytać, jakichś 100 książek, które powinnaś przeczytać zanim umrzesz,  ale jakoś nie mam w sobie aż tyle ...czego to ja nie mam? Poczucia obowiązku wobec konieczności przeczytania lektur obowiązkowych, snobizmu, owczego pędu? No, czegoś nie mam i jak mnie książka nudzi to jej nie czytam :)

7. Na bezludną wyspę możesz zabrać ze sobą tylko jedną książkę. Jaki byłby Twój wybór i dlaczego akurat ta?
Obszerny poradnik "Jak przetrwać na bezludnej wyspie". Z powodów praktycznych :)

 8. Masz jakiś ulubiony książkowy cytat?
 Czy ja wiem? I żaden i mnóstwo. I który wybrać?

 9. Podaj 5 książek, które zamierzasz przeczytać w wakacje.
Już mam wakacje i czytam z prędkością światła! :) 
W planach: "Tajemnica domu Helclów" Maryli Szymiczkowej (pseud.)
Kilka audiobooków Agathy Christie (wspaniale się słucha Agathy, a mam audiobooki w interpretacji Danuty Stenki). Są to: "Morderstwo w Orient Expresie", "Morderstwo w zaułku" i "A. B. C."
"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyny Kwiatkowskiej, ma się ukazać w sierpniu.

 10. Czy trafiłaś/trafiłeś kiedyś na pozycję, którą wszyscy polecali, a Tobie nie przypadła do gustu? Co to było?
 'Stokrotki w śniegu" Richarda Evansa i inne tego autora.


11. Co teraz czytasz?
Bohumil Hrabal "Pociągi pod specjalnym nadzorem". O tym, jak dyżurny ruchu Całusek przystawiał pieczątki na gołej pupeńce Zdeniczki Świętej :)

Dziękuję Ejotku za wyróżnienie!
 
Postanowiłam nikogo nie nominować. Zabawia trafiła do mnie po raz drugi. Myślę, że zabawie należy się odpoczynek od nas :)

72/2015

sobota, 25 lipca 2015

"Ostatnia wola - Joanna Szwechłowicz" czyli prawie robi wielką różnicę

Bajecznie bogata baronowa Wirydianna Korzycka wiekiem zbliża się do setki, mieszka w pałacu w Janowcu, niedaleko Zbąszynia i jest śmiertelnie chora. Jest 30 grudnia 1938 roku. Pociągiem relacji Poznań - Zbąszyń podążają do Janowca krewni, których listownie wezwała wiekowa ciotka. W niezwykłej korespondencji zapowiedziała, że.... w sylwestrowy wieczór odbierze sobie życie, a wyznaczony przez nią spadkobierca otrzyma majątek tylko wtedy, gdy stawi się na spotkanie. 
Po kolei na scenę wkraczają bohaterowie dramatu, poznajemy ich gdy jadą pociągiem, a potem samochodami wysłanymi na stację. Wieczorem, w pałacu miejsce ma spotkanie krewnych z ekscentryczną ciotką. W nocy popełnione zostaje morderstwo. Odcięci od świata goście muszą sobie poradzić z zaistniałą sytuacją.

Wydawca w notce zaznaczył, że powieść napisana jest "w duchu mistrzyni gatunku, Agathy Christie". Poniekąd tak, poniekąd nie.


1) Morderstwo zapowiedziane jest listownie, podobnie jak w powieści A. Christie "Morderstwo odbędzie się" (tam było ogłoszenie w gazecie). 

2) Akcja dzieje się w odciętej od świata przez śnieżycę posiadłości, bez prądu i telefonu, jak w "Pułapce na myszy" (podobieństw do "Pułapki..." jest więcej). Pomysł ten wykorzystała także Katarzyna Kwiatkowska w "Zbrodni w błękicie". 

Ale:

1) Nie było ani jednej charakternej, smakowitej postaci, jakie zwykła była kreować Agatha. Żadnej panny Marple, żadnego Herculesa Poirot. I chociaż w rolę detektywa wszedł brat zakonny Aleksander Herbst, jeden z krewnych, i bardzo starał się być podobny do Sherlocka Holmesa, to do końca pozostał bezbarwny i papierowy. 
Tu, duży ukłon robię w stronę pani Katarzyny Kwiatkowskiej, która wykreowała wspaniałą postać Jana Morawskiego, jego lokaja Mateusza, a w czasie pobytu gości, w podobnej sytuacji, czytelnika niezmiernie bawiła osoba Wacława ("Zbrodnia w błękicie").

2) Pani Joanna Szwechłowicz nie wniosła od siebie niczego nowego. Wzięła kilka pomysłów Królowej Kryminału, wymieszała, przeniosła do Wielkopolski tam, gdzie miejsce akcji umieszcza Katarzyna Kwiatkowska i tyle. A ileż odniesień do klasyki polskiej literatury ukryła między wierszami autorka "Zbrodni w błękicie"! To była wspaniała uczta duchowa. Pani Szwechłowicz nie ukryła niczego. 

3) Nigdy nie miałam problemu z odróżnieniem postaci w książkach Agathy Christie. W powieści "Ostatnia wola" Joanny Szwechłowicz nagminnie wracałam i czytałam fragmenty tekstu ponownie, bo nie wiedziałam, kto wypowiada daną kwestię, albo do kogo się zwraca. Osoba ta na przykład, raz była Urszulą, raz pisarką, raz kuzynką, albo nie było określenia, kim jest  wcale, a każda z postaci nie różniła się niemal niczym od drugiej. 

Zastanawiam się jaki jest sens słabego kopiowania książek Agathy Christie, skoro dostępne są oryginały, napisane przez Królową Kryminału? 
Przeczytać można, ale żebym polecała, to nie! Nie polecam!


