niedziela, 16 grudnia 2012

Nieodgadnione tajemnice Ducha Gór



Pięknie wydany przez wydawnictwo Ad Rem w 2008 roku tomik, jest częścią cyklu przetłumaczonych na język polski tekstów źródłowych, opowieści i legend o Duchu Gór.

Księga zawiera dziewięć opowieści o nieobliczalnym i złośliwym z jednej strony, a dobrym i łagodnym z drugiej, Władcy Karkonoszy. Kapryśny jak pogoda w górach czyni psoty rodem z podań ludowych, co autor jeszcze podkreśla, ubarwiając język karkonoską gwarą. Jednakowoż nie ma w Duchu Gór nic ludzkiego, jest nieuchwytny jak wiatr i nieprzewidywalny jak siły przyrody.

W pierwszej z opowieści, zatytułowanej „Właściwie rzecz cała jest nieodgadnioną tajemnicą”, autor tak go charakteryzuje: „Zuchwalszy od wszystkich figlarzy i koniokradów świata. Nikczemny wydrwigrosz i nieokrzesany parobek. Ale też najzręczniejszy z muzykantów, który zwykł grać na skalnych rumowiskach i wśród sękatych gałęzi kosodrzewiny.
A zwie się po prostu Duch Gór. Bez jakichkolwiek dodatkowych określeń.(…) Duch Gór jest jedyny w swoim rodzaju i wciąż ten sam przez wieki. Nie potrzebuje odróżniać się od innych, bo przecież i tak w całym świecie nie ma jemu podobnych …”[1]

Poszczególne historie opowiadają o figlach i psotach, ale także pomocy, jakiej Duch Gór udzielał strapionym ludziom.
Tak oto charakteryzują legendy tłumacze, Emil Mendyk i Przemysław Wiater: „Hauptmannowskie opowieści nie są (…) jedynie zbiorem baśni do szybkiego przeczytania, ale utrzymanym w porządku zmieniających się pór roku przejściem od (ponownych) narodzin do (pozornej) śmierci.”[2]

Autor, Carl Hauptmann, to pisarz na wskroś karkonoski. Niestety i w Niemczech, i w Polsce, jego twórczość jest mało znana. Gdy słyszymy nazwisko Hauptmann, zaraz myślimy o jego młodszym bracie Gerharcie, laureacie literackiej Nagrody Nobla z 1912 roku.
Carl Hauptmann urodził się w Szczawnie Zdroju, a zmarł w Szklarskiej Porębie. Żył i tworzył na przełomie XIX i XX wieku. Warto nadmienić, że jako pacyfista protestował przeciwko I Wojnie Światowej, opowiedział się w 1918 roku za odzyskaniem przez Polskę niepodległości, a dokonana przez niego korekta powieści „Chłopi” Władysława Reymonta, poprzez upowszechnienie jej w krajach posługujących się językiem niemieckim, przyczyniła się do uhonorowania polskiego pisarza literacką Nagrodą Nobla w 1924 roku.

Duch Gór istnieje od chwili powstania Karkonoszy i włada nimi niezależnie od tego, jakim językiem mówią zamieszkujący go ludzie. Tym samym legendy i opowieści o nim, są nasze. Nasze, czyli karkonoskie - niemieckie, czeskie i polskie. A skoro nasze, to warto je poznać, do czego gorąco zachęcam.

------------------------------
[1] Hauptamnn Carl, „Księga Ducha Gór”, tłum. Mendyk Emil, Wiater Przemysław, wyd. Ad Rem, Jelenia Góra 2008, s. 7

[2] tamże s.5



czwartek, 6 grudnia 2012

STOP!




Dwa dni „medycznego aresztu domowego” to czterdzieści osiem godzin bez komunikowania się z ludźmi, żadnego czytania, oglądania telewizji, słuchania muzyki, spania w ciągu dnia, korzystania z komórki i komputera. Dwa „dni nieaktywności.”
Trudne?
Dla niektórych ludzi bardzo trudne. Żyją w nieustannym biegu, realizują zadania, uczepieni kurczowo kalendarza, zegarka, newsów, są bombardowani informacjami, non stop online, tak naprawdę nie mają czasu dla nikogo, z samym sobą włącznie. Niekiedy uznają to za błogosławieństwo, bo w szalonym biegu usiłują po prostu od samego siebie uciec. Dla nich, dwa dni „robienia nic”, bycia tylko ze sobą, może być koszmarem. Są jak buchający parą kocioł, gotowy do działania, nogi w blokach startowych, sprężyna nakręcona do maksimum, a tu świat zatrzymał się w miejscu, zawody odwołane, fajrant.
Co zrobi kocioł? Wystygnie.
A człowiek?

