środa, 20 listopada 2013

Powrót Szeherezady


Książki Wydawnictwa Lambook kuszą pięknymi okładkami, starannym wydaniem, troską, z jaką przygotowywana jest każda edycja. Już dzięki samej szacie graficznej mogą stać się eleganckim prezentem. Co, jednak, z zawartością?
Błękitna okładka „Zaklinacza słów” autorstwa Shirin Kader zahaczyła o mój wzrok na księgarskiej półce. To nie jest taki sobie błękit. To jest TEN błękit. Błękit, który kojarzy się z Orientem, okiem proroka, emalią barwy ultramaryny, wisiorkiem z kawałkiem lapis lazuli.
Teraz, gdy przeczytałam tę książkę wiem, że ona mnie przywołała. Zrobiła wszystko, aby zwrócić na siebie moją uwagę, spowodowała, że wróciłam do księgarni, aby ją mieć na własność, żeby pochłonęła mnie i przeniosła w tak wytęskniony, i zdawało się utracony w dzieciństwie, świat baśni z tysiąca i jednej nocy.
Najpierw przywitała mnie intrygująca sentencja: „Temu, kto stał się częścią pewnej przepowiedni i każdym słowem tej książki”.
Odwróciłam kartkę.
I przepadłam.
Nina, główna bohaterka, być może alter ego autorki, a być może nie, pokochała arabskie baśnie w dzieciństwie. Jako dorosła kobieta wyjechała do Londynu, aby studiować zawiłości arabskiej literatury. Londyn, w którym zamieszkała, okazał się w jej oczach, najmniej brytyjskim miastem na Ziemi. Dla Niny była to enklawa Wschodu, esencja Orientu. Dla niej w Londynie istniały tylko arabskie kawiarenki, w których zbierają się artyści, gościom podaje się wschodnie przysmaki, rozbrzmiewa muzyka pustynnych Beduinów, a w powietrzu unosi się aromatyczny dym fajek. „…w El Khimie spotykała się też arabska bohema, artyści, dziennikarze, kolekcjonerzy dzieł sztuki, biznesmeni z Bliskiego Wschodu, emigranci szukający swej oazy na pustyni obcego miasta.”[1]
Pewnego dnia w kawiarni, w której Nina jako studentka dorabiała sobie do stypendium, pojawił się on. Gabriel Stork. Bajarz. Hakawati. „Pojawiał się znikąd w paryskich kawiarniach i opowiadał ludziom historie.”[2] przeczytała na kartce, która w magiczny sposób wpadła w jej ręce.
Od tego dnia nic nie było już takie samo. Otaczające bohaterkę przedmioty ożyły, uzyskały duszę, a miasto osobowość. Historie zaczęły się same opowiadać, splatać ze sobą i żyć obok ludzi.
<<”Napisz o mnie” – powiedziałeś tamtego dnia, kiedy jechaliśmy londyńskim metrem.>> [3]

Napisała. Napisała o tobie, Gabrielu książkę, a my czytamy ją tak, jakbyśmy wkradali się w twoją duszę, podglądali cię przez dziurkę od klucza, aby z odłamków poskładać twój portret. Tchnęła w ciebie życie i uczyniła nieśmiertelnym tak, jak kiedyś, ktoś, napisał o Szeherezadzie.
„Przepowiednie mają to do siebie, że są nieuniknione. Możesz im nie wierzyć, odrzucać je albo próbować o nich zapomnieć, a i tak zawsze znajdą do ciebie drogę, choć spełniają się w różnej postaci.”[4]
Od chwili, gdy książka „Zaklinacz słów” wybrała sobie mnie spośród klientów księgarni, nie zlekceważę już żadnej przepowiedni.
A Tobie, Czytelniku, który zaglądasz tu w poszukiwaniu książki na jesienną chandrę, proponuję dobrą kawę albo herbatę i wieczór w towarzystwie opowieści Shirin Kader.