Ostatnia wola
data wydania  2 czerwca 2015
ISBN  9788380690042
liczba stron  280

71/2015


POLACY NIE GĘSI III


KLUCZNIK

środa, 22 lipca 2015

"Kurort Amnezja - Anna Fryczkowska czyli o dobrodziejstwach amnezji


Nadbałtycki kurort w zimie jest tak samo ponury, jak nastrój Wandy, która do niego przyjechała. Nie inaczej czuje się Marianna, która pomaga w kuchni w pensjonacie. Obie kobiety mają własne tajemnice, z którymi chcą się uporać. Obie kobiety łączy mężczyzna, który zginął w wypadku samochodowym. 
Paweł Bazydło, mąż Wandy zginał w przeddzień Wigilii. Jechał z młodą kobietą, która przeżyła. Dopiero po pogrzebie męża Wanda dowiedziała się, że jej mąż miał romans. Z Marianną. Przyjechała do nadmorskiej miejscowości Brzegi, żeby rozliczyć się z przeszłością i z byłą kochanką męża. 
Natomiast Marianna cierpi na amnezję powypadkową. Nie pamięta Pawła, nie pamięta swojego poprzedniego życia, uczy się na nowo funkcjonować wśród ludzi.
Strona za stroną, razem z bohaterkami, odkrywamy mroczne tajemnice podwójnego życia Pawła i z przeszłości Marianny. 
Pod względem warsztatowym książka sprawia wrażenie kontynuacji "Kobiety bez twarzy". Narracja prowadzona jest przez dwie kobiety, dominują problemy w relacjach mężczyzna-kobieta, na jaw wychodzą brudne sekrety bohaterów, umiejętnie jest zbudowany posępny nastrój, a zakończenie całkowicie zaskakuje.

Anna Fryczkowska
Kurort Amnezja [Anna Fryczkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Kurort Amnezja
data wydania 13 listopada 2014
ISBN 9788379610617
liczba stron 424
70/2015






POLACY NIE GĘSI III





niedziela, 19 lipca 2015

"Kobieta bez twarzy" czyli bez twarzy nie można mówić

"Wsi spokojna, wsi wesoła" napisał Jan Kochanowski w pieśni chwalącej prostotę wiejskiego życia, a tak zwana literatura kobieca produkuje krzepiące powieści o korzyściach z przeprowadzki na wieś. Kto mieszkał na wsi ten wie, że nie zawsze jest sielsko, anielsko i różowo, a pod lukrowaną przykrywką bywa, że kryje się smród.
Jednak takiej wsi, do jakiej trafiła Hanna Cudny, trzeba by szukać długo. 
Przeprowadzka miała pomóc bohaterce pozbierać się po samobójczej śmierci męża. Wieś nie została wybrana przypadkowo, to było miejsce, gdzie Hanka, jako mała dziewczynka spędzała letnie wakacje. Niektórzy mieszkańcy jeszcze ją pamiętali, a ona pielęgnowała dobre wspomnienia. Zatrudniła się w szkole jako nauczycielka i zamieszkała z dziećmi w połowie domu, którą szkoła wynajęła od jednego z mieszkańców. To był stary, niezamieszkany już dom. 
I wtedy się zaczęło.
Córka znalazła w stawie zwłoki kobiety o zmasakrowanej twarzy. Śledztwa właściwie nie było, przecież nie zrobił tego nikt z tutejszych, sprawa zostanie na pewno umorzona z braku sprawcy, we wsi mieszkają sami swoi, porządni ludzie. Życie się toczy, do Hanny uderzają w konkury miejscowi kawalerowie, poznajemy sąsiedzkie zwyczaje, które są obce wychowanej w mieście Hannie. Ważne jest co ludzie mówią, żyje się na pokaz, a pod tą ogładą toczy się drugie życie, utrzymywane w tajemnicy, wystarczy po prostu o tym milczeć, aby uznać, że tego nie ma. 

Praca pochłania Hannę. Nagle obydwoje rodzice jednego z uczniów znikają, ale nikogo to we wsi nie dziwi. Ludzie, którzy zawsze i wszystko wiedzą o sąsiadach nabierają wody w usta i powtarzają zasłyszaną plotkę dotyczącą ich nieobecności. Jedynie Hanna nie zamierza pozostawić tej sprawy samej sobie, przecież to uczeń, dziecko, nieletni. Atmosfera zagęszcza się. Pojawiają się kolejne zwłoki. 

Całą historię opowiadają nam na przemian dwie osoby - Hanna Cudny oraz jej dziesięcioletnia córka, Michalina. Mieszka z nimi jeszcze Maks, nastoletni syn Hanny, a brat Michaliny, ale jako niemal mężczyzna, nie otrzymał prawa głosu. Świat widziany oczami dziecka jest inny od tego, który widzi jej matka, ale czy to oznacza, że dziewczynka widzi mniej?
Im bardziej Hanna stara się pomóc uczniowi, im bardziej chce rozwikłać sprawy, wobec których nie można być obojętnym, bo przecież każdemu jest bliski stan środowiska, tym głębiej grzęźnie. Już można nie tylko stracić twarz, ale i życie. 
Strona za stroną przestajemy ufać kolejnym mieszkańcom, podobnie jak Hanna i Michalina, razem z bohaterkami upominamy siebie, żeby nie popadać w paranoję, a wydarzenia gnają na złamanie karku. Nie można się oderwać od książki, zostawić bohaterów samym sobie, bo dzwoni budzik, bo czekają tak trywialne sprawy jak obiad czy praca, a jeśli już trzeba, to i tak głowa myśli: Co z Hanną? Co z Michaliną?
A o co naprawdę chodzi w tej historii, kto jest białym, a kto czarnym charakterem i dlaczego autorka oddała głos wyłącznie kobietom, dowiadujemy się dopiero na końcu.
Trudno zaklasyfikować tę książkę. Nie jest to klasyczny kryminał, raczej powieść psychologiczna, obyczajowa z wątkami kryminalnymi i z wątkami grozy. Książka o kobietach na wsi, które starają się zachować twarz przed ludźmi, o mężczyznach, którzy u kobiet nie widzą twarzy, ale coś zupełnie innego, a także o mężczyznach nie tylko "bez twarzy", ale i bez skrupułów.
Warto przeczytać!

