wtorek, 11 listopada 2014

Małgorzata idzie na wojnę, czyli gdzie diabeł nie może....

Jakimi kobietami były żony i matki mężczyzn, którzy ruszali na wojnę, sami z siebie, nawet, gdy nie było mobilizacji i walczyli o wolność? 
Nie mogły to być kobiety słabe, nieporadne i tchórzliwe. Nie tylko musiały same sobie radzić pod nieobecność mężów, ale i wychować synów w poczuciu patriotycznego obowiązku.
Mamy zatem Małgorzatę, pannę, na której istnienie natknęli się w starych dokumentach autorzy - dziennikarz Tomasz Natkaniec i prezydent Kielc, zapalony poszukiwacz historii, Wojciech Lubawski. Spomiędzy pożółkłych kart wyjrzała niezwykła dziewczyna, charakterna jak mało która, by na ich oczach dojrzeć i stać się kobietą.
Poznajemy bohaterkę jako pannę na wydaniu, mieszkającą w Krakowie i sprawiającą kłopoty ciotce, która ją wychowuje. Oj, ma dziewczyna niewyparzony język i pomysły z piekła rodem. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że w małżeństwie to ona będzie nosiła spodnie. 
Wiadomość, że narzeczony zaciągnął się do Legionów Piłsudskiego (okres I Wojny Światowej) zelektryzowała ją. Ruszyła śladem Januarego, żeby go ... zabić za tak niecne potraktowanie jej osoby.
Cóż może wiedzieć o świecie, a o wojnie w szczególności, tak młoda i niedoświadczona osóbka? Ano niewiele. A jak się doświadczenie zdobywa? Na własnej skórze. To cud istny, że Małgorzata tę eskapadę przeżyła i wyszła z niej cało, jedynie bardzo zmęczona. Czego dokonała, to się w głowie nie mieści, nawet jeśli powiemy sobie szczerze, że nie do końca świadomie. Wpadła pomiędzy tryby historii i sporo tam namieszała.
Autorzy poznali fakty z listów i dzienników, które prowadziła, skonfrontowali je z dokumentami pisanymi przez inne osoby i wyszło im, że nieprzewidywalna Małgorzata Szczerbińska faktycznie przeżyła to, co opisała. A nawet jeśli panowie nieco opowieść ubarwili, to chwała im za to, bo czyta się ją wprost wybornie! 

Fabuła fabułą, ale najmocniejszą stroną książki jest tło historyczne. Sączy się niezauważenie, z wdziękiem, nie nuży, zupełnie przy okazji dowiadujemy się, nawet wręcz widzimy przed oczami bywalców "Jamy Michalikowej" i właściciela, Apolinarego Michalika, jak przyciska rękę do serca w oczekiwaniu palpitacji, wieś polską ubogą i dworek szlachecki, a w nim przyjęcie, na które zaproszony został Henryk Sienkiewicz. Razem z Małgorzatą uczymy się historii i tego, że Polacy są podzieleni i mają bardzo różne polityczne poglądy i nie jest tak prosto określić, kto patriotą jest, a kto nie. Zaczynamy rozumieć, czym różni się Zabór Austriacki od Rosyjskiego i z czym na co dzień borykali się ich mieszkańcy. Poznajemy powstańców, którzy wrócili z Syberii. Wszystko to tworzy świat powieści tak niepostrzeżenie, że ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że  ktoś nas edukuje, ale gdy zamykamy książkę jedno jest pewne. Wiemy o życiu w Polsce z tego okresu (około 1914 roku) dużo, dużo więcej, niż wiedzieliśmy. 

Humoru dopełnia Pierre Świeżawski, który w swojej żółtej kolasce przemyka przez strony książki i gdzie tylko się pojawi wprowadza mnóstwo zamieszania.
Polecam serdecznie tę książkę, ponieważ ma sporą dawkę doskonałego humoru i jeszcze większą historii, zaaplikowanej bezboleśnie.

Za książkę dziękuję Ejotkowi, bo wylosowałam ją w "Konkursie urodzinowym" na blogu Ejotkowe postrzeganie świata.

 Małgorzata idzie na wojnę
Autor:




wydawnictwo Znak




data wydania  17 marca 2014




ISBN  9788324029884




liczba stron  272
 
 
 
 
 
Wyzwania czytelnicze
 
Ejotkowe wyzwanie "pod hasłem"
 
Część 1 - nieszczęście (wojna)

POLACY NIE GĘSI III






Europa da się lubić