piątek, 30 maja 2014

Druga część spacerów Matki Natury dla dzieci


 Matka Natura opowiada skrzatom o rosnących w ogrodzie roślinach leczniczych - arnice górskiej zwanej różą Janową, mięcie, arcydzięglu litworze, rumianku, dziurawcu, świetliku lekarskim zwanym ptasim oczkiem, macierzance, majeranku i dzikiej róży, a także o nagietku i pelargonii.







Mądrusia zapisywała przepisy na ziołowe napary, Wścibinosek płatał zadziorkowi figle, a Jagódka wiła wianki z mięty i rumianku.

 

 Do ogrodu przyszedł w odwiedziny sam Duch Gór! I zaczęły się snuć opowieści o laborantach i Korzenniku, który biednym pomagał a chciwych karał.

 

Spacery z Matką Naturą - niezwykłą zielarką, część II


wydawnictwo: Wydawnictwo Poligrafia AD REM
data wydania: 2014 (data przybliżona)
ISBN: 9788364313424
liczba stron: 32

Ilustracje: Ryszard Dąbrowski

Do kompletu z książką można kupić kolorowanki.














czwartek, 29 maja 2014

Konkurs u Ad Rem




Wydawnictwo Ad Rem ogłosiło konkurs z okazji Dnia Dziecka

Z okazji Dnia Dziecka ogłaszamy Bajkowe konkursy z nagrodami.

Nagrody rozlosujemy wśród użytkowników, którzy lubią stronę Bajkowe Karkonosze.

Do wygrania są: 3 egzemplarze Bajkowego Rewala - książki wyróżnionej w tegorocznej edycji konkursu Magellan oraz 3 egzemplarze nowego wydania Bajkowej Szklarskiej Poręby.

Prosimy zgłaszać się poprzez WIADOMOŚĆ na stronie Bajkowe Karkonosze, podać swój e-mail, wybrany przewodnik oraz odpowiedź na pytanie: NA CO GŁÓWNIE ZWRACACIE PAŃSTWO UWAGĘ, GDY PLANUJECIE WAKACJE Z MAŁYM DZIECKIEM? CO JEST NAJWAŻNIEJSZYM KRYTERIUM WYBORU MIEJSCA, GDZIE RAZEM SPĘDZICIE CZAS?

Na zgłoszenia czekamy do 31 maja do godziny 23:59!


wtorek, 27 maja 2014

Morderstwo na polu golfowym

„Morderstwo na polu golfowym” jest pierwszym kryminałem, w którym pisarka zastosowała jako punkt wyjścia wezwanie, które Poirot otrzymuje od klienta, „ale kiedy przybywa na miejsce okazuje się, że jego potencjalny klient już nie żyje.” [1]. Ponadto warto wspomnieć, że większość spraw przychodzi detektywowi rozwiązywać w Anglii, niemniej „W 1923 roku w „Morderstwie na polu golfowym”, stanowiącym jej trzecią z kolei powieść, wysłała Herkulesa Poirot do Francji.[2]

Całą opowieść poznajemy z punktu widzenia Arthura Hastingsa. Kapitana Hastingsa – „W „Tajemniczej historii w Styles” Hastings w całym tekście jest „panem”. Na kapitana awansuje dopiero w „Morderstwie na polu golfowym”[3]

Po przybyciu na miejsce, uczuciowy Hastings natychmiast ulega czarowi pięknej sąsiadki zamordowanego. Wcześniej daje się zauroczyć młodej towarzyszce podróży. Poirot spogląda na te miłostki z pobłażliwością. Nie daje się nawet wytrącić z równowagi, a przynajmniej nie daje tego po sobie poznać, gdy Hastings trzyma Poirota w żelaznym uścisku, by pewna młoda dama mogła uciec. „…dziś wieczorem pomogłeś dziewczynie uciec, kiedy z takim trudem udało się nam ją znaleźć. Ech bien! A więc wszystko sprowadza się do tego – pracujesz ze mną, Hastings, czy przeciwko mnie?” [4] – stawia sprawę jasno.
I pomimo tego, gdy dziewczyna w której Hastings jest zakochany znika, Poirot  pociesza go „- Zostaw to ojczulkowi Powrotowi. Znajdę ci tę dziewczynę – jak tylko będę miał pięć minut wolnego czasu.”[5]