Kobieta bez twarzy [Anna Fryczkowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Kobieta bez twarzy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka,
data wydania 16 czerwca 2011
ISBN 9788376487397
liczba stron 416
69/2015

POLACY NIE GĘSI III


KLUCZNIK


piątek, 17 lipca 2015

Białoruską ścieżką

"Poznać dzieje ojczyste to obowiązek każdego z nas. Bez przeszłości nie byłoby teraźniejszości, ale i przyszłości."[s.7] - napisała we wstępie pani Katarzyna Węglicka, wędrowniczka po Kresach, tropicielka polskich śladów na terenie Litwy, Białorusi i Ukrainy, gawędziarka, która zebrane opowieści umieszcza w swoich książkach. "Ziemie te w ciągu wieków dały Polsce, Europie i światu wielu wspaniałych ludzi." [s.8] - kontynuuje opowieść pani Katarzyna. "Kraj ten owiany jest legendą, czarem wspomnień i tradycji przechowywanych w domach rodaków pochodzących z tych stron."[s. 8]
Tom "Białoruskie ścieżki" prowadzi nas śladem króla Stefana Batorego do Grodna, Marca Chagalla do Witebska, bezdrożami i znanymi traktami. Zaglądamy do stolicy Polesia, do Pińska, do Wołczyna, gdzie urodził się król Stanisław Poniatowski i do Skoków, gdzie mieszkał Jan Ursyn Niemcewicz. Odwiedzamy miejsca, gdzie żyli wielcy i sławni, jak Eliza Orzeszkowa, a także ci mniej znani, ale nie mniej znaczący. Poznajemy gościnność miejscowych, którzy nigdy nie odmówili autorce poczęstunku czy noclegu. 
Książkę wzbogacają zdjęcia czarno-białe i kolorowe, mapki, cytaty z prozy i poezji powiązanych tematycznie z Kresami.

Trudno nazwać tę książkę przewodnikiem, reportażem czy pamiętnikiem. Jest wszystkim po trochu. Najbardziej pasuje mi określenie dziennik z podróży lub po prostu - gawęda kresowa. Choćby jak ta:

„Pewnego dnia wczesnym rankiem zajechaliśmy do Stolina nad Horyniem, aby zwiedzić to, co pozostało po dawnej radziwiłłowskiej ordynacji w Mankiewiczach. Nikt z nas wcześniej tutaj nie był, ale nasz kierowca Sasza doskonale wiedział, którędy dojechać. Zatrzymaliśmy się przed pozostałościami bramy parkowej. Przed niewielkim domkiem, który, jak się później dowiedzieliśmy, był dawną stróżówką, siedziało dwoje siwiuteńkich staruszków. Kiedy powoli wysiadaliśmy z autokaru, a jak wspomniałam, naszą grupę stanowili w większości ludzie starsi, związani z Kresami więzami rodzinnymi, babcia nagle poderwała się z rączością, o którą nikt z nas jej nie podejrzewał, i wrzasnęła gromko do męża:  
Grigorij, polskije pany wiernulis'!
I oboje padli na kolana, a my staliśmy osłupiali, nie mogąc wykrztusić słowa, aż w końcu, po dłuższej chwili, ktoś oprzytomniał, podbiegł do staruszków i pomógł im się podnieść. Okazało się, że byliśmy pierwszą tak liczną wycieczką , która przyjechała do Stolina, a oni myśleli, że to zawitali dawni właściciele z rodziną i znajomymi. W trakcie rozmowy dowiedzieliśmy się, ze pani Nastka była przed wojną pokojówką w pałacu i dobrze znała Radziwiłłów.”[s. 390-3091]

Zachęcam do podążania śladami Katarzyny Węglickiej po kraju, gdzie żyli nasi przodkowie, a który jest nam nieznany, cudowny i pełen tajemnic.



Katarzyna Węglicka
Rodem z Mławy, sercem kresowianka. Mieszka w Warszawie. Studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadzi lektoraty języków angielskiego i francuskiego. Współpracuje jako przewodnik i tłumacz z biurami podróży organizującymi wycieczki na dawne Kresy Rzeczypospolitej. Od wielu lat przemierza ziemie kresowe, dziś zapomniane i mało znane, w poszukiwaniu pamiątek przeszłości i pięknych krajobrazów, a zwłaszcza ciekawych ludzi kultywujących tradycje polskości. Urodę Kresów utrwala obiektywem aparatu fotograficznego i piórem. Zadebiutowała w 2004 r. książką pt.: "Opowieści kresowe. Litwa". W oficynie "Książka i wiedza" wydała bogato ilustrowane kolejne tomy gawęd - Kresowym szlakiem (2005) oraz Wędrówki kresowe (2006), które spotkały się z dużym zainteresowaniem czytelników. W przygotowaniu są kolejne części nowej trylogii o Kresach - poświęcone Ukrainie i Litwie. Tropienie dziejów kresowych stało się jej kolejną - oprócz nauki języków obcych - pasją, której poświęca każdą wolną chwilę. Autorka przestrzega, że pasja ta może się okazać zaraźliwa...[źródło opisu i zdjęcia]

 
Białoruskie ścieżki. Gawędy kresowe
data wydania 2008 (data przybliżona)
ISBN 8305134725
liczba stron 424
68/2015

środa, 15 lipca 2015

Droga do Domu - znowu w sprzedaży!



