piątek, 5 grudnia 2014

Dzień Czytelnika! Wszystkiego najlepszego!

 5 grudnia przypada Dzień Czytelnika!
Otrzymałam zaproszenie na spotkanie z Mariuszem Szczygłem, dziennikarzem i autorem książek o Czechach, urodzonym w Złotoryi, gdzie przez wiele lat mieszkałam. Czy trzeba było mi dwa razy powtarzać? 
Oczywiście, że nie!
Każdy Dolnoślązak Czechy zna, zagląda tam często, a i bywa czechofilem. 
Spotkanie zorganizowała Książnica Karkonoska w Jeleniej Górze.

Mariusz Szczygieł zaś, sam w sobie jest postacią interesującą, znaną z telewizji, a opowieści snuje niezwykłe.
Prelekcja ilustrowana była prezentacją multimedialną, sala nabita do ostatniego fotela plus dostawki. Pan Szczygieł zasypał nas ciekawostkami o naszych południowych sąsiadach, swoich książkach i własnej roli Polaka, w Czechach.
Jako, że trwał Dzień Czytelnika, a w dyskusji pojawił się element 
czytelnictwa, wyrwałam się z pytaniem nurtującym mnie od dłuższego czasu:
Jak to jest, że z badań wynika iż Polacy niemal książek nie czytają, a Czesi owszem, nawet niemal w 80%? Czy jest to prawdą i z czego, według pana Mariusza wynika?


Otóż tak! To jest prawdą, Czesi czytają na potęgę i książki kupują, nie bacząc na to, że są z powodu VATu o połowę droższe niż w Polsce. O ile w Polsce na gospodarstwo domowe przypadają około 3 książki, to u naszych sąsiadów 223! 

Przyczyna?

Jest ich, według pana Mariusza Szczygła kilka:

1) Polacy wolą zorganizować powstanie, niż cokolwiek powolutku zmieniać tak, jak robią to Czesi.

 



2) Czesi mieli bardzo rozwiniętą warstwę społeczną mieszczaństwa, a wśród mieszczan posiadanie i czytanie książek było wartością samą w sobie, zatem ją kultywowano. Natomiast w Polsce czujemy się potomkami szlachty, chociaż najczęściej wywodzimy się spod wiejskiej strzechy, a w chałupie na wsi, książek się nie czyta. A i szlachcic szybciej złapał za szablę niźli za książkę, o czym historia dobitnie nas przekonuje.

I tak to, według pana Mariusza, kraj liczący 10 milionów mieszkańców wydaje rocznie tyle samo książek co... Polska. Czyli...cztery razy więcej, jeśli policzyć na jednego mieszkańca.

Czy książki pana Szczygła w Czechach są znane? 

Tak! Niemal każdy Czech przeczytał "Gottland", zaś grupa studentów nakręciła na podstawie tej książki film, dość luźno powiązany z treścią.

Jak Czesi postrzegają Polaków? Jako ponuraków, bez poczucia humoru i zbyt poważnie podchodzących do życia.

Powód?

Być może ateizm (80%). Bo skoro Czecha nic już po śmierci nie czeka, to trzeba się cieszyć chwilą obecną. Polak zaś wie, że teraz jest teraz, jest tak lub inaczej, ale kiedyś tam dostąpi życia wiecznego w raju. Czech w to wątpi. A co? - pyta - jeśli tam, po drugiej stronie nic nie ma?
I cieszy się dniem dzisiejszym, na wszelki wypadek.


Poza książkami i filmem sztuka przejawia się także w postaci rzeźb i architektury.
I tutaj pojawiła się postać Davida Czernego, czeskiego rzeźbiarza prac oryginalnych oraz kontrowersyjnych.
Zdecydowanie wiele z nich może zbudzić w Polakach niesmak, ale wiadomo, że to, co śmieszy jedne narody, inne uważają za przejaw złego gustu.
Ot, choćby dowcipy, czy kontrowersyjna dla Polaków reklama sieci komórkowej, emitowana w czeskiej telewizji. Nasi sąsiedzi, śmiejący się z samych siebie nie widzą w niej obrazy jakiejkolwiek, czego wielu Polaków zrozumieć nie może.