Dla Poirota bowiem nie kłody rzucane pod nogi przez Hastingsa stanowiły problem, ale rywalizacja z francuskim, zarozumiałym detektywem Giraudem. I kiedy to, rzecz jasna, właśnie Poirot rozwiązuje zagadkę, a Hastings wykrzykuje pochwały, Poirot otrzymuje swoją „nagrodę”, w postaci połechtanego mile ego:
„- Jesteś nadzwyczajny Poirot – zauważyłem z podziwem. – Absolutnie nadzwyczajny. Nikomu nie udałoby się tego wszystkiego dokonać!
Odniosłem wrażenie, że te słowa sprawiły mu przyjemność. Po raz pierwszy w życiu wydawał się zakłopotany.
- Biedny Giraud – rzekł Poirot, próbując bez powodzenia udawać skromność. – Niewątpliwie nie wszystko, co robił, było głupie. Po prostu kilka razy miał pecha.”[6]

Zagadka nie dość, że zakręcona jest jak francuski croissant, to Poirot musi pokonać rywala w osobie francuskiego detektywa i nielojalnego z powodu uczuć przyjaciela. Ale co by się nie działo, czy Poirot kiedykolwiek przegrał?
-----------------------

[1] Curran John, „Sekretne zapiski Agathy Christie”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2010, s. 103
[2] tamże s. 251
[3] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 74
[4] Christie Agatha, „Morderstwo na polu golfowym”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, s. 172
[5] Christie Agatha, „Morderstwo na polu golfowym”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, s. 195
[6] Christie Agatha, „Morderstwo na polu golfowym”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, s. 161



Morderstwo na polu golfowym


tytuł oryginału: The Murder on the Links
wydawnictwo: Dolnośląskie
data wydania: 19 marca 2014
ISBN: 9788327150929
liczba stron: 224
 

Wyzwania:

piątek, 23 maja 2014

Sprawy Perry'ego Masona


"Sprawa niedobudzonej żony" i

"Sprawa zielonookiej siostry" - 

Erle Stanley Gardner



Ach, spędzić popołudnie na ogromnym jachcie, popijać drinki, dać się ugościć kolacją, tańczyć – rozmarzyłam się. Czyż to nie cudna wizja?
Owszem, o ile jeden z gości nie ginie.
A goście, kim są? Otóż na jachcie spotkały się osoby zainteresowane kupnem oraz sprzedażą pewnej wyspy, dzierżawą pól naftowych, a także prawnicy, w tym rzecz jasna Perry Mason. Sprawy formalne dotyczące transakcji budzą wątpliwości i jest nadzieja na korzystne dla wszystkich stron negocjacje.
Gdy w nocy wszystkich elektryzuje wieść, że na pokładzie jachtu popełniono morderstwo, Perry Mason podejmuje się bronić oskarżonej o ten czyn kobiety. Niestety, wygląda na to, że tym razem zawiodła go intuicja. Cóż, wyprawa w interesach w piątek, na dodatek trzynastego, to chyba nie był najlepszy pomysł.

Nie zdradzę zakończenia książki, niemniej na sali sądowej Perry Mason także tym razem dostaje łupnia. Ach ta niedobudzona żona, wyrwana ze snu w środku nocy! Jakaż ona piękna w jedwabnej koszuli! Ale czy rzeczywiście niewinna?

Niezależnie jednak od sytuacji, Perry Mason ma klasę i nie miałabym nic przeciwko szefowi, który oznajmił by mi tak, jak on Delli Street: „Przejdź się do salonu kosmetycznego i zamów sobie masaż twarzy i co tam jeszcze robią, żeby kobieta poczuła się lepiej. Wlicz rachunek do wydatków służbowych. Zrób wszystko, na co masz ochotę.”[str. 105]



Sprawa niedobudzonej żony

tłumaczenie: Łukasz Witczak
tytuł oryginału: The Case of the Half-Wakened Wife
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 2007
ISBN: 8373846743
liczba stron: 231



Piękna, zielonooka Sylwia Atwood zwraca się do Perry Masona o pomoc. Jej rodzina, Bainowie, są szantażowani przez dawnego wspólnika ojca. Dla trójki rodzeństwa oznacza to bankructwo. 