"Zniewalająca", "Poruszająca", "Chwyta za serce i nie odpuszcza", "Zaborcza w swoim uwodzeniu Czytelnika...". 

Tak właśnie mogłyby napisać o tej książce "The Guardian", "The New York Times" i inne rozpoznawalne na całym świecie pisma. 

Ale nie napisały. I pewnie nie napiszą. A powieść Droga do Domu. O prawdziwym skarbie Karknoszy i Gór Izerskich Przemka Żuchowskiego i tak będzie chwytać za serce i nie odpuszczać...
Bo Droga do Domu to opowieść, w której Karkonosze i Góry Izerskie ukazane są w niecodziennym, pełnym magii i zapomnianych historii wymiarze. Jej akcja toczy się w 1675 r. na terenie obecnej Szklarskiej Poręby oraz jej najbliższych okolic. Głównym bohaterem jest Walon – wychowanek owianych tajemnicą poszukiwaczy minerałów i kamieni szlachetnych, którzy pojawili się na tych terenach już w XII w. Na co dzień żyjący z dala od ludzkich siedzib za to w bliskim kontakcie z dziką, górską przyrodą, zostaje postawiony przez los przed koniecznością wyprawy po legendarny skarb Walończyków. Niezauważalnie owa wyprawa zmienia całe jego dotychczasowe życie, odkrywa właściwe pojmowanie pozostawi onych mu w spadku walońskich nauk, czyni go strażnikiem walońskiego skarbu.

Przemek Żuchowski

Jedynymi towarzyszami Walona w tej podróży są wilki, z którymi niezwykła przyjaźń rodzi nader poważne konsekwencje i w której jak w krzywym zwierciadle odbijają się relacje międzyludzkie. Oprócz Walona kimś, kto dostrzega mizerność tych ostatnich jest mały chłopiec, dla którego Walon staje się duchowym przewodnikiem.
Osnute magią i czarami przeżycia wprowadzają bohatera do świata tajemnic oraz legend, w których Karkonosze i Góry Izerskie są nie tylko przestrzenią zjawiskowo pięknej i fascynującej pomysłowością przyrody, ale i przestrzenią Ducha Gór, który jest... No właśnie.
Znakomite pióro Przemysława Żuchowskiego uchwyciło tę dziwną atmosferę Karkonoszy i Gór Izerskich, która od stuleci przyciąga na ich obszar poszukiwaczy skarbów, ludzi sztuki, nauki oraz turystów. Przyciąga, bo okazuje się, że gdziekolwiek by się tu nie rozejrzeć, tam zawsze natrafi się na baśń, czar, tajemnicę. Jeśli ktoś jej zakosztował, głodny jest jej dalszego odkrywania, dla tego, komu jeszcze jest obca, ta książka uczyni z niej wspaniałą przygodę. [nota wydawcy]


Moja recenzja pierwszego wydania książki 
jest najczęściej czytaną opinią na tym blogu.


Autor na FACEBOOKU


Strona książki na FACEBOOKU - Droga do Domu - Przemysław Żuchowski.


Książka wydana jest jako forma papierowa oraz ebook



Droga do Domu
data wydania 2015 (data przybliżona)
ISBN 9788362708543
liczba stron 294
67/2015


wtorek, 14 lipca 2015

Frank McCourt, chłopak z Limerick



Frank McCourt urodził się w 1930 roku, gdy kryzys ogarnął Stany Zjednoczone. Wcześniej, za tzw. „chlebem”, do Stanów wyemigrowali z Irlandii jego rodzice. W ojczyźnie właśnie skończyła się wojna domowa i państwo po ośmiuset latach uwolniło się od angielskiej dominacji. Zanim Irlandia stała się Zieloną Wyspą o fenomenalnie szybkim wzroście gospodarczym, musiała uporać się z kryzysem, który po wojnie ogarnął kraj.
Tak jak wszędzie, istnieją ludzie bardziej i mniej zaradni. Małemu Frankowi McCourtowi trafili się wyjątkowo nieporadni życiowo rodzice. Dzisiaj określono by ten fakt krótko: rodzina patologiczna z problemem alkoholowym, niewydolna wychowawczo matka, przemoc i brak opieki nad dziećmi. To wystarczyłoby aż nadto, aby rodzinie odebrać dzieci i umieścić domu dziecka. W latach trzydziestych XX wieku obowiązywały inne standardy i dzieci zabierała śmierć z głodu oraz zaniedbania. Z siedmiorga dzieci McCourtów przeżyło tylko czterech chłopców. Trzem swoim braciom, którzy przeżyli autor zadedykował tę książkę.
Powrót z Ameryki pogorszył jeszcze sytuację materialną rodziny. Rodzina ojca w Ulsterze nie przyjęła ich i skierowali się rodzinnego miasta matki autora, do Limerick. Kwintesencję sytuacji w jakiej znalazła się rodzina oddaje wypowiedź autora: „Kiedy myślę o swoim dzieciństwie, zastanawia mnie, jak udało mi się przeżyć. Było to, naturalnie, żałosne dzieciństwo, bo nad szczęśliwym dzieciństwem w ogóle nie warto się zastanawiać. Gorsze od normalnego żałosnego dzieciństwa jest żałosne irlandzkie dzieciństwo, a jeszcze gorsze — żałosne irlandzkie dzieciństwo katolickie.
Frank McCourt
Ludzie zawsze chełpią się i biadolą z powodu nieszczęść wczesnych lat swojej egzystencji, ale nic nie może dorównać irlandzkiej wersji tego fenomenu, na który składają się: bieda, niezaradny, złotousty ojciec alkoholik; nabożna, przegrana matka jęcząca przy kominku; napuszeni księża; surowi nauczyciele i Anglicy ze wszystkimi okropnościami, jakie nam wyrządzili przed osiem długich stuleci.
A nade wszystkim nieustająca wilgoć.”[s. 9]

