niedziela, 24 maja 2015

Wszystkie uroki świata



"Z otwieranych drzwi cukierni zawsze tak pięknie pachniało. Wówczas w tych sklepach pachniało znacznie bardziej niż dzisiaj. Docierały tam wonie z pracowni cukierniczej z piecem, a taka znajdowała się przy każdym kramie. sama wiesz, jakie zapachy się rozchodzą, kiedy mamusia piecze dla was ciasto biszkoptowe. ale tam tych zapachów było znacznie więcej. Był to zapach masła i tartej czekolady, zapach posypanej cukrem wanilii i innych cukrowniczych przypraw. Prażone migdały i orzeszki... Skórka cytrynowa tarta i smażona w syropie. I pistacje. Truskawki i morele w syropie, konfitura z porzeczki, dżem malinowy i inne owoce. Każdy klient wchodził do sklepu, jego nos wchłaniał zapachy i chrapki drżały mu z rozkoszy. 
- Co to są chrapki? - spytała wnuczka, a ja pociągnąłem ją delikatnie za nosek.
- Teraz już nie jestem łasuchem, co to, to nie - ciągnąłem swoją opowieść - ale do dziś jeszcze dobrze pamiętam wszystkie te przysmaki, które przeważnie pochłanialiśmy tylko oczyma. Do dziś także bardzo lubię tort orzechowy. Ale musi być dobry. I bardzo wysoki. Przynajmniej pięć warstw orzechowego nadzienia. A zresztą w cieście biszkoptowym muszą być również mielone orzechy. A na samej górze, na bielutkiej polewie, powinien tkwić wciśnięty kokieteryjnie prażony orzeszek.
Szkoda, że muszę przestrzegać diety i nie wolno mi jeść nic słodkiego.



Chętnie zajadałem się niezwykłymi indiankami. Sądzę, że dziś już ich nawet nie wyrabiają. Była to niewielka półkula z biszkoptowego ciasta otoczona czekoladową polewą. W środku znajdowała się bita śmietana. Sprzedawano je w miseczce z papieru z koronkową bibułkową kryzą, zupełnie tak samo jak podobne do nich kartofelki z marcepanu, wypełnione kremem. Od dawna już ich nie widziałem. Wówczas, oczywiście, smakowało mi wszystko. Najbardziej lubiłem migdałowe rożki, które na języku rozpływały się w sam smak i zapach. Albo bezy, ciastka z ubitego białka. Były ogromne i kosztowały tylko dwa grajcary. I ich dziś nie robią.

A torty! Ileż ich było! Mnóstwo. Więcej niż dzisiaj. Gdzieżbym tam mógł spamiętać wszystkie. Wiesz, co to takiego grylaż? To masa z roztartego cukru z palonymi orzechami i migdałami. Ozdabiało się tym niektóre ciastka tortowe i było to strasznie smaczne!
Tort Malakoff to warstwy biszkoptowego ciasta przekładanego masą migdałową. Jeśli dobrze pamiętam, jadłem go tylko jeden jedyny raz. Najwspanialszym z tortów był tort marmurowy z warstw różnokolorowego ciasta biszkoptowego zwilżonego kilku rodzajami likierów, najdumniejszym zaś tort Sachera. Z ciemnobrązowego ciasta kakaowego, przykryty częściowo bitą śmietanką. To połączenie bieli z ciemnym brązem sprawiało bardzo piękne wrażenie. 


Twoja babusia, gdy była młoda, a także gdy była stara, chętnie kupowała koszyczki z kruchego ciasta wypełnione kandyzowanymi owocami zalanymi agarową galaretką. Na górze zaś, pośrodku, znajdował się nieodmiennie czarny orzech, który - jeszcze niedojrzały - wraz z łupiną smażono w syropie. On był z tego wszystkiego najlepszy. Miał gorzkosłodki smak!

Bardzo smaczne były ongiś żółtkowe wianuszki z parzonego ciasta. Już sam ich widok sprawiał przyjemność: żółto-różowe z białą polewą - aż się serce radowało! Tak samo nie widywane już dziś trzpiotki. Gdzie indziej nazywano je chorągiewkami. Wyrabiano je także z podobnie parzonego ciasta, ale wypełniano lukę bitą śmietanką, którą tak lubisz. 