Przedmiotem szantażu jest pewne nagranie na taśmie magnetofonowej obciążające ojca i niszczące reputację pozostałych członków rodziny.
Pośredniczenia między szantażystą a Bainami podejmuje się niejaki Brogan, znany z tego typu zadań, lecz nie dający się złapać na współuczestnictwie w oszustwach i wyłudzaniu pieniędzy.

Szybko okazuje się, że każdy z członków rodziny Bainów podejmuje się rozwiązać sprawę na własną rękę. 

Adwokatowi towarzyszy dzielnie Della Street, nieoceniona sekretarka i pomocnica.





Sprawa zielonookiej siostry

tłumaczenie: Anna Dwilewicz
tytuł oryginału: The Case of the Green-Eyed Sister
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 11 czerwca 2007
ISBN: 9788373846760
liczba stron: 192








Książki biorą udział w wyzwaniach:





 Z kolorem w tytule.




czwartek, 22 maja 2014

Imieniny na Roosevelta

Z wielką przyjemnością zanurzam się od czasu do czasu w atmosferze, jaką tworzy rodzina Borejków. Jest w niej dużo ciepłych dla mnie wspomnień z podobnych, rodzinnych spotkań w Poznaniu, które pamiętam ze swojego dzieciństwa.
Temat imienin także pojawił się ostatnio wśród moich przyjaciół jako, że dwie koleżanki w sporym stresie poszukują prezentów dla swoich mężów. Zaczęłam zastanawiać się nad ideą tegoż święta i czy nie ewoluuje ono niekiedy, z pierwotnej, miłej okazji, w przykry przymus kupienia jakiegokolwiek prezentu, byle odbębnić datę w kalendarzu? Nie wygląda, aby nadchodzące imieniny mężów jawiły się jako przyjemny czas, który można spędzić we własnym gronie. Otóż mężowskie imieniny musiały koniecznie odbyć się w dniu, który wskazywał kalendarz, a problemem numer jeden okazało się wymyślenie jakiegokolwiek prezentu.
Uznałam, że jestem szczęśliwa żyjąc bez tego przymusu z elastycznym podejściem do spraw tego typu.

Ale cóż tam słychać w domku z wieżyczką? Otóż zabierając się za napisanie tych kilku słów natknęłam się na facebooku na poniższe zdjęcie.


Ha! Takie właśnie pytanie zadaje na ulicach Poznania Tygrysek przechodniom i uzyskuje odpowiedzi zgodne z obecnymi, amerykańskimi standardami. Nihil novi sub sole, jak by powiedział papa Borejko.
Imieniny w tomiku mnożą się gęsto i obficie, na scenę bowiem wkraczają bracia Lelujkowie, którzy mają imieniny jeden po drugim, czyli przez trzy kolejne marcowe dni. W tym jeden z nich, Wiktor, świętuje je tego samego dnia co i Róża. Poznani w interesujących okolicznościach bracia, stają się obiektem rywalizacji między Różą i Laurą, zaś Róża zwana Pyzą, obiektem rywalizacji między braćmi i niejakim Fryderykiem Schoppe, który nagle oznajmia, iż ma imieniny w tym samym czasie, co dziewczyna.
Książka rozpoczyna się fetą na cześć dwóch Grzegorzów Strybów (w tym Grzegorza Ignacego juniora) oraz na cześć powrotu Natalii zwanej Nutrią z Cypru. Podczas imienin pojawia się z wizytą Robrojek i oto mamy pierwszą uczuciową katastrofę.
Gdy dorosłe pokolenie przeżywa swoje emocjonalne perturbacje, młodzież popada w podobne, stosowne odpowiednio dla wieku. Zatem na scenie pojawia się Wiktor Lelujka „Gęste, ciemne włosy spadały mu na zrośnięte brwi, słowem – był niebywale przystojny, co każda normalna dziewczyna musiałaby zauważyć od razu, nawet gdyby aktualnie była ciężko strapiona.”[1] Jak Pyza, tj. chciałam powiedzieć Róża, która zgubiła, tak zgubiła – Ignacego Grzegorza Strybę.
Przez cały tom przewija się Bernard Żeromski, który bawi nas swoją kwiecistą mową oraz niestety, zżera innym ich kolacje, a nawet romantyczne kolacje przy świecach zaplanowane dla dwojga. Bowiem imieniny obchodzi także Gabrysia. I tutaj prezent dla niej okazuje się być kością niezgody między teściem, Ignacym Borejko, któremu świetnie się udaje filozofowanie, bo jest zwolniony z obowiązku mycia naczyń, a zięciem, Grzegorzem Strybą, który nabył zmywarkę.
Sprzęt ten należy do kategorii prezentów, z których z jednej strony kobieta się cieszy, bo ułatwiają prace domowe, a drugiej smuci, bo oznacza, iż bliscy widzą w niej li i jedynie gosposię. No, ale Grzegorz przygotował jeszcze pewną niespodziankę… Wątek  raptus puellae”[2], czyli porwania dziewczyny, który z reguły towarzyszy perturbacjom uczuciowym między płciami, przewija się przez całą książkę, aż do nieoczekiwanego finału.

