środa, 29 października 2014

Tragedia w trzech aktach czyli - kto czyha na życie Herkulesa Poirot?

Sir Charles Cartwright, aktor z zawodu, znany i ceniony, nabył w małej miejscowości Loomouth posiadłość, o wiele mówiącej nazwie „Krucze gniazdo”. O tak, dom zawdzięczał nazwę położeniu wysoko nad portem, ale wytrawny czytelnik na słowo kruk natychmiast nadstawi uszu, jak tropiący ogar. I słusznie.
Sir Charles zaprasza na przyjęcie przyjaciół, w tym aktorów, pisarkę kryminałów oraz sąsiadów, a także Herkulesa Poirot. Liczba zaproszonych osób jest pechowa – trzynaście.
Obecność słynnego detektywa niepokoi zgromadzonych. Doktor Strange wygłasza nawet własną teorię: „Uważam, że wydarzenia przychodzą do ludzi, nie ludzie do wydarzeń. (…) Są ludzie, których obecność na pokładzie natychmiast powoduje katastrofę statku, nawet jeśli jest to tylko wycieczka po dekoracyjnym jeziorze. Tacy jak twój Herkules Poirot nie muszą szukać zbrodni, ona sama do nich przybędzie.”[1]
Po nagłej śmierci pastora Babbingtona podczas przyjęcia, Charles Cartwright wysnuwa teorię, że było to morderstwo, a nie, jak chciał doktor, zgon z przyczyn naturalnych: „Herkules Poirot jest jak ptak zwiastujący burze, gdzie się pojawi, tam ściąga zbrodnie. Przyjeżdża do nas i zaraz mamy nagłą podejrzaną śmierć. Nic dziwnego, że od razu przyszło mi do głowy
morderstwo.”[2]
Tym razem to nie Poirot gra pierwsze skrzypce. Postaciami pierwszoplanowymi są oprócz sir Charlesa Cartwrighta, pan Sattethwaite i panna Hermione Lytton Gore zwana Egg.
Pan Sattethwaite jest dość specyficzną postacią, jaką wykreowała Agatha Christie. Pojawił się m. in. w zbiorze opowiadań „Tajemniczy pan Quin”. To człowiek znany z tego, że jest znany i zna wiele innych ważnych osób, w obecnych czasach nosiłby miano celebryty. Jego życie wypełnia bywanie w miejscach, gdzie spotyka ważne osoby. „Można by rzec, że przez całe życie siedział w pierwszym rzędzie widowni, obserwując rozgrywające się wokół ludzkie dramaty. (…) Instynktownie wiedział, gdzie szukać tragedii. Wyczuwał ich zapach jak bojowy rumak.”[3] To właśnie pan Sattethwaite z sir Charlesem Cartwrightem usiłują rozwikłać zagadkę. 

Zmysłowi obserwatorskiemu pana Sattethwaite’a zawdzięczamy sporo perełek w opisach osób, które przewinęły się przez karty powieści. Bardzo mi szkoda, że ta niezwykła postać znana jest tylko z tego utworu, „Tajemniczego pana Quina” i z „opowiadania "Lustro nieboszczyka" (ang. Dead Man's Mirror) ze zbioru "Morderstwo w zaułku".[4]
Weźmy choćby opis panny Wills, autorki poczytnych kryminałów, zaproszonej na przyjęcie do sir Charlesa: „Satterthwaite pomyślał: „Biedaczka. Sukces odciął ją od duchowej ojczyzny — pensjonatu w Bournemouth. Tam by się czuła dobrze”. I zadumał się nad różnicą pomiędzy utworem literackim a jego autorem. Próbował odszukać u panny Wills jakąś iskierkę tego światowego tonu, który cechował sztuki Anthony’ego Astora [pseudonim literacki panny Wills – przyp. moje]. Zauważył nagle, że bladoniebieskie oczy za pince–nez są niezwykle inteligentne. Szacowały go dokładnie, co lekko zbijało z tropu. Zupełnie jakby panna Wills starannie przyswajała sobie każdy szczegół jego osoby.”[5]
Pan Cartwright wcale nie jest gorszy, gdy usiłuje dowiedzieć się czegoś o osobie, która znikła w niewyjaśnionych okolicznościach, a służba nie umie jej opisać: „Jaką przewagę nad życiem ma literatura — westchnął Cartwright. — W książkach pojawia się zawsze jakiś znak szczególny.”[6]
Herkules Poirot, który przewija się w tle, aby ostatecznie zatriumfować w trzecim akcie, gdy pan Sattethwaite i sir Charles krygują się, czy zabierać mu czas wyjaśnianiem zbrodni, gdy ów jest już na zasłużonej emeryturze i może oddać się podróżom, powiedział: „Mój czas to głupstwo, w końcu, po co mam podróżować? Języki się zmieniają, ale natura ludzka jest wszędzie taka sama.”[7] Jednakże popis  Poirot dał na sam koniec, gdy wyjaśnił już kim był zabójca oraz podał motywy, którymi się kierował. Gdy pan Sattethwaite wpadł w szok i zawołał: „Wielki Boże! (…) Dopiero teraz sobie uświadomiłem. Ten drań i jego zatruty cocktail! Każdy mógł go wypić. Na przykład ja.”[8] Usłyszał: „Jest jeszcze gorsza ewentualność, której nie wziął pan pod uwagę — rzekł na to Poirot. (…) To mogłem być JA.”[9]