Autorka i bohaterka „Listu do mojego życia”, Miriam Meckel przez piętnaście lat była skutecznym, sprawnym, poukładanym człowiekiem, realizującym mnóstwo zadań. Jak wspomniany kocioł parowy. Szalone tempo życia oraz pracy dawało jej przyjemność, ale stanowiło też ucieczkę przed smutnymi emocjami. Udawanie, że tych emocji nie ma, kosztuje bardzo dużo energii, podobnie jak bycie na nieustannym rauszu pracoholizmu.

Co takiego się stało, że Miriam znalazła się w sytuacji „domowego aresztu”, w pokoju kliniki psychiatrycznej u podnóża Alp?
Kocioł ma zawór bezpieczeństwa, który w momencie, gdy zbierze się zbyt dużo pary upuszcza jej nadmiar. A człowiek? Człowiek ma ciało, które w przypadku Miriam „okazało się mądrzejsze od głowy i pociągnęło za hamulec.” [1] To choroba zmusiła bohaterkę do szukania pomocy, choroba, która uniemożliwiła ignorowanie wcześniejszych sygnałów, a także uniemożliwiła pracę.

Miriam siedzi w pokoju i rozmyśla., a myśli błądzą od wspominania wydarzeń, które doprowadziły do załamania, poprzez odpychaną żałobę, po rozważania dotyczące sensu życia. Z racji swojego zawodu (profesor komunikacji korporacyjnej, dyrektor Instytutu Zarządzania Mediami i Komunikacji na Uniwersytecie w ST. Gallen w Szwajcarii) autorka nie ogranicza rozważań jedynie do własnego przypadku, ale widzi go jako bardzo szeroki problem, który trapi współczesne społeczeństwa.
Współczesne? Miriam cytuje Tomasza Manna, co oznacza, że to, co obecnie nazywa się wypaleniem zawodowym towarzyszy człowiekowi już od dawna.

Podczas terapii, bohaterka uświadamia sobie swoje ograniczenia, powoli uwalnia się ze stereotypów. „Nie odnajduję już siebie samej w ciele osoby, która zawsze spełnia oczekiwania, jakie mają wobec niej inni. Na której zawsze można polegać w dającym się społecznie uogólnić sensie, która odnosi sukcesy i jest dobra. Po prostu już tego nie czuję. Pewnie od kilku miesięcy przerabiam swoją małą rewolucyjną emancypację.” [2]. W końcu znajduje dla siebie oryginalną metaforę, nawiązującą do oznaczeń na metkach dotyczących konserwacji ubrań: „<<Łatwa w pielęgnacji>>  - w tym określeniu tkwi  całe to moje dopasowanie, przestrzeganie zasad, prostolinijność, znudzenie i zmęczenie życiem, które od zeszłego roku widzę przed sobą niby w jakimś koszmarze. Co za straszne określenie na przerażający stan. Człowiek łatwy w pielęgnacji nie reprezentuje siebie, tylko oczekiwania otoczenia, żeby nie było z nim wiele kłopotu, żeby nie trzeba było specjalnie dla niego się wysilać.”[3]

To mnie nie dotyczy! — zakrzykniesz Czytelniku. — Jestem zwykłym, szarym trybikiem w wielkiej maszynie. Wypalenie zawodowe to elitarna przypadłość szefów!
Absolutnie nie!.
Autorka co prawda ujawnia niewiele szczegółów dotyczących innych pacjentów, obowiązuje zasada poufności, ale w tekście znajdziemy informację, że w terapii brały udział na przykład nauczycielka i pracownica poczty.

Książka rozpoczyna się piękną i mądrą przedmową pani Ewy Wanat, dziennikarki radiowej i telewizyjnej, a kończy osobistym listem Miriam do „Kochanego życia”.

Jeśli uważasz Czytelniku swoje „życie za wyzwanie logistyczne, któremu należy sprostać.’[4], tak jak wcześniej robiła to autorka, popatrz uważnie czy przed Tobą nie wyrósł znak STOP, którego usilnie starasz się nie zauważać.