Jak zatem czytelnik ma przebrnąć przez tę książkę? Tak samo, jak Frank McCourt przebrnął przez swoje dzieciństwo. Z poczuciem humoru i niegasnącą nadzieją na lepszą przyszłość.
Genialnym zabiegiem, aby opowiedzieć tę historię i nie popaść w sentymentalizm było oddanie głosu małemu Frankowi. Widzimy świat oczami najpierw kilkuletniego, a potem kilkunastoletniego chłopaka. Przyjmujemy otoczenie tak, jak widzi je dziecko. A ono nie ocenia i nie porównuje, przyjmuje to, co go otacza jako jedynie słuszną rzeczywistość. Zauważamy, jak mało dziecko rozumie, albo rozumie pewne sprawy opatrznie, towarzyszymy chłopcu, gdy dojrzewa i staje się mężczyzną, potyka się i podnosi, pielęgnuje w sobie marzenie i dąży do jego realizacji. Frank porzucił szkołę, poszedł do pracy, odłożył pieniądze na bilet. Tom pierwszy trylogii kończy się w chwili, gdy dziewiętnastoletni autor przybija na statku do brzegu Stanów Zjednoczonych.

Frank
Książka porusza jeszcze jedną sprawę, która jak się okazało, wywołała medialną burzę. Otóż znani z patriotyzmu i zakochani w swojej ojczyźnie Irlandczycy nie mogli darować McCourtowi obrazu Limericku, jaki pokazał w książce. Poza biedą, mamy tam mnóstwo uprzedzeń wobec „jankesów”, czyli dzieci urodzonych w Stanach (autor i jego bracia), wiele umysłowej ciasnoty miejscowych ludzi, braku tolerancji, choćby wobec męża Angeli, ponieważ pochodzi z północy kraju (z Ulsteru) a to oznacza, że ma „dziwne maniery”. Autor nie zostawia także suchej nitki na instytucjach kościelnych. O krytyce książki oraz nakręconego na jej podstawie filmu „Angela’s Ashes, ze strony mieszkańców Limericku, a szczególnie dawnych, szkolnych kolegów autora, niszczeniu czy wzywaniu do spalenia jego książek, okrzykach, że autor pokalał Irlandię i własną matkę, napisał w artykule „Irlandia odbrązowiona Strugi deszczu, kubły pomyj „Tadeusz Jagodziński http://www2.tygodnik.com.pl/unia/irlandia/jagodzinski.php

Frank McCourt
A ja po raz nie wiem już który, gdy stykam się z kulturą i mentalnością Irlandczyków widzę, że my Polacy, mamy wiele wspólnego z tymi krnąbrnymi Celtami, od walki o niepodległość począwszy, na pyrach w menu i skłonności do alkoholu skończywszy, poprzez silną wiarę katolicką po drodze. 
A co nas nie złamie, to nas wzmocni! 
Polecam gorąco!

Prochy Angeli [Frank McCourt]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Film "Prochy Angeli"


Prochy Angeli
Frank McCourt
Wydawnictwo: Albatros
tytuł oryginału Angela's Ashes
data wydania 2007 (data przybliżona)
ISBN 9788373595071
liczba stron 464
Nota wydawcy:
Uhonorowane w 1997 roku Nagrodą Pulitzera wspomnienie urodzonego na nowojorskim Brooklynie syna irlandzkich imigrantów, które przyniosło mu sławę i uznanie. Na podstawie tej przepełnionej radością życia książki powstał w 1999 roku słynny film Alana Parkera.
Lata 30, czasy Wielkiego Kryzysu. Uciekając przed nędzą i brakiem pracy, rodzina McCourtów powraca z Ameryki do Limerick w Irlandii, by w miejscowych slumsach prowadzić walkę o przetrwanie. Taki jest punkt wyjścia fascynującej autobiograficznej historii młodego chłopca Franka i jego rodziny - matki Angeli, ojca Malachy'ego, trójki braci i siostry - historii o godności, sile marzeń oraz zbawczej mocy śmiechu. Cierpiących głód, nędzę i upodlenie - nie dość, że biednych, to jeszcze "innych", pomimo swego irlandzkiego pochodzenia postrzeganych przez sąsiadów jako rodzina amerykańskich gangsterów. Matka nie ma dość siły, by pracować, ani pieniędzy, żeby wyżywić dzieci. Ojciec nad pracę przedkłada alkohol i ucieczkę od rzeczywistości, zaś kilkunastoletni Frank musi porzucić szkołę, aby zapewnić byt swoim bliskim. Tym, co wśród wąskich kamienic, brudu i rynsztoków pozwala im zachować godność i pogodę ducha, są opowieści przekazywane z ust do ust - zarówno o dziejach Irlandii, jak i o własnej rodzinie.

Pierwsze wyd. polskie ukazało się pod tytułem "Popiół i żar"

66/2015 


 

niedziela, 12 lipca 2015

Amerykański lukier bogoojczyźniany

Z całym szacunkiem i współczuciem dla pani Canedy, książka jest mierna. Bardzo prosty język, niepotrzebny patos, gloryfikowanie stacjonowania wojsk amerykańskich w Iraku, idealizowanie męża, przykładna pobożność  - słowem lukier. W roli pamiętnika dla syna, książka na pewno się sprawdzi, ale jaki sens ma czytanie jej przez resztę świata? To zwyczajni ludzie i niepotrzebna wojna. Cała książka usiłuje udowodnić, że amerykański żołnierz jest kimś wyjątkowym i dokonał wybitnego czynu na froncie. 
Zapytajmy Irakijczyków co na ten temat sądzą.
Styl pisania typowo amerykański, same kalki językowe, ślizganie się po powierzchni emocji według schematu, przychodzi mi na myśl słowo "produkcyjniak". Pamiętacie "produkcyjniaki" z PRLu? Miały określony kręgosłup polityczny oraz moralny, obowiązkowy zestaw słów i zwrotów, czarno-białe postaci, zero głębi. 
Nie inaczej jest tutaj.


