niedziela, 9 lutego 2014

Ku przestrodze

W XX i XXI wieku, w wydawałoby się cywilizowanym kraju szczycącym się demokracją, istnieje obóz dla dzieci, podobny do tych, które opisywano w Chinach lub w Korei. Rodzice porzucają swoje dzieci w imię idei, widują je raz na tydzień lub raz na rok, a pranie mózgu, któremu są poddawani, jest tak szokujące, że metody, które stosowało KGB to sanatorium. Wyzysk za psi grosz, za miskę ryżu z fasolą i nieustanne poniżanie plus inwigilacja nie znająca granic.
Gdzie?
W USA.
W sekcie scjentologów.

Ofiarowana. Moje życie w sekcie scjentologów [Jenna Miscavige Hill, Lisa Pulitzer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
W Stanach wystarczy zarejestrować się jako kościół, żeby mieć z głowy wszelkie kontrole dotyczące uczęszczania dzieci do szkoły, warunków ich życia, norm dotyczących pracy i snu, etc. W kraju, w którym masowo produkuje się programy telewizyjne o policji, która wkracza na prywatny teren i zabiera zaniedbane psy, sekta może wielokrotnie gorzej traktować człowieka.

Autorka i bohaterka książki niemal od urodzenia (miała cztery lata, gdy trafiła do obozu zwanego "Rancho") przebywała w sekcie. Skąd mogła wiedzieć, jak wygląda normalny dzień normalnej rodziny? Znała tylko wojskowy dryl, jednakowe mundurki, pracę ponad siły i kary. Dzieci zbudowały "Ranczo" same. Kilkulatki dźwigały drewniane belki o ciężarze ponad ich siły, kopały rowy w ziemi, malowały ściany toksycznymi farbami. Nadzorcami pracy czyli brygadzistami były starsze dzieci, około dziesięcio jedenastoletnie. Kilkoro dorosłych prało im mózgi podczas bardzo dziwnych zajęć, które polegały m.in na wgapianiu się w ścianę bez oznak zniecierpliwienia, zmęczenia, emocji. Za niesubordynację była kara - mycie toalety szczoteczką do zębów.

Dorosłym scjentologom, należącym do Sea Org. czyli będącym kimś więcej niż zwykły człowiek, który od czasu do czasu, odpłatnie korzysta z usług kościoła scjentologicznego, sekta całkowicie organizowała życie. To byli ludzie prowadzący szkolenia, rekrutujący nowych członków sekty. Pracowali za marne grosze po 12 - 16 godzin dziennie, jedli w kantynie kiepskie posiłki, mieszkali w wieloosobowych pokojach, byli rozdzielani z rodzinami, kobiety zmuszano do aborcji, małżeństwo wolno było zawrzeć tylko za zgodą "władz" z osobą o podobnym statusie w kościele i nie wolno im było mieć dzieci. Małżonków często rozdzielano, wyznaczając im różne zadania służbowe, w różnych miastach. Każdy sprzeciw, bunt, niewykonanie zadania oznaczały karę nie tylko dla samego zainteresowanego, ale grożono, że konsekwencje poniesie cała rodzina. Także ta, z którą musieli zerwać kontakt, gdyż nie należała do scjentologicznego kościoła.

Bohaterka opowiada o swoim życiu od czasu, gdy miała cztery lata, aż do chwili, gdy w wieku dwudziestu kilku lat zdecydowała się opuścić sektę. Powoli zaczynała przecierać oczy, docierał do niej absurd życia, które prowadzi. Ostatecznie miała dość codziennych, trwających 6-8 godzin sesji audytowania, którym była poddawana, podczas których musiała mówić o sobie wszytko, łącznie z intymnymi szczegółami jej pożycia z mężem. O tym, czy mówi prawdę czy kłamie, decydowała trzymana w rękach tajemnicza puszka E-metr.
Ideę scjentologi wydłubał ze swojego szalonego mózgu Lafayette Ronald Hubbard, pisarz science fiction. Ozdobił ją kilkoma znanymi nazwiskami takimi jak Tom Cruise czy John Travolta, dla których przygotowano pomieszczenia o tzw. podwyższonym standardzie, na czas ich pobytu w ośrodkach prowadzonych przez Sea Org., gdzie odbywali szkolenia.

Autorka i bohaterka tego fabularyzowanego reportażu jest rówieśniczką jednej z moich córek. Kiedy nasz kraj przechodził przemiany społeczne, polityczne i rynkowe zapatrzony w Amerykę, setki amerykańskich dzieci żyło w obozach scjentologów bez opieki kompetentnych osób, zabawek, porządnych posiłków, opieki medycznej oraz, co najważniejsze, w stanie osierocenia, z powodu niemożności widywania się z rodzicami. Ewentualne listy były cenzurowane i najczęściej konfiskowane.
Kiedy Ameryka, żyjąca w strachu przed widmem komunizmu, wspierała polskie starania aby zmienić ustrój, sama, na swoim terytorium, dawała zgodę na jeszcze gorsze praktyki. W imię demokracji oczywiście.
Teraz i my mamy demokrację, a co za tym idzie, co rusz pojawiają się informacje o sektach. 

Przeczytajmy tę książkę ku przestrodze.

 Ofiarowana. Moje życie w sekcie scjentologów