Myślę, że jest to wartościowa pozycja i dla tych zabieganych, i dla tych, którzy zwalniają tempo szukając spokojniejszego sposobu na życie. Każdy znajdzie w niej sporo materiału do przemyśleń. I chociaż wydawnictwo umieściło ją w serii „Syzyf 2.0”, która ma być poświęcona kondycji współczesnego pracownika w obliczu rosnącej presji i zawrotnego tempa życia, to myślę, że równocześnie można ją  wpisać do nurtu Slow Life.
Ku przestrodze.

Posłuchaj fragmentu audiobooka:

List do mojego życia [Miriam Meckel]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
--------------------------------------------------------
[1]  Miriam Meckel, „List do mojego życia”, tłum. Ryszard Turczyn, Wyd. KURHAUS, Warszawa 2012, s.8
[2] tamże s. 165
[3] tamże s.167
[4] tamże s. 92

czwartek, 25 października 2012

Tajemniczy przybysze



Dolny Śląsk, nazywany Ziemiami Odzyskanymi jest jednym z ciekawszych i jednocześnie mniej znanych regionów naszego kraju.
A ma on do zaoferowania miejsca i tajemnice, jakich nie znajdzie się nigdzie na świecie. To właśnie tutaj w średniowieczu przybywali, z rejonów leżących na pograniczu dzisiejszej Belgii, Francji i Niemiec, tajemniczy Walonowie. Wydobywali w Karkonoszach i w Górach Izerskich kruszce i drogie kamienie. Służyły one do ozdabiania insygniów władzy królewskiej, stanowiły środek płatniczy, były używane jako amulety. Pozostawili po sobie tajemne znaki i księgi oraz mnóstwo legend.

Książka napisana jest w rzeczowy, popularnonaukowy sposób. Opiera się na faktach, o czym świadczy bogata bibliografia. Autor korzystał z pozycji w języku polskim i niemieckim, niejednokrotnie wykorzystując stare źródła znajdujące się w Archiwum Państwowym w Jeleniej Górze. Zatem jest to najobszerniejsze źródło wiedzy o Walonach, jakie obecnie jest dostępne polskiemu czytelnikowi.

Ogromną zaletą publikacji jest wszechstronne pokazanie Walonów, nie tylko od strony historycznej oraz rozwoju hutnictwa i wyrobu kwasu siarkowego, ale także kulturotwórczej. Opowieści o karkonoskim Duchu Gór, nierozerwalnie związane z drogimi kamieniami oraz złotem, stały się kanwą nie tylko legend, ale także utworów literackich.

Na zakończenie podróży przez stulecia autor zaprasza nas do odwiedzenia Muzeum Ziemi ze Skansenem Walońskim, które znajdują się w Szklarskiej Porębie. Tam od kilkunastu lat, prężnie działa i propaguje wiedzę o tajemniczych przybyszach, Sudeckie Bractwo Walońskie. Posługując się załączoną do książki mapką oraz opisami, można wybrać się na „szlak waloński”, podążając śladami tajemniczych kopaczy kamieni szlachetnych i kruszców.

Książka, ze względu na zawartą wiedzę stanowi perełkę na rynku księgarskim. Dodatkowo, ze względu na przepiękną szatę graficzną, dobrej jakości ryciny i zdjęcia, może stanowić ozdobę niejednej domowej biblioteczki.


"Walonowie u Ducha Gór Podziemne Skarby Karkonoszy i Gór Izerskich", dr ydawnictwo: AD REM, Jelenia Góra 2010,  ISBN: 978-83-61719-71-7







wtorek, 31 lipca 2012

Cudze chwalicie, swego nie znacie




"Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie".
Ten cytat nasunął mi się podczas czytania „Drogi do Domu” Przemysława Żuchowskiego. Pochodzi z wiersza Stanisława Jachowicza „Wieś”.

Weszliśmy do Europy i uzyskaliśmy możliwości swobodnego podróżowania. Korzystamy z tego przywileju. I bardzo dobrze. Czy jednak znamy własny kraj na tyle, że nic nas w nim nie zaskoczy? A może podczas zagranicznych podróży naszła Was refleksja -  co jest dla Was domem?  Główny bohater powieści, Walon, tak oto wyjaśnił to zaprzyjaźnionemu chłopcu:

„— To, na co patrzysz to tylko chata. Dach i ułożone drewniane bele, a prawdziwy dom powinien być tutaj  — Walon położył rękę na Gucka sercu. — Niby tak blisko, a jak czasami trudno do niego drogę odnaleźć.”[1]

„Droga do domu” jest opowieścią o tym, co znaczy kochać miejsce, gdzie się człowiek wychował, gdzie mieszka i jak żyć w zgodzie z naturą.