Jednakże wówczas cukiernie nie były tak zatłoczone jak dzisiaj. Skądże znowu! Było ich wprawdzie znacznie więcej, ale przeważnie nie dorównywały dzisiejszym wielkością. We wspomnieniach wydają mi się wspanialsze i odświętniejsze. Pewnie także dlatego, że tak rzadko, w wyjątkowych sytuacjach, mogłem nacisnąć klamkę ich drzwi. Na moje albo mamusi urodziny. Mały śnieżnobiały pakuneczek trzymałem nabożnie w rękach. 


Cukiernik przy naszej ulicy miało ponoć najlepszy 
towar. Przynajmniej tak mówili ludzie. Potrafiłem całymi godzinami wpatrywać się w jego wystawę. Niektóre - droższe - gatunki tortów opatrywał napisami: Sachera, Malaoff, Pischinger. Były to torty, które piekł według receptury wiedeńskich cukierników. Lubiłem tam chodzić. Również dlatego, że za ladą stała często jego miła i piękna żona. I ona była cała odświętna, czyściutka, łaskawie miła i uśmiech nie schodził jej z ust. I jej ręka ze srebrną łopatka chętnie oddzielała tort porcja za porcją z pełnych pater. Wydawało mi się, że jest jakby cała przesycona wszystkimi tymi pachnącymi słodkościami, które miała przed sobą.

Zapomniałem jednak o jeszcze dwóch tortach: oba były złociste, a kiedy człowiek na nie patrzył, ślinka nabiegała mu do ust. Pierwszy z nich to tort z ananasem. Na polewie miał trójkącik ananasa. Drugi - pomarańczowy, ozdobiony cząstką tego owocu, przypominającą leżący na wznak maciupki księżyc."[strony 38-40]




Jaroslav Seifert
Jaroslav Seifert (1901-1986), wielki liryk czeski, w 1984 roku jako pierwszy Czech wyróżniony literacką nagrodą Nobla, autor dziesiątków tomików poezji, napisał też opublikowaną pod koniec swego długiego życia książkę "Wszystkie uroki świata". Ów tom wspomnień i anegdot komentuje wydarzenia czeskiej literatury i kultury w okresie z górą półwiecza, a niekiedy poprzez dygresje sięga jeszcze głębiej, do pierwszych lat XX wieku.

Jaroslav Seifert jest wiarygodnym świadkiem swojej epoki, nie zawsze jednak na tym poprzestaje. Często przeobraża się w historyka literatury, przybliżając nam tę lub inną zapomnianą postać, oddając jej sprawiedliwość, podkreślając jej ważkie, nieprzemijające znaczenie. Jak się okazuj, poeta liryczny potrafi być pełnym pasji polemistą!

To zaledwie jeden tylko nurt szeroko rozlane rzeki pamięci, która ocala od zapomnienia ludzi i krajobrazy, zdarzenia i dzieła (książki, obrazy, rzeźby, utwory muzyczne), ulotne nastroje i niepowtarzalne przeżycia.

Tytuł "Wszystkie uroki świata" zapożyczył autor ze swego wczesnego wiersza; książka ta nie tylko unaocznia genezę wielu utworów poety, lecz pozwala zaobserwować proces ich tworzenia.
[tekst z obwoluty, PIW, 1991]

Pamiątkowa tablica na domu, w którym mieszkał do końca życia
Dom Jaroslava Seiferta w Pradze



Wszystkie uroki świata. Przypadki i wspomnienia
Tłumaczenie Bukowski Jacek, Czcibor-Piotrowski Andrzej
tytuł oryginału Všecky krásy světa: Příběhy a vzpomínky
data wydania 1991 (data przybliżona)
ISBN 8306018869
liczba stron 554

52/2015




12 komentarzy:

  1. Książka chyba nie do końca w moim guście, ale te fotki....mhmm... pycha :)
    I weż tu człowieku schudnij choć ciut... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wirtualne nie tuczy :) A przy niedzieli chociaż sobie popatrzymy :)

      Usuń
  2. Ale smakowity kąsek :) Zapisuję tytuł. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takiego smakowitego postu jeszcze nie czytałam. poza kulinarnymi.
    Zazdroszczę tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj strasznie się cieszę, że tutaj trafiłam, bo nie miałam pojęcia ani o książce, ani o autorze ;). Tyle tylko, że przez zdjęcia tych pyszności trochę zgłodniałam :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyobrażam sobie "smak" tej książki... tego nie można spokojnie czytać... Tylko z kawą i dodatkiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ten fragment jest ciasteczkowy. Natomiast całość jest smakowita literacko :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Hm, słowo post w kontekście ciastek nie jest chyba odpowiednie ;)

      Usuń