Nad całą fabułą unosi się miły zapach domowych ciast i wzajemnej serdeczności, która przywabia mnie od czasu do czasu do półki z „Jeżycjadą”.


[1] „Imieniny”, Małgorzata Musierowicz, Akapit Press, Łódź 2000 r., s. 44
[2]  tamże s. 71


Imieniny

więcej informacji
seria/cykl wydawniczy: Jeżycjada tom 12
wydawnictwo: Akapit-Press
data wydania: 2000 (data przybliżona)
ISBN: 8387463361
liczba stron: 208






 Książka bierze udział w wyzwaniu:   

2. Wydawnictwo na "A"
 
 
Europa da się lubić 
 
 

środa, 21 maja 2014

Wyniki I tury Wyzwania Czytelniczego

Swiatynia Muz okladka-male"Pierwszą zwyciężczynią wyzwania czytelniczego dla blogerów została Pani Magdalena Woźniak, autorka bloga Zapiski na Serwetkach. Laureatka zrecenzowała dla nas książkę Agathy Chrisite pod tytułem Tajemniczy pan Quin.
 W nagrodę do Pani Magdaleny powędruje ufundowana przez Wydawnictwo Bellona Świątynia muz Johna M. Robertsa."




Książka jest już u mnie. Dziękuję bardzo Kawiarence Kryminalnej


piątek, 16 maja 2014

Pieski żywot

Na środku ulicy stał jakiś wynędzniały kundel, ziewając i przeciągając się w słońcu. Wyciągnąwszy tułów niemal do granic ekstazy, usiadł i zaczął się dokładnie drapać. Potem wstał, otrząsnął się i rozejrzał wokół, szukając kolejnych atrakcji, jakie mogło zaoferować mu życie.
Na poboczu drogi usypano stos śmieci i tam właśnie pobiegł, wsuwając pysk w oczekiwaniu przyjemności. Rzeczywiście, nos go nie zawiódł. Zapach tak wspaniałego rozkładu przeszedł jego najśmielsze marzenia! Węszył z rosnącym uznaniem, a potem raptownie zapomniał o rozsądku, wywrócił się na grzbiet i wytarzał ochoczo we wspaniałym śmietnisku. Tego ranka świat zamienił się w psi raj.

 Arlekin – Paul Cézanne [źródłó]

Wreszcie, zmęczony, wstał i znów wyszedł na środek ulicy. Bez najmniejszego ostrzeżenia zza zakrętu wyjechał z pędem rozklekotany samochód, uderzył prosto w psa i pojechał dalej, nawet nie zwalniając.
 Kundel podniósł się na nogi, stał przez chwilę, patrząc na pana Satterthwatte’a z niemym wyrzutem w oczach, a potem przewrócił się. Pan Satterthwaite podszedł bliżej i pochylił się nad nim. Zwierzę było martwe. Pan Satterthwaite ruszył swoją drogą, zastanawiając się nad okrucieństwem życia. Jakże dziwny był ten niemy wyrzut w psich oczach. „Och, ten świat – zdawały się mówić. – Cudowny świat, któremu zaufałem. Dlaczego mi to zrobił?”