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch światach – ludzkim i zwierzęcym. Bohaterami są mieszkańcy osady w Karkonoszach, a także zwierzęta. Personifikacja wilków, Proka i Army, stwarza baśniowy klimat opowieści.

W pierwszej części zatytułowanej „Osada”, poznajemy mieszkańców wioski, w tym samotnika zwanego Walonem. Mieszka w oddaleniu od pozostałych chat i utrzymuje się ze zbierania kamieni szlachetnych, które potem sprzedaje w Ciepłych Wodach, zwanych obecnie Cieplice i w Jeleniej Górze.
Kiedy w pobliżu wsi pojawiają się wilki, ludzie postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Niestety nie znają całej prawdy o grasujących wilkach.

W części drugiej, zatytułowanej „Strażnik”, Walon wyrusza po ratunek dla umierającego dziecka. Czytelnik nie tylko śledzi z zapartym tchem niezwykłe przygody bohatera, ale także poznaje wiele walońskich tajemnic. Wyprawa obfituje w niebezpieczeństwa. Żeby wędrować po górach, trzeba je znać, a to był przywilej niewielu ludzi. Przekonał się o tym na własnej skórze Gucek.
„— Ważne chłopcze, żebyś pamiętał, że kto ma w górach czyste serce i żadnego zła nie czyni, to Duch Gór go strzeże i pomocy udzieli jak trzeba, a jak który niecny jest, i chytry, to niech zanim wyruszy mocno się zastanowi, bo źle skończyć może — podsumował Walon. [2]

 „Polowanie” to część trzecia, najbardziej dramatyczna. Kto na kogo poluje, czy zwycięży dobro czy zło i jak zakończy się walka? Na te pytania trzeba szukać odpowiedzi w samej książce.

Akcja dokładnie jest osadzona w czasie. W roku 1675, w którym dzieją się opisane wydarzenia, od uderzenia pioruna spłonął należący do rodu Schaffgotschów zamek Chojnik. Tragedia ta wspomniana jest w książce, ponieważ zamek, zwany wtedy Kynast, wraz z otaczającymi ziemiami, należał do Krzysztof Leopolda Schaffgotscha. Zatem bohaterowie książki, byli jego poddanymi.
Wtedy to przybyli w Góry Olbrzymie, najprawdopodobniej już w XII w., z terenów dzisiejszej Belgii  i północnej Francji ludzie zwani Walonami lub Walończykami. Zajmowali się zbieraniem kamieni szlachetnych, a także wydobywaniem srebra i złota, praktykowali własne obrzędy. Sekrety wydobywania minerałów i kruszcu trzymali w tajemnicy. Do dziś na skałach można spotkać tajemne znaki, które pozostawili. Nikt już nie umie ich odczytać.
Wspomniany zaś Duch Gór, zwany także Liczyrzepą, Karkonoszem, Rzepiórem, Rübezahlem, a także nazywany Krakonoš lub Krkonoš to postać z legend polskich, niemieckich i czeskich. Nazwy pokazują historię regionu, który należał do różnych władców, wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. 





Dodatkowym plusem dla książki oraz pięknym uzupełnieniem treści są ilustracje wykonane przez artystkę malarkę Paulinę Żuchowską, córkę autora.

Historia jest umiejętnie wpleciona w opowieść, fabuła budzi w czytelniku emocje, plus pięknie stylizowany język (nieco staroświecki, ale nie na tyle, by przeszkadzał w czytaniu) – to wystarcza, by osiągnąć satysfakcję z lektury. A jeśli dodamy do tego szczyptę magii,  bogactwo przyrody i wierną przyjaźń, to nie pozostaje nic innego, tylko dać się pochłonąć lekturze.
------------------
[1] Żuchowski Przemysław, „Droga do domu”, Wydawnictwo AD REM, Jelenia Góra 2012, s. 309
[2] Tamże, s.171

WYDANIE II 2015 rok - TUTAJ


Droga do Domu
data wydania 2015 (data przybliżona)
ISBN 9788362708543
liczba stron 294


wtorek, 24 lipca 2012

Depresja dla początkujących.



