poniedziałek, 22 września 2014

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!



Oto i po czterdziestu latach od wydania ostatniej książki Agathy Christie z Herkulesem Poirot, w oparach sensacji, mój ulubiony detektyw powrócił, wskrzeszony przez panią Sophie Hannah.
Po przeczytaniu pierwszych stron książki, targały mną różne emocje. Postanowiłam więc potraktować ją jako oddzielne od twórczości Agathy Christie dzieło, innej autorki, która opisuje śledztwo, które rozwikłał słynny detektyw Poirot. Zupełnie tak, jakby był on rzeczywistą postacią, która żyła kiedyś w Anglii i znać go mogły różne osoby. Ostatecznie istnieje na rynku kilka biografii jednej i tej samej osoby, napisanych przez różnych autorów. Wyłaniają się z nich niekiedy dość różne portrety, obdarzone jedynie identycznymi personaliami. Biografowie mogą korzystać ze źródeł, jakimi są listy, może artykuły w gazetach, niekiedy pamiętniki, a pomimo tego, ich bohaterowie bardzo się od siebie różnią. Podobnie Poirot, którego nieznane do tej pory dokonania poznałam, postrzegany jest przez panią Hannah odmiennie, niż przez panią Christie. Inaczej jest przedstawiony, a opis śledztwa, które znamy jako powieść „Inicjały zbrodni”, różni się od tych „relacji”, do jakich przyzwyczaiła nas Agatha.

Zacznę od plusów tego bestsellera, a jest nim na pewno Herkules Poirot. O ile, rzecz jasna, mówimy o tych rozdziałach, w których wszechwiedzący narrator, bezstronnie opowiada nam te wydarzenia, w których nie uczestniczył detektyw Scotland Yardu, prowadzący śledztwo w sprawie potrójnego morderstwa w hotelu Bloxham, Edward Catchpoole.

Drugim plusem jest zdanie „Lazzari postawił sobie za punkt honoru, żebyśmy razem z moimi kolegami z policji spędzali czas w hotelu równie przyjemnie jak goście płacący za pobyt – w każdym razie ci, którzy nie zostali zamordowani.”[1]

Jak dla mnie to koniec plusów.

Zatem minusy:

Po pierwsze, dostałam książkę dwa razy obszerniejszą od książek Agathy Christie. Bardzo sobie cenię zwięzłość, z jaką Agatha prowadziła fabułę i niekoniecznie lubię tę modną obecnie, rozbudowaną otoczkę obyczajową, jaka pojawia się w kryminałach. Tutaj nawet nie tyle było to tło obyczajowe, ale po prostu niepotrzebne gadulstwo.
Według mnie, można spokojnie wyrzucić jedną trzecią książki, nie tylko bez szkody dla niej, ale nawet z korzyścią.

Po drugie, w następujących po sobie rozdziałach jest zmiana punktu widzenia z jakiego pisze autorka oraz zmiana narratora. Raz jest to narrator wszechwiedzący i opisuje poczynania Poirota w trzeciej osobie. Innym razem (i tych rozdziałów jest więcej), jest to narracja prowadzona przez detektywa Catchpoole’a, który miał zaszczyt otrzymać pomoc samego Poirota. To nie jest w stylu Christie.

Te różnice, jeśli potraktuję panią Hannah jako inną osobę, którą „znała” Poirota i dlatego opowiada nam o jego pracy, są do przyjęcia, ale nie zachwycają. Zbytniego gadulstwa nie zaakceptowałam i dlatego „relacja” w wykonaniu pani Hannah nie podobała mi się. Zmęczyłam tę książkę wyłącznie po to, żeby móc z czystym sumieniem napisać opinię.

Po trzecie, akcja dzieje się w hotelu Bloxham, co natychmiast kojarzy się z hotelem Bertram.

