sobota, 21 września 2013

Kapcie potwora



Pojawia się coraz więcej książek na temat przemocy domowej. I dobrze. To temat tabu, który powinien całkowicie wyjść z ukrycia. Właśnie z powodu milczenia ofiar oraz otoczenia (co ja się będę wtrącać w cudze sprawy), tragedie wielu rodzin trwają latami. Sąsiedzi, znajomi i krewni uważają, że własne brudy należy prać w swoim domu, a nie na zewnątrz. Jest nawet przysłowie, że ”zły to ptak, który własne gniazdo kala”. Dla ofiar przemocy oznacza to zamknięte drzwi, zatkane uszy i zamknięte na ich ból, oczy. Znikąd pomocy. Wręcz sugestia, że jesteś ofiarą, bo jesteś ofiarą, bo sobie nie radzisz, coś robisz źle i na dodatek chcesz o tym rozpowiadać. Jesteś nie w porządku i trzeba się od ciebie odsunąć.

Autorka prezentuje nam pamiętnik niezwykły, bo rysunkowy. Oczywiście broniłam się przed nim, ponieważ nie jestem wielbicielką komiksów. Ale kiedy wzięłam do ręki tę książkę, natychmiast wsiąkłam. Ileż gorzkiej, bolesnej prawdy zawarła w niej autorka i jak mocno owa prawda dociera poprzez właśnie tę, niezwykłą formę.

Bohaterami książki jest Roz, która opowiada nam swoją historię i jej partner Brian. Historia zaczyna się wzajemnym zauroczeniem. Bohaterowie opowieści przypadkowo poznają się na imprezie u znajomych. Roz jest samotną businesswoman, a Brian wdowcem z czwórką dzieci. Romans rozwija się. Wtedy to z ust Roz padają znamienne słowa „W impulsywności Briana i nieprzestrzeganiu konwenansów było coś niesamowicie podniecającego.... Jego energia i bujny temperament sprawiały, że byłam pełna życia, a lekkomyślna żywiołowość mnie obezwładniała.” [str. 31]
Nastały miodowe miesiące, podczas których Brian „osaczał” Roz dowodami miłości. Padło zdanie, które powinno włączyć u bohaterki wszystkie dzwonki alarmowe: „Roz, nie rozumiesz, że nigdy nie pozwolę ci odejść?” [str. 40]
Dla Roz nastała emocjonalnie wyniszczająca huśtawka nastrojów, a Brian coraz bardziej stawał się doktorem Jekyllem i panem Hydem.
Odwracałam kartki i z przerażenia włosy jeżyły mi się na głowie. A przecież mnóstwo takich sytuacji jak te, które zostały narysowane i opisane, ma miejsce w wielu domach. Może nawet tuż za ścianą?

W książce znalazłam kilka niezwykle celnych zdań. W krótkim wstępie poraziło mnie stwierdzenie, które wydaje się być mantrą dla uwikłanych w przemocowe związki kobiet: „DLACZEGO BRIAN TAK SIĘ ZACHOWYWAŁ? Zamęczałam się niemal na śmierć, próbując znaleźć wytłumaczenie. (...) WIERZYŁAM, ŻE SIĘ ZMIENI... Wierzyłam, że zdołam chronić jego dzieci.... Wierzyłam, że moja miłość odmieni go na lepsze.... Stosowałam TYLE WYMÓWEK, by uzasadnić powody, dla których nie odeszłam, żeby nie widzieć prawdy. (...) W końcu dostrzegłam fakt, że NAJBARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCĄ PRAWDĄ NIE BYŁO JEGO ZACHOWANIE, ALE MOJE -  ponieważ wciąż byłam z nim i pozwalałam na to, by mnie krzywdził. ” [wstęp, strony nienumerowane].
To jest według mnie najbardziej gorzkie ze zdań, które znalazłam w książce, ale też pokazujące przełom w myśleniu głównej bohaterki Roz. Wzięcie na siebie odpowiedzialności za swój los, za to, co nas spotyka, przyznanie się do współwiny (a jest nią przyzwolenie), to kamień milowy na drodze do uwolnienia się z toksycznego związku. Myślę, że ten moment może być porównywalny do przyznania się alkoholika przed samym sobą, że problem alkoholowy jest jego problemem.
Równie ważkie są słowa, wypowiedziane przez Briana: „Z chwilą, gdy ktoś przestaje się czuć bezpieczny, można z nim zrobić co tylko się chce” [str. 147] oraz przez terapeutkę: „Przerażające wydarzenia mają charakter uzależniający.”[str. 233].
Interesujące jest dla mnie wytłumaczenie powodu, dla którego ktoś tkwi w przemocowym związku tzw. syndromem sztokholmskim: „Zaczyna się to jak strategia przetrwania, żeby uniknąć cierpienia, chcesz zadowolić swojego prześladowcę, więc próbujesz go zrozumieć, przewidywać jego żądania. Ale, im bardziej się z nim identyfikujesz, tym bardziej się przywiązujesz.... A jednocześnie dystansujesz emocjonalnie poprzez wyparcie tego, co się dzieje.”[str. 235].

Kto kiedykolwiek był w przemocowym związku, czytając tę książkę natychmiast zobaczy typowy schemat, który mu towarzyszy. Jeśli ktokolwiek w takim związku jest i nie zdaje sobie z tego sprawy, może zidentyfikuje się z główną bohaterką, zauważy schemat, w którym tkwi i zada sobie to znamienne pytanie – dlaczego nadal z nim (z nią) jestem i pozwalam się krzywdzić?
Jeśli ktokolwiek myśli, że jest odporny i jego to nie spotka, niech posłucha Roz: „Pomyślałabyś, że silna, asertywna kobieta pozwoli się poniżać? Ja też nie, dopóki mnie to nie spotkało.” [str. 5].

--------------------------------------------------------------------------------------
„Kochać zbyt mocno, czyli o tym jak wygląda przemoc domowa”, Penfold Rosalind B. (pseud.), Wydawnictwo Nowa proza, 2007 rok

  Książka została przeczytana w ramach 

Pasionkowego Wyzwania Czytelniczego punkt 6 - komiks