Zaklinacz słów [Shirin Kader]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


[1] Shirin Kader, „Zaklinacz słów”, Wydawnictwo Lambook, Kraków 14 października 2013, s. 31
[2] Tamże s. 22
[3] Tamże s. 11
[4] Tamże s. 306





Zaklinacz słów
Shirin Kader 
oprawa: miękka ze skrzydełkami 
format: 145×207 mm 
stron: 320 
ISBN: 978-83-63531-05-8
Wydawnictwo Lambook
data premiery: 14 października 2013

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Trójka e-pik

sobota, 16 listopada 2013

Dolnośląskie ścieżki

Alicja wybiera się na wakacje w Sudety. Nauczycielka wrocławskiego gimnazjum, singielka, w poszukiwaniu spokoju po wyczerpującym roku szkolnym, wynajmuje pokój w gospodarstwie agroturystycznym. W planach ma odpoczynek, czytanie książek i kilka niezobowiązujących wycieczek po okolicy. Dość szybko okazuje się, że „okolica” ma do zaofiarowania wiele interesujących miejsc, a przewodnikiem Alicji staje się pasjonat Dolnego Śląska, Michał. Rozwodnik, germanista, wykładowca w Kolegium Karkonoskim. Czytelnik jest świadkiem powoli rodzącego się uczucia dwojga ludzi, a także odkrywania przez nich tajemnic i skarbów okolic Jeleniej Góry. A to, co dla kogo jest skarbem, to już bardzo indywidualna sprawa. Dla Alicji są to losy ludzkie, zamknięte jak w kapsule czasu w pozostawionych przedmiotach, niedomkniętej furtce prowadzącej na cmentarz, opowieści trwającej w ludzkiej pamięci, filmie dokumentalnym lub fragmentach ruin. Zbiera je tak, jak inny turysta szukałby drogocennych kamieni ozdobnych, którymi usłana jest ziemia dolnośląska. I budzą w Alicji podobny zachwyt. Bo ścieżka, którą człowiek podąża w życiu, jest inna dla każdego. I celem każdego człowieka, jest ją dla siebie odnaleźć.
Dróżki, którymi podążają Alicja i Michał zbliżają się do siebie, a bohaterowie spotykają usadowione przy nich ślady przeszłości. Wystarczy odrobina wyobraźni, aby wyczarować piękną opowieść o tym, co zdarzyło się w Radomicach, gdzie na cmentarzu ktoś nie domknął furtki, zamykającej kute w żelazie ogrodzenie nagrobka. Furtka pozostała na zawsze uchylona, gdyż drzewo, które w niej wyrosło, przerosło przez żelazne pręty. Uchylona furtka do cmentarnej kwatery, jest w książce Małgorzaty Lutowskiej, uchyloną furtką do dolnośląskiej przeszłości. Michał, którego pasjonuje historia i ludzie, którzy pozostali po wojnie w tych rejonach mogą dużo opowiedzieć o losach tych, którzy żyli tutaj, kształtowali ten region i kochali go tak samo, jak obecni mieszkańcy. A poprzez wspólne miejsca oraz przedmioty, losy dawnych i obecnych mieszkańców splatają się i łączą.
Pięknie snuje się opowieść o Hannelore, dziewczynie, która nie lubiła prac domowych. Na nic się zdały wysiłki jej babki, Hannelore została konstruktorem mostów, a nieporadnie przez nią haftowana, niebieską nicią makatka, na zawsze stanowi świadectwo jej niezależnego ducha. Natomiast w ruinach zamku w Starej Kamienicy nadal ożywają głosy sprzed wieków, opowiadające o głośnej, niesłychanej zbrodni. Wierny do tej pory sługa, dopuścił się morderstwa na swoim panu. Cóż go przywiodło do tego straszliwego czynu? Oczywiście kobieta, piękna Emilia, która zauroczyła zarówno pana jak i jego sługę.
Czy poza historią, poza śladami przeszłości, można napotkać w Sudetach współczesne, interesujące miejsca oraz ciekawych ludzi? A jakże! I to całe mnóstwo! Mieszkańcy Kopańca założyli Teatr Ludowy i przygotowują spektakl, Holendrzy, którzy osiedlili się w Międzylesiu walczą z projektem budowy kopalni, która zrujnuje przyrodę okolicy, a pochodzący z Tasmanii pastor pomaga każdemu, kto pomocy potrzebuje. Jest i opowieść o prawdziwych skarbach, które Walończycy ukryli w Górach Izerskich, jest i legenda o skarbach schowanych przez Ducha Gór wewnątrz Wieczornego Zamku.
Trzeba dodać, że niemal wszystkie historie, które opowiedziane są w książce zdarzyły się naprawdę. A także znajduje się w niej kilka wątków autobiograficznych. Bohater książki, Michał, domagał się od swojej mamy, żeby przeczytała mu inskrypcję znajdującą się na murze otaczającym kościół w Cieplicach. Niestety mama nie mogła tego zrobić, gdyż napis był w języku niemieckim. Wtedy to Michał postanowił nauczyć się tego języka, żeby zrozumieć wszystkie słowa, jakimi przemawiają kamienie w jego ojczyźnie. Historia ta wydarzyła się naprawdę, ale dotyczyła nie bohatera książki, lecz jej Autorki.
Książka zdobyła w 2003 roku nagrodę Marszałka Dolnego Śląska, w konkursie na powieść współczesną o Dolnym Śląsku. Dla Czytelnika zaś, jest ona zaproszeniem, do odwiedzenia chociaż części, z opisanych miejsc.