Po czwarte, Edward Cachpoole jest niezwykle nieudanym detektywem. Babra się we własnych emocjach, wspomina traumy z dzieciństwa, opowiada głównie o sobie, a już zupełnie nie rozumiem, jak detektyw Scotland Yardu może co rusz nie chcieć rozmawiać z Poirotem o potrójnym morderstwie, skoro oficjalnie to właśnie on, Edward Catchpoole  prowadzi śledztwo!
Na widok zwłok robi mu się słabo, dotknięcie ich go obrzydza, temat nudzi. Chłopina minął się z powołaniem i dziw, że go jeszcze nie zwolnili z roboty.
Poza tym, stanowiąc odpowiednik nie zawsze błyskotliwego Hastingsa, nie wykazując zaangażowania w śledztwo i skupiając się na sobie, przesuwa uwagę czytelnika z Poirota na siebie. A to mnie mocno zdenerwowało!
Nie pamiętam żadnego kryminału Agathy Christie, gdzie Hastings w narracji pierwszoosobowej eksponowałby bardziej siebie, niż Herkulesa Poirot. Jako narrator, Hastings  pokazuje nam Poirota z podziwem. On sam, w tych tomach jest mimo wszystko na drugim planie. Opowiada nam, czego dokonał Poirot i będąc pod wielkim wrażeniem detektywa, sam zostaje w cieniu.
Tymczasem Catchpoole nie tylko nudził mnie swoją mierną osobą, to jeszcze wcale nie podziwiał Poirota. A było za co go podziwiać! Można Poirota nie lubić, ale podziwiać należy. A już te nagle jarzące się na zielono oczy Poirota, gdy wpadał na kolejne rozwiązanie! Komiksowe niemal, jarmarczne i zalatujące fantastyką, zupełnie mi nie pasowały do konwencji kryminału retro.

Zagadka, którą detektywi musieli rozwiązać była zawiła i naszpikowana kłamstwami. Trzeba było słynnych, szarych komórek Herkulesa, żeby nie dać się podejść sprytnym i wyrachowanym kobietom, które talenty aktorskie opanowały do perfekcji. Trzeba było jego wiedzy i słynnej skrupulatności, żeby nie przeoczyć istotnych szczegółów, jak się okazało, kluczowych dla sprawy.
Ignorancja Catchpoole’a zadziwia, bo niektóre intrygi były szyte tak grubymi nićmi, że uwierały mnie na odległość. Agatha zawsze używała cieniutkich nici jedwabnych, które niekiedy ciężko było dostrzec i doceniała inteligencję czytelnika, fundując mu doskonałą zabawę.
Odnosząc się do zamówionego w hotelu przez ofiary podwieczorku, pani Christie serwowała nam zawsze pyszne, doskonałe dania, stawiając na jakoś, a nie ilość, bardziej do degustacji niż zaspokojenia wilczego głodu, a pani Hannah podała wielkiego Fast fooda z sieciówki, odgrzanego w mikrofali, który zapchał żołądek, wywołał niestrawność i obawiam się, że utuczy.

Nie zachwyciła mnie, zatem, forma, w jakiej pani Sophie Hannah zrelacjonowała śledztwo dotyczące potrójnego zabójstwa, które rozwikłał słynny detektyw Herkules Poirot. Zdecydowanie wolę czytać „relacje” pani Agathy Christie. Na szczęście napisała ich wystarczająco dużo, abym mogła delektować się nimi przez kilka lat, by ponownie móc do nich powracać.


Inicjały zbrodni [Sophie Hannah]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Natomiast produktom christiepodobnym mówię, nie! Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!
---------
[1] „Inicjały zbrodni”, Hannah Sophie, tłumaczenie Małecki Łukasz, Wydawnictwo Literackie, 2014, s.38

 Inicjały zbrodni. Agatha Christie


Autor:
tłumaczenie  Łukasz Małecki



tytuł oryginału  The Monogram Murders



Wydawnictwo Literackie 11 września 2014 



ISBN   9788308053911



liczba stron   360
 
 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
 
Ejotkowe wyzwanie "Pod hasłem" 
 











 
 
 

29 komentarzy:

  1. Aż tak słabiutko? Chiba pozostanę przy Agacie, a jak już wszystko przeczytam to pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie bardzo średni kryminał retro. Pani Katarzyna Kwiatkowska pisze o niebo lepsze, w polskich realiach i z literackimi smaczkami (polskimi!).
      Pani Hannach ma swoją działkę, thrillery i niech tam się realizuje. Przynajmniej według mnie :)

      Usuń
  2. uuu. aż musiałam doczytać do końca!
    teraz na usta ciśnie mi się tylko jedno - ja również mówię nie wszelkim powielaczom i chętnym wybić się na sławnym nazwisku a tym samym czyjejś sławie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że chodzi tu bardziej o kasę niż Agathę. Być może jednak spadkobiercy po prostu liczą na rzesze mało wymagających czytelników, którym wystarczy nazwisko Christie w tle, akcja osadzona w latach '30 XX wieku i Herkules Poirot, natomiast w szczegóły, tak jak ja, zagłębiać się nie będą.

      Usuń
  3. Ponieważ jesteś dla mnie wyrocznią w sprawach Agathy Christie, pozostanę jednak przy oryginale, tym bardziej, że czeka mnie jeszcze naprawdę sporo odkryć w tej dziedzinie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Nie upieram się, aby tej książki nie czytać, ale skoro jeszcze wiele uczt zgotowanych przez Agathę przed Tobą, to szkoda czasu na tę książkę.