Kiedy chcemy dowiedzieć się czegoś o konkretnej chorobie sięgamy po poradniki. Ze swojego założenia mają nam przybliżyć dane zagadnienie oraz uporządkować chaos, jaki wytworzyły przypadkowe informacje zaczerpnięte z artykułów prasowych lub stron internetowych. Oczekujemy książki niezbyt obszernej i raczej popularnej niż naukowej. Mamy nadzieję, że poradnik krótko i treściwie da nam poprawne pojęcie o problemie. 
Pozycji tego typu jest mnóstwo i na początkowym etapie poznawania zagadnień depresji można uznać, że niemal każda się do tej roli nadaje. 

Niemniej chcę omówić tutaj dwie (bardzo dobrą i bardzo słabą jako poradnik) ze wspólnej kategorii cenowej oraz wspomnieć w kilku słowach o trzeciej. 

Depresja nie jest przeznaczeniem (Neumann BerndDietrich Detlef E.) jest według mnie poradnikiem idealnym. Liczy zaledwie 144 strony, nie przytłacza więc nadmiarem informacji, natomiast jest treściwa w sposób maksymalny i po niemiecku solidna. 
Książka zawiera wszystkie informacje, które na wstępie chcielibyśmy uzyskać – listę objawów depresji, proste testy diagnostyczne, krótkie omówienie odmian tego schorzenia, leczenie, czyli stosowane leki i terapie, wskazówki dla bliskich osoby chorej dotyczące rozpoznania epizodu depresyjnego u członka rodziny, formy pomocy i sposoby zadbania o siebie, jako człowieka opiekującego się w domu pacjentem. 
Książka zawiera cenne informacje dotyczące związków występowania depresji z cechami osobowości chorego, co nie oznacza, że każdy człowiek, który ma taką osobowość zachoruje. W czytelny i przystępny sposób w poradniku pokazano, zgodnie z najnowszymi badaniami, źródła depresji – podłoże genetyczne i rodzaje doświadczeń życiowych. 
Bardzo cenny jest fakt, że autorzy zwrócili uwagę na specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości przez osoby chore na depresję w odróżnieniu od osób zdrowych, które doświadczyły podobnych przeżyć. Terapia skoncentrowana na zmianie sposobu myślenia i postrzegania świata wraz z lekami, a niekiedy zamiast leków, pomaga choremu wyzdrowieć i zapobiega nawrotom. 
Na uwagę zasługuję także szata graficzna książki, piękne fotografie przyrody, kolorowe elementy stron, wyróżniające poszczególne działy, kredowy papier oraz umieszczone na marginesach krótkie cytaty pochodzące z dzieł artystów oraz filozofów. Ludzie ci, pomimo, że sami chorowali na depresję, a może właśnie dlatego, mieli wiele celnych spostrzeżeń na jej temat. Żaden z cytowanych fragmentów nie jest smutny, przeciwnie, każdy niesie nadzieję. 
„<<Trzy rzeczy pomagają nieść ciężary życia: nadzieja, sen, śmiech.>> Immanuel Kant (1724-1804), wielki niemiecki filozof, sam cierpiał na depresję.”[1] 
Polecam bardzo gorąco. 

W lutym 2012 roku ukazał się poradnik o zachęcającym tytule Bo jesteś człowiekiem: Żyć z depresją, ale nie w depresji (Woydyłło Ewa (Woydyłło-Osiatyńska Ewa)). Książka zaczyna się zbiorem cytatów opisujących stan depresji. Ta przygnębiająca lektura pochodzi z różnych dzieł poetów i prozaików, których dotknęła owa choroba, aby czytelnik mógł wczuć się rozmiar cierpienia, który był ich udziałem. To nagromadzenie fragmentów poezji i prozy podtrzymuje, niestety, błędny mit, że jest to przypadłość elitarna i niechybnie świadczy o wielkim talencie. Zaś lektura tych ponurych opisów już na samym wstępie może u czytelnika spowodować zwątpienie w jakiekolwiek szanse na wyleczenie. Depresja jawi się jako ciemny loch, bez promyczka nadziei, a przecież nawet nieleczona w końcu samoistnie się cofa. 
Następnie autorka pokazuje jakie trudności napotyka osoba opiekująca się chorym i jak sobie z tym zadaniem poradzić. Jest to cenna część książki, podobnie jak rozważania, zgodnie z podobnym jak w poprzednio przeze mnie omówionej pozycji założeniem, na temat wpływu negatywnego sposobu myślenia na występowanie epizodów depresji. Nie są te opisy tak syntetyczne jak w książce autorów niemieckich, ale raczej wyrażone w formie pogawędki. 
Bardzo często autorka odnosi się do swoich doświadczeń związanych z terapią uzależnienia od alkoholu, sugerując, że depresja jest w gruncie rzeczy podobnym rodzajem nałogu. Przybliża też niemedyczne programy przeciwdepresyjne dostępne w Polsce, oparte na programie Anonimowych Alkoholików, czyli na słynnych Dwunastu Krokach. 
Dotarliśmy mniej więcej do połowy książki (całość liczy stron 281), po czym rozważania autorki stają się coraz bardziej ogólne. Wiele, skądinąd ciekawych, dygresji warto poznać dla poszerzenia horyzontów, ale nie mają one wiele wspólnego z poradnikiem. Ponadto razi mnie protekcjonalny ton pani Ewy Woydyłło, którym wyraża swoje poglądy oraz zbyt, według mnie, częste porównywanie depresji do alkoholizmu. 