Dla siebie znalezioną ścieżką
Małgorzata Lutowska
wydawnictwo: Wydawnictwo Poligrafia AD REM
data wydania: 14 kwietnia 2010
ISBN: 9788361719700
liczba stron: 256

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczegoTrójka e-pik na październik


niedziela, 10 listopada 2013

Pierwsze, drugie - zapnij mi obuwie

„Pierwsze, drugie - zapnij mi obuwie; Trzecie, czwarte - zamknij drzwi otwarte; Piąte, szóste - dobierz patyczki proste; Siódme, ósme - ułóż je prosto; Dziewiąte, dziesiąte - kura tłusta na zachętę; Jedenaste, dwunaste - pułapki przepastne; Trzynaste, czternaste - dziewczyny zalecają się; Piętnaste, szesnaste - kucharki ciekawskie; Siedemnaste, osiemnaste - dziewczyny przyjazne; Dziewiętnaste, dwudzieste - moje talerze są puste.”

Dziecięca wyliczanka odlicza rozdziały książki. Fragmenty wyliczanki, są tytułami rozdziałów i odpowiadają treści. A może treść została przez Agathę Christie dopasowana do wyliczanki?
Niewinna zabawa nagle staje się realna, a jeszcze do tego śmiertelnie niebezpieczna.
Wszystko zaczyna się rzecz jasna niewinnie, Hercules Poirot odwiedza dentystę. Ten robi przegląd stanu zębów i tego samego dnia umiera. Detektyw podejmuje trop i nie rezygnuje nawet wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy Scotland Yard uznał sprawę za rozwiązaną.
Bardzo pilnie starałam się ze śladów, tropów i sugestii wywnioskować kto zamordował nieszczęsnego stomatologa. Niestety. Zabójca oraz jego filozofia były dla mnie ogromnym zaskoczeniem.
Na szczęście Hercules Poirot nigdy się nie myli :)

Pierwsze, drugie... zapnij mi obuwie
Autor: Agatha Christie
tłumaczenie: Jan S. Zaus, Irena Ciechanowska-Sudymont
tytuł oryginału: One, Two, Buckle My Shoe
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
data wydania: 1998 (data przybliżona)
ISBN: 8370236367
liczba stron: 230

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczegoTrójka e-pik na listopad