      Usuń
  4. Czyli jednak odgrzewany kotlet. I do tego ciężkostrawny. Miałam wątpliwości od momentu gdy tylko ukazała się ta książka. Jak można podrabiać Agathę? Nie da się po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się :) Masz rację :)
      W tej kategorii lepsza jest "Zbrodnia w błękicie" Katarzyny Kwiatkowskiej. "Zalatuje" Agathą mocno, ale rzecz dzieje się w polskim, szlacheckim dworku. Kamerdyner - paluszki lizać, że o głównym bohaterze nie wspomnę :)

      Usuń
  5. Naśladownictwo nigdy nie będzie oryginałem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z ciekawości pewnie przeczytam, ale nie mam wątpliwości, że Christie nikt nie dorówna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takoż i ja z ciekawości wsadziłam nos w tę książkę. Ciekawa jestem Twojej opinii. Na razie zdania są różne, jedni pieją z zachwytu, inni nie. Odnoszę wrażenie, że książka podoba się czytelnikom, którzy czytali mało książek Agathy Christie i nie ulegli jeszcze jej czarowi. Dlatego słabo dostrzegają różnice.

      Usuń
  7. och nie dla mnie, bardzo lubię książki Christie, ale takie coś? Zbijać sławę z pomysłu innej osoby... Na pewno nie kupię, ale jak będzie w bibliotece to z ciekawości sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, własne zdanie można sobie wyrobić jedynie po własnoręcznym, że się tak wyrażę, przeczytaniu książki :)

      Usuń
  8. Tę panią znam z "Twarzyczki" - słabiutkiej książki, oj, słabiutkiej. Zbladłam jak zobaczyłam, na co się autorka porwała. Nie wiem czy mam na tyle mocne nerwy, by to czytać. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam innych książek pani Hannah, ale skoro powiadasz, że "Twarzyczka" jest słaba, to była to wyprawa z motyką na słońce. I efekt jest mierny.

      Usuń
  9. Hmm. mam wątpliwości, czy sięgać po tę książkę...
    Chyba poczytam tylko Christie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji czemu nie? Choćby po to, żeby się upewnić czy postrzegasz ją podobnie jak ja. Ale raczej sugerowałabym bibliotekę niż inwestycję z własnej kieszeni.

      Usuń
    2. Tez racja. ;)

      Choć przyznam, że z reguły kupuję autorów, których sprawdziłam wcześniej i przekonałam się, czy ich lubię. ;)

      Usuń
    3. A wiesz, że kilka razy "nacięłam" się w ten sposób? :) Miałam pecha, bo po sukcesie jakiegoś bestsellera wydano cokolwiek będącego "na fali" autora i ja właśnie to cokolwiek kupiłam :)
      A teraz robię różnie, ale sugeruję się opiniami na blogach i lepiej na tym wychodzę. Co do "Inicjałów. .." recenzent, którego w sprawach książek Agathy cenię, skrytykował ją. Ja po prostu postanowiłam ją tak czy inaczej przeczytać. To ma pewien związek z blogiem "Na tropie Agathy" :)

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Do tej pory miałam jakiś cień nadziei, że książka może być fajna, ale że obie kochamy Agatkę i Ty mówisz tej lekturze NIE to ja już ani ciut jej nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pani Agata Christie jest jedyna w swoim rodzaju a jak widać próby podróbek nie sprawdzają się. Pewnie z ciekawości sięgnę po te książkę ale nie będę o nią walczyć i specjalnie szukać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej, poszukaj w bibliotece lub na półkach u znajomych, ale nie inwestuj! :)

      Usuń
  13. Trudno dorównać królowej kryminału...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ostatnio byłam w Matrasie i tak patrzę, co to za gruba książka, zerknęłam tylko Agatha Christie i nawet nie zauważyłam, że to innej autorki, a nie królowej kryminałów, zdziwiła mnie grubość książki i słusznie, bo to przecież nie książka Christie.
    Pisanie tego typu "kontynuacji" to dla mnie totalny bezsens, podobnie sprawa miała się w przypadku trylogii "Millenium" i w tym wypadku także byłam oburzona :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam kontynuacji "Millenium", nie szukałam. Świetna trylogia, ale potrzebowałam zmienić klimat po trzech, opasłych tomiskach:)
      Tutaj magnesem jest podpis Agathy na okładce. Zresztą to on Ciebie zaintrygował, czyli cel niemal osiągnięto. Jak nie wiadomo o co chodzi.... ;)

      Usuń