Książka, napisana w 1934 roku, ma układ klasycznej, trójaktowej sztuki teatralnej. W 1935 „przekroczyła magiczną granicę dziesięciu tysięcy egzemplarzy w twardej oprawie, sprzedanych w rok od wydania”[10] Teatralnych odniesień jest więcej. Na wstępie zostajemy poinformowani, że reżyserem jest sir Charles Cartwright, jeden z głównych bohaterów książki, z zawodu aktor. Jego asystentami są kolejni bohaterowie pan Sattethwaite i panna Hermione Lytton Gore zwana Egg. Herkulesowi Poirot przypadła rola operatora światła, zresztą nieprzypadkowo, bo któż jak nie on, ostatecznie rzuca światło na całą, misterną intrygę i obnaża mordercę spośród grupy, wydawałoby się dobrych, znajomych?

Warto nadmienić, że książka ma dwa zakończenia, inne w wydaniu brytyjskim oraz inne w wydaniu amerykańskim. W tym celu pisarka musiała nie tylko zmienić scenę końcową, ale także pewne wcześniejsze fragmenty tekstu. „Ponieważ w USA „Tragedia w trzech aktach” (zarówno w odcinkach, jak i wydaniu książkowym) ukazała się wcześniej niż w Wielkiej Brytanii, bardziej prawdopodobne wydaje się, że oryginalna jest wersja amerykańska, a zmiany pisarka wprowadziła dopiero przed publikacją książki w Anglii. Pozostaje jednak pytanie: dlaczego to zrobiła?”[11] Niestety bez odpowiedzi. 

Serdecznie polecam tę słowną ucztę, gdzie misterna intryga przeplata się z błyskotliwymi zdaniami, a wisienką na torcie jest rzecz jasna skromność Herkulesa Poirot.
Tragedia w trzech aktach [Agatha Christie]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
----------
[1]  Christie Agatha, „Tragedia w trzech aktach”, tłumaczenie Mencwel Anna, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2005, s. 10
[2] Tamże s. 19 i 20
[3]  Christie Agatha, „Tajemniczy pan Quin”, tłumaczenie Bihl Agnieszka, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, s. 5
[5] Christie Agatha, „Tragedia w trzech aktach”, tłumaczenie Mencwel Anna, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2005, s. 12
[6] Tamże s. 58
[7] Tamże s. 101
[8] Tamże s. 176
[9] Tamże
[10] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 57
[11] Tamże s. 161

Tragedia w trzech aktach
tłumaczenie Anna Mencwel
tytuł oryginału Three-Act Tragedy
wydawnictwo Prószyński i S-ka
data wydania 4 sierpnia 2005
ISBN 83-7469-058-5
liczba stron 176

Przypisy wykonałam według wydania papierowego, ale książki wysłuchałam w formie audiobooka.  Obecnie wyłączność na nagrywanie książek Agathy Christie w formie audiobooków ma Wydawnictwo  OMEGA.  Wydawnictwo wydaje wersje pełne, nieskrócone kryminałów Agathy Christie. 



Audiobook: Agatha Christie, TRAGEDIA W TRZECH AKTACH, 1CD - MP3 + książka

Czyta: Marcin Hycnar
Czas nagrania: 6 godz.53 min
Opakowanie: Płyta z książeczką
Rok nagrania: 2010
ISBN:
978-83-7267-412-8
format:
15x14 cm
Wydawnictwo OMEGA


 
Według Wikipedii:


Marcin Hycnar urodził się 18 stycznia 1983 roku w Tarnowie. Absolwent I Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie i Akademii Teatralnej w Warszawie (2006). Obecnie aktor Teatru Narodowego w Warszawie. Pierwsze kroki stawiał w grupie teatralnej Tuptusie działającej przy Szkole Podstawowej nr 18 w Tarnowie. 13 sierpnia 2011 poślubił aktorkę Kamilę Borutę.