Christie Agatha, opowiadanie pt. „Człowiek z morza”, z tomu „Tajemniczy pan Quin”, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, s. 120-121

Bardzo poruszyła mnie ta pięknie skonstruowana, bardzo smutna scena. Pokazuje, że Agatha była wnikliwą obserwatorką życia i wydarzeń, współczującą zwierzętom a kierowcy bez serca już ponad od stu lat zabijają zwierzęta na szosie. 
W opowiadaniu, scena ta pełni rolę metafory, ale sama w sobie, wydaje mi się przejmująca i piękna.  
Aby nie pozostać ze smutnymi wrażeniami, wklejam portret ulubieńca dzieci :)



czwartek, 1 maja 2014

Błazen w czarnej masce - Tajemniczy pan Quin

"Tom „Tajemniczy pan Quin” (1930) przyniósł szereg na poły fantastycznych opowieści o występku i zbrodni.”[1] Łączą je osoby pana Satterthwaite’a oraz pana Quina. O ile tego pierwszego spotykamy jeszcze w innych książkach Agathy, to postać Quina pojawia się tylko w tej jednej pozycji.

Głównym bohaterem miniaturek jest pan Satterthwaite, którego w jednym z opowiadań autorka charakteryzuje następująco: „W końcu kim był? Małym, zasuszonym starszym panem, bez dzieci, bez rodziny, jedynie z cenną kolekcją sztuki, która w tej chwili wydawała się, o dziwo, zupełnie niestaysfakcjonująca. Nikt nie przejmował się, czy żyje, czy umarł…”[2]

Tomik rozpoczyna się pojawieniem pana Quina w życiu bohatera, „Nadchodzi pan Quin”, a kończy jego odejściem w opowiadaniu „Aleja Arlekina”.
Cóż to za postać, która znalazła się w tytule, a nie jest głównym bohaterem? Autorka określiła go następująco (i to wielokrotnie w różnych opowiadaniach zbioru): „…śniady, małomówny, uśmiechnięty i jednocześnie smutny.”[3] A jego rola? „Mam przyjaciela, nazywa się Quin. Najlepiej opisuje go słowo „katalizator”. Jego obecność oznacza, że zaraz coś się wydarzy, na jaw wyjdą dziwne sprawy, zagadki zostaną rozwiązane. A jednak on sam nie bierze w tym udziału.”[4]
Otóż to. Pan Quin nie bierze udziału w wydarzeniach, nawet niczego nie sugeruje, nie podpowiada. Pan Quin zadaje tylko pytania, na które odpowiedzi znajduje pan Satterthwaite.

Pan Harley Quin jest postacią do tego stopnia tajemniczą, że nie do końca wiadomo, czy rzeczywiście istnieje. Być może jest fragmentem świadomości pana Satterthwaite’a, bytem zrodzonym w jego wyobraźni, intuicją, która nakazuje mu pojechać w jakieś miejsce lub spotkać tę czy inną osobę. Postać Harleya Quina nawiązuje do ludowej komedii dell’arte, wywodzącej się z tradycji antycznego mimu. Cechą komedii dell’arte jest powtarzalność postaci, aż do pojawienia się i utrwalenia konkretnych typów, charakteryzujących się własnym wyglądem, zachowaniem i maską. „Postacie scenerii tej improwizowanej komedii dzielą się ściśle na maski "poważne" i maski "komiczne". Maski "poważne" należy odłożyć na drugi plan wobec grona pełnych przesady, jąkających się, przebiegłych i szelmowskich typów, które uczyniły commedia dell'arte tym, czym się stała.[5] 



Arlekin – Paul Cézanne [źródłó]


Tajemniczy pan Quin jest komiczną postacią, Arlekinem, który w tradycyjnej komedii dell’arte występował w kostiumie zeszytym z kolorowych trójkątów lub rombów.
„Niektórzy widzą w nim bożka złodziei i żebraków, Merkurego, inni sługę z Arles (Cezary z Arles), jeszcze inni odnajdują w jego czarnej masce cechy murzyńskich niewolników rzymskich.”[6] - stąd wielokrotnie podkreślenie przez autorkę, że pan Quin ma śniadą cerę i jest małomówny (jak mim). Jego pojawieniu się w książce często towarzyszy wzór rombów układający się na podłodze dzięki promieniom słońca wpadającym przez witrażowe okno. Ponadto pojawiają się inne elementy typowe dla komedii dell’arte – podłoga ułożona z czarno-białych kafli, perypetie miłosne wielu bohaterów, zaplątanych w akcję i pełniących rolę Pierrota lub Kolombiny, będącej w komedii kochanką Arlekina.