„Poczucie bezsensu jest zawsze istotnym składnikiem ciężkiej depresji, skłaniającym chorych w skrajnych przypadkach do odebrania sobie życia. Tak więc depresja i alkoholizm współwystępują niemal zawsze nierozdzielnie, chociaż nie u każdej osoby z jednakowym nasileniem i w podobnym powiązaniu.” [2] 

„Depresja jest kondycją wprawdzie przykrą, ale mimo to dość wygodną, toteż łatwo się do niej przyzwyczaić.” [3] 

„Są też osoby, które odwrotnie, nawykowo oczekują szczególnych przywilejów. Gdy takiemu „dziecku szczęścia” nagle przytrafi się nieszczęście, to niezaprawione w radzeniu sobie z niepowodzeniami czuje się niezasłużenie skrzywdzone przez zły los. Nie mogąc pogodzić się z tym, że dobra passa się załamała, często reaguje wtedy depresją, która przypomina obrażenie się na cały świat. Zamiast zakasać rękawy i doprowadzić do porządku swoje sprawy, osoba taka może utkwić w depresji na lata.”[4] 

„Wyleczenie się z depresji jest podobne do wychodzenia z alkoholizmu albo powrotu do zdrowia po zawale serca czy wylewie do mózgu.” [5] 

„Gdy idzie o zdrowie, warto porzucić niekorzystne nawykowe ścieżki reagowania i zastąpić je bardziej korzystnymi. Tak czynią trzeźwiejący alkoholicy, którym starcza ochoty, inteligencji (wyróżnienie moje) i dyscypliny, aby nauczyć się radzić sobie ze swoimi „wyzwalaczami” inaczej, niż sięgając po kieliszek.”[6] 

W dalszej części książki autorka omawia zasady autoterapii rozumowej oraz psychoterapii interpersonalnej. Bardzo dużo miejsca, bo około 1/3 książki poświęcone jest demografii depresji w podziale na kobiety, mężczyzn, małe dzieci, nastolatki, pacjentów geriatrycznych i innych, czyli bezrobotnych, emigrantów, artystów, gejów i lesbijki oraz księży. 
Rozdział dotyczący zdrowia duchowego ma niewiele do zaoferowania pacjentowi niewierzącemu, poza zwróceniem uwagi na istnienie trendu Slow Life. Ostatni rozdział „Problem jest w nas”, poświęcony jest negatywnemu wpływowi popkultury, mediów i reklamy na kondycję psychiczną ludzi, a także korupcji w przemyśle farmaceutycznym, która powoduje wzrost ilości przepisywanych pacjentom leków antydepresyjnych i antylękowych, a te z kolei, poprzez „negatywne sprzężenie zwrotne” zmieniają funkcjonowanie mózgu i sprzyjają powstawaniu kolejnych epizodów depresji. 
Książka kończy się przypomnieniem historii wygnania Adama i Ewy z raju, jako świadectwem nieuchronności pojawiania się w naszym życiu bolesnych i tragicznych doświadczeń. 
Pozycja ta jest niezła jako książka, ale jako poradnik nie spełnia moich oczekiwań. 

Książka Żegnaj depresjo!: Poradnik dla osób pragnących odzyskać nadzieję w beznadziei(Nedley Neil) skusiła mnie piękną, radosną okładką, z której uśmiecha się do czytelnika kwiat. Podobnie jak pierwsza z omawianych przeze mnie pozycji wydana jest na kredowym papierze, kolorowa, pełna ładnych zdjęć. Objętościowo i cenowo jest podwojeniem obu poprzednich książek, także wagowo, można powiedzieć, że stosownie do wagi problemu. 
Informację o tym poradniku oraz mój ambiwalentny stosunek do niego umieściłam w poprzednim wpisie. 