 Marcin Hycnar —  znakomity aktor Teatru Narodowego w Warszawie. W 2008 Roku otrzymał Feliksa Warszawskiego w kategorii Najlepsza Pierwszoplanowa Rola Męska. Ważniejsze role teatralne to m.in. Artur w "Tangu", Fuks w "Kosmosie". Aktor wziął udział w serialach telewizyjnych "Barwy szczęścia" (jako Paweł Zwoleński), "Na dobre i na złe", "Boża podszewka. Część druga", "Agentki", filmach kinowych "Ogród Luizy", "Drzazgi" oraz w spektaklach Teatru Telewizji. Użyczał głosu bohaterom polskich wersji językowych wielu filmów, m.in. "Shrek Trzeci", "Hannah Montana", "Camp Rock". Świetny lektor, który  doskonale poradził sobie także z" Tragedią w trzech aktach" w wersji audio.








Bardzo podobała mi się interpretacja książki w wykonaniu Marcina Hycnara. Z przyjemnością słuchałam barwy głosu aktora, zachwycałam się zmianami intonacji w zależności od tego, jaka postać wypowiadała się w dialogu oraz podkreślania tonem, tempem i innymi zmianami szczególnie ważnych kwestii. Skromna lecz bardzo odpowiednia oprawa dźwiękowa świetnie wpasowała się w atmosferę powieści.  

Wyzwania czytelnicze











 

10 komentarzy:

  1. Bardzo dobra książka, jednak ja, niezmiennie uwielbiam "I nie było już nikogo" lub jak kto woli "Dziesięciu Murzynków" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziwię Ci się wcale! To świetna książka. Jedna z najlepszych Agathy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam wersję papierową. Jakoś nie potrafię przekonać się do audiobooków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób ma tak, jak Ty. Ja bardzo lubię. Chyba zostało mi to z dzieciństwa, gdy nie mieliśmy jeszcze telewizora, a nawet jak już był z tym swoim jednym programem i dwoma bajkami na krzyż, to u nas się słuchało powieści radiowych w odcinkach, słuchowisk, radiowego teatru sensacji, pilnowaliśmy godzin i programu w gazecie. Miałam też bajki na czarnych płytach :) Rodzice także czytali mi bajki.
      Czasami, kiedy ktoś mówi mi, że jestem dobrym, uważnym słuchaczem (chyba coś w tym jest, ludzie lubią mi się zwierzać), to myślę sobie, że nauczyłam się słuchania właśnie wtedy.
      Nie sprawia mi problemu skupienie się na dźwięku, słowach, wszystkie myśli idą precz i jest to także forma odpoczynku od różnych spraw. One nie istnieją, gdy słucham ciekawej opowieści, podanej w interesujący sposób.
      Myślę też, że w różnych kolejkach czy środkach lokomocji, gdzie jest zbyt mało światła lub trzęsie i czytać się nie da, jest to fajniejsza sprawa, niż słuchanie tego, o czym mówią obcy ludzie. Jest z tym różnie, czasem warto się odciąć od "dyskusji":)

      Usuń
  4. Czytałam i nawet oglądałam niedawno. Ale mnie zaskoczyłaś z tym dwojakim zakończeniem, ciekawa jestem jakie było i które ja przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że angielskie. Nawet, jeśli czytałaś w oryginale. Napiszę Ci mailem czym różnią się te zakończenia, nie chcę tutaj zdradzać rozwiązania - wiele osób nie czytało tej książki :)

      Usuń
  5. Nie czytałam, koniecznie muszę to nadrobić, ale oczywiście w formie papierowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma się rozumieć, forma nie jest najważniejsza i każdy wybiera taką, jaką woli. Ja lubię audiobooki i zachęcam do ich słuchania, ale przede wszystkim, do poznania twórczości Agathy Christie :)

      Usuń
  6. O proszę :). a właśnie zastanawiałam się, jakiego audiobooka mogłabym posłuchać w autobusie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w autobusie słuchało mi się go doskonale :) Uśmiechałam się pod nosem, przy co smakowitszych zdaniach :)

      Usuń