NOTA WYDAWCY

"Prawdziwa historia wielkiej miłości.
Bardzo osobista, przejmująca opowieść wybitnej dziennikarki i laureatki Nagrody Pulitzera.

Dana przeżyła tragedię: jej mąż, sierżant Charles King, zginął w Iraku. Osierocił malutkiego syna, dla którego pisał dziennik na wypadek, gdyby nie wrócił. W książce-liście do synka Dana połączyła ów dziennik z własnymi wspomnieniami o trudnym i szczęśliwym związku z jego ojcem na tle życia we współczesnej Ameryce.

Wzruszająca historia o miłości, wojnie, stracie i nadziei, którą jest mały Jordan. To dla niego Dana musi żyć... "

[Świat Książki, 2010]



Dziennik dla Jordana
Tłumaczenie Krzysztof Puławski
tytuł oryginału Journal for Jordan : a story of love and honor
data wydania 27 października 2010
ISBN 978-83-247-1653-1
liczba stron 272
65/2015

 

sobota, 11 lipca 2015

Prowincja pełna czarów

Mówisz czasem, że w Twoim życiu nie dzieje się nic szczególnego? Mylisz się. Życie przepełnione jest codziennymi czarami - magią codzienności.
Przekona się o tym bohaterka Prowincji pełnej czarów. Bez dalekich podróży, wyjazdów i wielkich wydarzeń jej życie dostarczy wielu niespodzianek. Bo ciekawe historie drzemią nieodkryte tuż za miedzą.


Na tle mazurskiego krajobrazu rozgrywają się dalsze losy Ludmiły, jej córeczki Zosi i pozostałych członków ich patchworkowej rodziny. We wsi pod Mrągowem pojawia się tajemnicza kobieta. Sąsiedzi zaczynają szeptać o tajemnicach z przeszłości. Ludmiła natomiast dostrzega, że kobieta za każdym razem wygląda inaczej, jakby jej wygląd zmieniał się w zależności od sytuacji.
W opowiadaną przez Autorkę opowieść wplatają się historie dwóch kobiet-legend z historii Prus wschodnich. Obie nosiły imię Barbara; jedna była dzieciobójczynią, druga oszalała po porzuceniu jej przez kochanka.
Czy obie Barbary mają coś wspólnego z tajemniczą kobietą spod Mrągowa?
Ludmiła pracuje nad kolejną powieścią, ale wplątuje się w pewną tajemniczą historię. Pytanie tylko czy to wplątanie jest całkiem przypadkowe. Wszystko wydaje się wskazywać, że nie, jakby historia zaplatała się zgodnie z ułożonym wcześniej planem. Jakby ktoś pochylał się nad Prowincją i szeptał swoje czary… 


Iglica mała (Nehalennia speciosa) – euroazjatycki gatunek ważki
 To dla tej ważki Wojtek postanowił wyruszyć na Syberię. Ach, ci naukowcy!


Prowincja pełna czarów [Katarzyna Enerlich]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Poznajemy także mazurskie wierzenia:

Kłobuk
Według podań kłobuk (bądź kobold) to demon, który dba o dobytek i ognisko domowe. Choć brzmi to makabrycznie, utożsamiany jest z duszą martwego płodu. Jak wygląda kłobuk? Zgodnie z tradycją kłobuk może przybierać postać kota, zmokłej kury (lub innego drobiu), czy nawet człowieka. Kłobuka można było sprowadzić do domu na kilka sposobów. Jeden z nich to przygarnięcie do domu kurczaka. Można też skusić demona przygotowując mu jedzenie. Bardziej dramatyczny sposób to zakopanie płodu przed domem i odczekanie kilku miesięcy. Prawdopodobnie niegdyś słowo “kłobuk” oznaczało tyle co “kogut”. Być może dlatego warmińsko-mazurski diabełek lubi przyjmować postać różnych przedstawicieli drobiu. Kłobuk to życzliwy demon. Jednak potrafi też być psotliwy. Czasem chowa dzieciom zabawki. Zdarza mu się także przesolić zupę, żeby utrzeć nosa gospodyni. Jednak jeśli któryś z domowników zgubi drogę do domu, kłobuk na pewno pomoże ją odnaleźć.[źródło]


Prowincja pełna czarów
Wydawnictwo: Wydawnictwo MG
data wydania 15 stycznia 2014
ISBN 9788377791721
liczba stron 352
64/2015

Wyzwanie czytelnicze "Okładkowe Love" 2015

 

POLACY NIE GĘSI III

środa, 8 lipca 2015

Jeśli umiesz liczyć, licz na siebie - czyli "Kto, jak nie ja?"