------------------------------- 
[1] „Depresja nie jest przeznaczeniem”, Bernd Neumann, Detlef Dietrich, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, tłum. Urszula Poprawska, s.32 
[2] „Bo jesteś człowiekiem, żyć z depresją ale nie w depresji”, Ewa Woydyłło, Wydawnictwo Literackie 2012, s.39 
[3] ibidem s.49 
[4] ibidem s.53 
[5] ibidem s.56 
[6] ibidem s.68 

niedziela, 1 kwietnia 2012

Depresja dla początkujących.



Kiedy chcemy dowiedzieć się czegoś o konkretnej chorobie sięgamy po poradniki. Ze swojego założenia mają nam przybliżyć dane zagadnienie oraz uporządkować chaos, jaki wytworzyły przypadkowe informacje zaczerpnięte z artykułów prasowych lub stron internetowych. Oczekujemy książki niezbyt obszernej i raczej popularnej niż naukowej. Mamy nadzieję, że poradnik krótko i treściwie da nam poprawne pojęcie o problemie. 
Pozycji tego typu jest mnóstwo i na początkowym etapie poznawania zagadnień depresji można uznać, że niemal każda się do tej roli nadaje. 

Niemniej chcę omówić tutaj dwie (bardzo dobrą i bardzo słabą jako poradnik) ze wspólnej kategorii cenowej oraz wspomnieć w kilku słowach o trzeciej. 

Depresja nie jest przeznaczeniem (Neumann BerndDietrich Detlef E.) jest według mnie poradnikiem idealnym. Liczy zaledwie 144 strony, nie przytłacza więc nadmiarem informacji, natomiast jest treściwa w sposób maksymalny i po niemiecku solidna. 
Książka zawiera wszystkie informacje, które na wstępie chcielibyśmy uzyskać – listę objawów depresji, proste testy diagnostyczne, krótkie omówienie odmian tego schorzenia, leczenie, czyli stosowane leki i terapie, wskazówki dla bliskich osoby chorej dotyczące rozpoznania epizodu depresyjnego u członka rodziny, formy pomocy i sposoby zadbania o siebie, jako człowieka opiekującego się w domu pacjentem. 
Książka zawiera cenne informacje dotyczące związków występowania depresji z cechami osobowości chorego, co nie oznacza, że każdy człowiek, który ma taką osobowość zachoruje. W czytelny i przystępny sposób w poradniku pokazano, zgodnie z najnowszymi badaniami, źródła depresji – podłoże genetyczne i rodzaje doświadczeń życiowych. 
Bardzo cenny jest fakt, że autorzy zwrócili uwagę na specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości przez osoby chore na depresję w odróżnieniu od osób zdrowych, które doświadczyły podobnych przeżyć. Terapia skoncentrowana na zmianie sposobu myślenia i postrzegania świata wraz z lekami, a niekiedy zamiast leków, pomaga choremu wyzdrowieć i zapobiega nawrotom. 
Na uwagę zasługuję także szata graficzna książki, piękne fotografie przyrody, kolorowe elementy stron, wyróżniające poszczególne działy, kredowy papier oraz umieszczone na marginesach krótkie cytaty pochodzące z dzieł artystów oraz filozofów. Ludzie ci, pomimo, że sami chorowali na depresję, a może właśnie dlatego, mieli wiele celnych spostrzeżeń na jej temat. Żaden z cytowanych fragmentów nie jest smutny, przeciwnie, każdy niesie nadzieję. 
„<<Trzy rzeczy pomagają nieść ciężary życia: nadzieja, sen, śmiech.>> Immanuel Kant (1724-1804), wielki niemiecki filozof, sam cierpiał na depresję.”[1] 
Polecam bardzo gorąco. 