Pierrot [źródło]



Pan Quin pojawia się w każdym opowiadaniu i zwiastuje zwrot akcji, zapowiada ważne wydarzenie. To z jego powodu pan Satterthwaite wielokrotnie zmienia plany i zostaje na miejscu, gdy miał już wyjechać, albo odwiedza kogoś, gdy właśnie miał ochotę zostać w hotelu i odpocząć. Jest przeczuciem, które popycha Satterthwaite’a do czynu.
Jaką rolę zatem odgrywa w tej komedii sam Satterthwaite? Człowiek znany z tego, że jest znany i zna wiele innych ważnych osób, w obecnych czasach nosiłby miano celebryty. Jego życie wypełnia bywanie w miejscach, gdzie spotyka ważne osoby. „Można by rzec, że przez całe życie siedział w pierwszym rzędzie widowni, obserwując rozgrywające się wokół ludzkie dramaty. (…) Instynktownie wiedział, gdzie szukać tragedii. Wyczuwał ich zapach jak bojowy rumak.”[5] Nawet ten opis cech pana Satterthwaite’a, umieszczony na początku pierwszego opowiadania sugeruje nam, że mamy do czynienia ze sztuką teatralną.

Jak klamra spina tomik ostatnie opowiadanie, „Aleja Arlekina”, gdzie Agatha wyraźnie nawiązuje do komedii dell’arte. Bohaterowie pojawiają się na scenie, w dosłownym tego słowa znaczeniu przebrani w stroje z komedii, by potem kontynuować grę w sennej wizji Satterthwaite’a. Dzięki tym wizjom odgaduje on tajemnicę gospodyni domu, zaś na samym końcu odkrywa prawdę o samym sobie.

„Tajemniczy pan Quin” jest książką mocno różniącą się od innych powieści autorki. Zaledwie kilka z opowiadań ma typowy dla Christie charakter i atmosferę. Wiele opowiadań ociera się o świat nierealny, a atmosfera przypomina opowiadania A. E. Poe’go. „Christie przez wszystkie lata czyniła wypady w świat zjawisk nadprzyrodzonych (opowiadania z tomu „Tajemniczy pan Quin (…)”[7]

Dwanaście opowiadań z tomu „Tajemniczy pan Quin” to tuzin perełek, starannie dopracowanych w szczegółach opowiadań, utrzymanych w tajemniczym klimacie. Postaci opisane są z cieniutkim, angielskim humorem, a ich przywary momentami wyolbrzymione, jak we wspomnianej komedii. Każde z opowiadań przypomina jedną z teatralnych sztuk, jakie mogliby aktorzy wystawić w konwencji dell’arte.
Wydaje mi się, że liczba smakowitych kwestii, które wypowiadają bohaterowie książki, nie ma sobie równych w innych pozycjach autorki. Być może jednak zadziałał czar commedia dell'arte, która od kiedy pamiętam, rozbudza moją wyobraźnię.



--------
[1] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 125
[2] Christie Agatha, „Tajemniczy pan Quin”, Wydawnictwo Dolnośląskie 2014, s. 118
[3] tamże s. 149
[4] tamże s. 125
[7] Curran John, „ABC zbrodni Agathy Christie: Sekrety z archiwum pisarki”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2012, s. 116



 Mój Pierrot, a po prawej karnawałowa maska, którą przywiozłam z Wenecji.


 W Wenecji, w sklepie z maskami.
* * *

Recenzja bierze udział w konkursie  

KRYMINALNE WYZWANIE CZYTELNICZE DLA BLOGERÓW




Recenzja uczestniczy w projekcie Na tropie Agathy


Europa da się lubić



oraz

"Śmierć w rozdziale"