Chyba każdy zna obiegowe stwierdzenia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu i jeśli umiesz liczyć - licz na siebie. Bywają trudne, życiowe sytuacje, w których jakość rodzinnych więzów ma szansę się sprawdzić, bądź nie. 
Najtrudniejszym sprawdzianem jest nagłe osierocenie małego dziecka. 
Czy bliscy staną na wysokości zadania i zaopiekują się wnukiem, siostrzeńcem etc? 
Taka właśnie sytuacja ma miejsce w książce Katarzyny Kołczewskiej "Kto, jak nie ja?". Nie, nie jest to temat  nowy, poruszała go Hanka Lemańska w "Chichocie losu" i Joanna M. Chmielewska w "Poduszce w różowe słonie". Z tych trzech pozycji, książka Kołczewskiej wywarła na mnie największe wrażenie. 
Dwie siostry nie rozmawiają ze sobą od lat. To Anna, samotna lekarka i alkoholiczka oraz Magda, matka Gosi i Igora, babcia Oli. Kiedy w wypadku giną rodzice Oli, a Magda zapada na poważne komplikacje zdrowotne jedyną osobą, która może zaopiekować się dzieckiem jest ciotka Anna.  
Ale czy to na pewno odpowiednia osoba? I czy wywiąże się ze swojej roli, choćby do czasu, aż Magda wyzdrowieje?
Anna nie miała dzieci, bo nie chciała, a teraz jeszcze nie bardzo nadaje się na opiekunkę z racji choroby alkoholowej. Cóż jednak ma zrobić, skoro Magda chwilowo sama wymaga pomocy?
Annę poznajemy jako szorstką, egoistyczną kobietę, dla której liczy się tylko kariera, pieniądze i własna wygoda. Sprawy nie poprawia fakt, że siostry nie rozmawiają ze sobą od dziesięciu lat. Śledzimy losy trzyletniej Oli oraz Anny i powolutku odsłaniamy kulisy rodzinnego dramatu, który spowodował rodzinny rozłam. Razem z Anną brniemy przez zawiłości systemu prawnego, który decyduje o sytuacji dziecka, o czym wymienione przeze mnie wcześniej pisarki wspomniały tylko mimochodem, na marginesie. Tymczasem nie jest to bułka z masłem raz - dlatego, że istotny jest interes małoletniego obywatela, a dwa - machina urzędnicza posiada wyjątkowo dużą bezwładność. 
Kiedy poznajemy poszczególnych członków rodziny oraz trudną codzienność, z jaką musi się zmierzyć Anna, musimy zweryfikować swoje opinie na temat bohaterów dramatu. Ale czy oznacza to, że czarny charakter okaże się bohaterem bez skazy, a dotychczasowy wzór diabłem wcielonym? Absolutnie nie! Katarzyna Kołczewska serwuje nam wszelkie odcienie szarości, ciągnącą się jak cień przeszłość, demony, które żyją w głowie każdego z nas i prawdziwe pobudki, które stoją za ludzkimi decyzjami. 

To jest bardzo interesująco napisana opowieść o dorastaniu do odpowiedzialności za drugą osobę, o przezwyciężaniu swoich słabości, o walce z demonami z przeszłości oraz dojrzewaniu do prawdziwej miłości. A także o tym, że trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, bo nie jest prawdą, że jeszcze jest na to czas. Bardzo szybko może się okazać, że jest na jakiekolwiek wyjaśnienia zbyt późno. 
To książka, która stawia ważne pytania i stara się znaleźć na nie odpowiedź, ale nie podsuwa gotowych recept.
Wydawca napisał na okładce: "Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym". Miał rację.

Kto, jak nie ja ? [Katarzyna Kołczewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Kto, jak nie ja?
data wydania 17 września 2013
ISBN 9788378396109
liczba stron 480
63/2015

POLACY NIE GĘSI III



 

 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Nie zadzieraj z Molly Murphy!

Molly Murphy, imigrantka z Irlandii, ma rude włosy i charakterek, dzięki któremu co rusz pakuje się w kłopoty. Mieszka w Nowym Jorku, z trudem wiąże koniec z końcem i usiłuje zostać detektywem. Nie słucha nikogo, kto stara się jej wytłumaczyć, że nie jest to zajęcie dla kobiet.
Podczas upalnego lata na przełomie XIX i XX wieku, Molly zostaje zaangażowana przez kapitana nowojorskiej policji Daniela Sullivana do wyjaśnienia sprawy sióstr Sorensen. Otóż pod koniec dziewiętnastego wieku w Europie oraz Ameryce Północnej bardzo popularny był ruch spirytualistyczny. Ludzie chętnie uczestniczyli w seansach, gdzie mieli możliwość „rozmawiać” ze swoimi zmarłymi krewnymi. Policja podejrzewając mistyfikację postanawia przyłapać oszustki, panny Elly i Emily Sorensen, na gorącym uczynku. W tym celu potrzebna jest osoba nieznana w towarzyskich kręgach amerykańskich polityków, która udając irlandzką kuzynkę senatora Flynna, odkryje prawdę.
Akurat słynne spirytualistki goszczą w posiadłości senatora, nad rzeką Hudson. Rodzina, kilka lat wcześniej przeżyła tragedię, gdyż porwano syna senatora Flynna dla okupu. Sprawcę zastrzelono, ale dziecka nigdy nie odnaleziono. Molly jednak nie wolno zajmować się starą, zamkniętą sprawą, jej celem jest ujawnienie oszustwa sióstr.
Jak prosta dziewczyna z Irlandii poradzi sobie w tak zwanym „dobrym towarzystwie”? 
Czy wykona powierzone jej zadanie?

Rezolutna Molly natychmiast zyskuje sympatię większości mieszkańców Adare i zaczyna wtykać nos we wszystko, co się tam dzieje. Razem z bohaterką poznajemy tajemnice i sekrety mieszkańców oraz ich sąsiadów, nie zawsze czyste intencje i wzajemne powiązania. Uczestniczymy w seansach spirytystycznych, podczas których przemawiają zmarli, pojawiają się duchy oraz ektoplazma. Współczujemy Molly, gdy musi ściskać się gorsetem, co powoduje, że pierwszy raz w życiu zemdlała i nie może porządnie się najeść, ale dzięki sprytowi, wychodzi cało z wielu sytuacji.