Jedna z rzeźb Davida Cernego - panowie sikający na kontur Czech.
Oto fontanna Davida Cernego w Pradze, stolicy Czech. Dwóch, sikających mężczyzn. Zwróćcie uwagę na kształt jaki ma pojemnik, do którego panowie siusiają. Wyobrażacie sobie podobny pomnik i zbiornik na wodę o kształcie naszego kraju?

Natomiast w Libercu, do którego jeleniogórzanie zaglądają, a to na basen, a to do Ogrodu  Botanicznego, jest przystanek autobusowy Przy Murze. "Na stole, od którego właśnie odeszły olbrzymy, stoją rzeczy związane z historią Liberca." - mówi Mariusz Szczygieł i wyjaśnia, że Czesi są małym narodem, który znajduje się pod stołem olbrzymów ustalających bieg historii. Przystanek znajduje się "bardzo blisko rynku – przy wysokiej kamiennej skarpie, na ulicy Sokolskiej, na tyłach budynku teatru F. X. Šaldy (który stoi naprzeciw tylnej elewacji ratusza). Przystanek ten jest intrygującym i prowokującym dziełem sztuki, a jednocześnie pełni wszystkie przypisane mu funkcje – ma daszek, miejsca do siedzenia, kosz na śmieci..." [źródło]

Liberec- przystanek autobusowy Przy Murze, na zdjęciu - David Cerny stoi, Mariusz Szczygieł siedzi na ławce.


"Wykonany z brązu (sztucznie spatynowanego) stolik, nakryty serwetą, zastawiony kompozycją różnych przedmiotów, sprawiających wrażenie jakby jakieś olbrzymy przed chwilą przerwały ucztę i odeszły od stołu, pozostawiając bałagan. Są tu kufle i butelka wina, przewrócony siedmioramienny świecznik, pudełko po papierosach, dzbanek z kwiatkami. Tyle, że to ogromne, mięsożerne muchołówki. Jest też talerz... z odciętą ludzką głową, w którą wbity jest nóż i widelec. A po serwecie i po nożu chodzą jeszcze wielkie muchy; dokładniejsza obserwacja pozwala odkryć, że ich głowy chronią hełmy, podobne do hitlerowskich (kolejne owady są już na listkach muchołówki). Stolik olbrzymów tworzy dach dla oczekujących na przystanku ludzi. Pod dachem są więc krzesełka, też z brązu, wzorowane na „niemieckich XIX-wiecznych”, obok stoi kosz na śmieci – przypominający monstrualną otwartą puszkę groszku, a obok niego leży wielki papierowy talerzyk z „libereckimi parkami” z musztardą – wszystko z brązu..."[źródło SUDETY FORUM użytkownik o nicku Dziamdziak.]

Liberec- przystanek autobusowy Przy Murze
Autor "Chciał wywołać u ludzi wrażenia z dzieciństwa, z czasów gdy jako dzieci chowali się pod stołem w „bezpiecznym azylu”. Chciał też, co oczywiste, z miejsca tak niesympatycznego, jak przystanek przy ruchliwej ulicy, stworzyć coś frapującego, ciekawego, zachęcającego do zatrzymania się. Wykorzystał różne detale związane jakoś z Libercem (można się doszukiwać miejscowej tradycji w kształcie mebli, w libereckich parówkach, a nawet w mięsożernych roślinach, które można oglądać w tutejszym ogrodzie botanicznym – choć w zestawieniu z odciętą głową ich wymowa jest inna). Tylko ta głowa pozostała zagadką – Černý nie chciał nic powiedzieć na jej temat, zostawiając każdemu miejsce na własną interpretację. Jednak w jednym miejscu na swojej stronie internetowej nazwał ją „głową Konrada”.
Poszedłem tym tropem – skojarzyło mi się to z Konradem Henleinem, przywódcą Niemców sudeckich (a Liberec był ich stolicą). Nie wiem, czy to właściwa interpretacja, ale może coś w tym jest..." napisał na SUDETY FORUM użytkownik o nicku Dziamdziak.