Powieść napisana jest lekko i z wdziękiem, nie brakuje w niej elementów humorystycznych, jak choćby refleksja Molly na zachowanie się towarzystwa, które dowiedziało się o czyjejś śmierci: „Nikt się nie przeżegnał, co mogło oznaczać, że w grupie byli sami protestanci. Nikt nie płakał i nie lamentował, więc uznałam, że wśród zgromadzonych nie ma żadnych Irlandczyków.”[1]

„Pieniądze to nie wszystko” to czwarty tom z cyklu „Molly Murphy”, w którym nieustraszona i przebojowa Irlandka, usiłuje żyć po swojemu, stając nieświadomie po stronie sufrażystek. Jest to sprawnie napisany kryminał retro, który przyniósł sławę autorce, a dla czytelnika doskonała, wciągająca lektura.

Polecam z prawdziwą przyjemnością! 


----
[1] „Pieniądze to nie wszystko”, Bowen Rhys, tłumaczenie Orłoś-Supeł Joanna, Oficyna Literacka Nor sur Blanc 2015, s. 392


Quin-Harkin Janet (pseud. Bowen Rhys)
Rhys Bowen, właściwie Janet Quin-Harkin urodziła się w 1941 roku w Bath w Anglii, a obecnie mieszka w San Francisco. Zanim w latach dziewięćdziesiątych rozpoczęła przygodę pisarską, pracowała dla BBC i Australian TV. Dała się poznać serią powieści o przygodach konstabla Evana Evansa, ale dopiero cykl o śledztwach Molly Murphy ugruntował jej pozycję jako mistrzyni kryminału w stylu retro.[źródło]







Pieniądze to nie wszystko
Rhys Bowen
Cykl:
Molly Murphy (tom 4)
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Tłumaczenie  Joanna Orłoś-Supeł
tytuł oryginału In Like Flynn
data wydania 11 czerwca 2015
ISBN  9788373925410
liczba stron 456
62/2015
http://www.noir.pl/
Oficyna Literacka Noir sur Blanc


środa, 1 lipca 2015

Nie czekaj na przygodę!

Chodź, zabiorę Cię na wycieczkę, która mnie samego, skrzata karkonoskiego zadziwia zawsze, ilekroć ją odbywam. No bo wyobrażasz sobie, żeby nigdy już nie usłyszeć, że jak będziesz dorosły, to zmądrzejesz albo, że skoro jesteś dzieckiem, to niewiele rozumiesz? No właśnie... Albo czy wyobrażasz sobie widok tak piękny, że pewien Duch, gdy pierwszy raz go ujrzał, tak pokochał widoczne stamtąd góry, że postanowił zostać właśnie ich, wyłącznie ich Duchem? No a czy mieści Ci się w głowie, że nagle możesz przemienić się w herosa i ciężarem własnego ciała wprawić w ruch potężny głaz? Teraz uważaj, powiem Ci to bardzo cichutko, na ucho, bo to wielka tajemnica... To wszystko możliwe jest naprawdę! - czytamy we wstępie do pierwszego, 16 kartkowego zeszytu Szklarska Poręba.

Czym jest zeszyt wycieczkowy?

Już na te wakacje Ad Rem rusza z wydawaniem zeszytów wycieczkowych, bo edukacja regionalna to jeden z priorytetów Wydawnictwa Ad Rem.


I to nie jeden zeszyt! 
A w nim lekcje - nie w szkole, 
zeszyt - nie na stole, 
ale w lesie, przy wodospadzie, 
na skałce, parkowej ławeczce..., 

wszędzie tam, gdzie na dzieci czeka przygoda doświadczania, przeżywania i odkrywania Karkonoszy oraz ich okolic. 
W dodatku przygoda, która kończy się wspaniałą nagrodą!


Szesnastokartkowe zeszyty są jak nić Ariadny – poprzez zabawy z mapą, atrakcyjnie podane ciekawostki historyczne - 1 i przyrodnicze - 2, kolorowanki - 3 i krzyżówki - 4, zadania - 5, które trzeba wykonać w terenie – wiodą specjalnie wybranymi dla dzieci ścieżkami (podane informacje praktyczne) do kłębka, którym jest rzeczowa wiedza o naszym regionie.  

Ale to nie jedyne ich zadanie!

Zeszyty pozwolą dzieciom uwierzyć we własne siły, doświadczyć tego, o czym się dowiadują, zaangażować się w naukę, której nawet nie podejrzewają, że nią jest!

Mogą być traktowane jak przewodnik, zeszyt ćwiczeń i notatnik jednocześnie, można w nich pisać i po nich rysować, umieszczać w nich zdjęcia i wklejać tam kwiaty. Można, nadając im przez to pożądany, indywidualny charakter.

Na każdego autora wolnej treści zeszytów, który prześle swoje dzieło do Wydawnictwa Ad Rem czekają wspaniałe nagrody. Po sprawdzeniu, zeszyt oczywiście zostanie odesłany, bo kto by nie chciał zachować z wycieczki tak wyjątkowej pamiątki?
Pierwsze zeszyty, dwa kuszące przygodą w Karpaczu, dwa wiodące ścieżkami Szklarskiej Poręby i dwa odkrywające tajemnice Jeleniej Góry - w sprzedaży jeszcze przed wakacjami. 

 
Nie czekaj na przygodę, sama do Ciebie nie przyjdzie! A dzieci na wakacjach nie lubią się nudzić:)

Uważaj! Bo każdy Twój krok przybliża Cię do NAGRODY
Dostajesz plan sytuacji, zestaw zadań i... w drogę! 
Witaj przygodo! 
Czegóż trzeba więcej, by wakacje były udane? 
W zabieganym świecie trudno zaplanować i zorganizować wyprawę
 – dlatego powstał ZESZYT WYCIECZKOWY

61/2015