Oto kilka ujęć "stolika" z bliska, autorstwa pana "Dziamdziaka":

 
Mucha w niemieckim hełmie


Puszka - kosz na śmieci i mapa z "musztardy"

Mięsożerna roślina - muchołówka (można ją zobaczyć w Ogrodzie Botanicznym w Libercu)


Powracając zatem do spraw czytelniczych, zaczyna się właśnie  weekend, Dzień Czytelnika można przedłużyć na Weekend Czytelnika, poza tym jutro są Mikołajki, czyli... idealny czas na lekturę.

Jakie macie plany czytelnicze na najbliższe dni?






9 komentarzy:

  1. Jestem w szoku, że na Czechów przypada tyle książkę jestem pod wrażeniem :) Bardzo chciałabym się zapoznać z pozycją "Gottland" pana Szczygła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także byłam w szoku, gdy poznałam te statystyki. Dlatego zapytałam czy to prawda i jaka jest przyczyna. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. To ja chyba założę swój antykwariat w Czechach. Tam na pewno zarobię na chleb :) Powiem Ci, że bardzo mnie zaskoczyłaś tymi informacjami. Jestem w szoku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest głupi pomysł! A starówka w Pradze czeskiej jest tak klimatyczna, że prowadzić tam antykwariat to sama rozkosz!
      No! To zaczynaj uczyć się języków obcych, nie tylko czeskiego, bo turystów tam zatrzęsienie :)

      Usuń
  3. Nie miałam pojęcia, że Czesi to taki oczytany naród ;) ale tyle książek? Tyle?! Nie no, aż mi wstyd ;) w sumie dziwi mnie to, jak to jest, że u nas się nie czyta? Myslałam, że to wina cen za ksiązki. Jeśli nie... Nie wierzę, by polskie społeczeństwo tak nie cierpiało książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz szczęście, że nie musiałaś siedzieć na przeciwko pana Mariusza Szczygła z opadniętą szczęką, gdy mi powiedział, że z powodu VATu książki w Czechach są droższe niż w Polsce, a Czesi mają ich w domach tak wielkie ilości :)

      Natomiast o tym, że polskie społeczeństwo nie czyta wiem, bo książki widzę tylko w domach znajomych (a są to ludzie w jakiś sposób przeze mnie wybrani). Natomiast bywałam i bywam (zawodowo) w wielu domach, gdzie książek nie ma. Wcale. Albo prawie.
      A nawet jeśli jakaś jest, to nie wolno jej stać na widoku.
      Bo książki wciskają głupoty.
      Poza tym bibeloty wyglądają ładniej.

      Usuń
  4. Jak przypomnę sobie tłok na Krakowskich Targach to jakoś nie wierzę w nasze polskie kiepskie czytelnictwo...
    Zatem najlepszego Dnia CZytelnika dla wszystkich! :)
    Wczoraj skończyłam 1 grudniową lekturę, zapewne jutro zacznę następną - dziś inne plany blogowo-niespodziankowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to byli WSZYSCY polscy czytelnicy? O.o

      Miłego weekendu :)

      Usuń
  5. Ponieważ miałam przyjemność wysłuchać wywodu Mariusza Szczygła i wiem jaki urok potrafi rzucić na słuchaczy - niezmiernie zazdroszczę tego spotkania... Właśnie sobie wyobrażam jak "czarował" publiczność porównywaniem czytelności Polaków i Czechów... Jak zwykle celne i dowcipne porównania. Czytałam książkę "Zrób sobie raj", analizę ateizmu Czechów oraz porównanie poczucia humoru naszych sąsiadów z naszym - niestety - ponuractwem... Jak Ty to robisz, że bywasz na najciekawszych spotkaniach... szczęściara...:) Świetna relacja:)

    OdpowiedzUsuń