W lutym 2012 roku ukazał się poradnik o zachęcającym tytule Bo jesteś człowiekiem: Żyć z depresją, ale nie w depresji (Woydyłło Ewa (Woydyłło-Osiatyńska Ewa)). Książka zaczyna się zbiorem cytatów opisujących stan depresji. Ta przygnębiająca lektura pochodzi z różnych dzieł poetów i prozaików, których dotknęła owa choroba, aby czytelnik mógł wczuć się rozmiar cierpienia, który był ich udziałem. To nagromadzenie fragmentów poezji i prozy podtrzymuje, niestety, błędny mit, że jest to przypadłość elitarna i niechybnie świadczy o wielkim talencie. Zaś lektura tych ponurych opisów już na samym wstępie może u czytelnika spowodować zwątpienie w jakiekolwiek szanse na wyleczenie. Depresja jawi się jako ciemny loch, bez promyczka nadziei, a przecież nawet nieleczona w końcu samoistnie się cofa. 
Następnie autorka pokazuje jakie trudności napotyka osoba opiekująca się chorym i jak sobie z tym zadaniem poradzić. Jest to cenna część książki, podobnie jak rozważania, zgodnie z podobnym jak w poprzednio przeze mnie omówionej pozycji założeniem, na temat wpływu negatywnego sposobu myślenia na występowanie epizodów depresji. Nie są te opisy tak syntetyczne jak w książce autorów niemieckich, ale raczej wyrażone w formie pogawędki. 
Bardzo często autorka odnosi się do swoich doświadczeń związanych z terapią uzależnienia od alkoholu, sugerując, że depresja jest w gruncie rzeczy podobnym rodzajem nałogu. Przybliża też niemedyczne programy przeciwdepresyjne dostępne w Polsce, oparte na programie Anonimowych Alkoholików, czyli na słynnych Dwunastu Krokach. 
Dotarliśmy mniej więcej do połowy książki (całość liczy stron 281), po czym rozważania autorki stają się coraz bardziej ogólne. Wiele, skądinąd ciekawych, dygresji warto poznać dla poszerzenia horyzontów, ale nie mają one wiele wspólnego z poradnikiem. Ponadto razi mnie protekcjonalny ton pani Ewy Woydyłło, którym wyraża swoje poglądy oraz zbyt, według mnie, częste porównywanie depresji do alkoholizmu. 

Bo jesteś człowiekiem [Ewa Woydyłło]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
„Poczucie bezsensu jest zawsze istotnym składnikiem ciężkiej depresji, skłaniającym chorych w skrajnych przypadkach do odebrania sobie życia. Tak więc depresja i alkoholizm współwystępują niemal zawsze nierozdzielnie, chociaż nie u każdej osoby z jednakowym nasileniem i w podobnym powiązaniu.” [2] 

„Depresja jest kondycją wprawdzie przykrą, ale mimo to dość wygodną, toteż łatwo się do niej przyzwyczaić.” [3] 

„Są też osoby, które odwrotnie, nawykowo oczekują szczególnych przywilejów. Gdy takiemu „dziecku szczęścia” nagle przytrafi się nieszczęście, to niezaprawione w radzeniu sobie z niepowodzeniami czuje się niezasłużenie skrzywdzone przez zły los. Nie mogąc pogodzić się z tym, że dobra passa się załamała, często reaguje wtedy depresją, która przypomina obrażenie się na cały świat. Zamiast zakasać rękawy i doprowadzić do porządku swoje sprawy, osoba taka może utkwić w depresji na lata.”[4] 

„Wyleczenie się z depresji jest podobne do wychodzenia z alkoholizmu albo powrotu do zdrowia po zawale serca czy wylewie do mózgu.” [5] 

„Gdy idzie o zdrowie, warto porzucić niekorzystne nawykowe ścieżki reagowania i zastąpić je bardziej korzystnymi. Tak czynią trzeźwiejący alkoholicy, którym starcza ochoty, inteligencji (wyróżnienie moje) i dyscypliny, aby nauczyć się radzić sobie ze swoimi „wyzwalaczami” inaczej, niż sięgając po kieliszek.”[6] 

W dalszej części książki autorka omawia zasady autoterapii rozumowej oraz psychoterapii interpersonalnej. Bardzo dużo miejsca, bo około 1/3 książki poświęcone jest demografii depresji w podziale na kobiety, mężczyzn, małe dzieci, nastolatki, pacjentów geriatrycznych i innych, czyli bezrobotnych, emigrantów, artystów, gejów i lesbijki oraz księży. 
Rozdział dotyczący zdrowia duchowego ma niewiele do zaoferowania pacjentowi niewierzącemu, poza zwróceniem uwagi na istnienie trendu Slow Life. Ostatni rozdział „Problem jest w nas”, poświęcony jest negatywnemu wpływowi popkultury, mediów i reklamy na kondycję psychiczną ludzi, a także korupcji w przemyśle farmaceutycznym, która powoduje wzrost ilości przepisywanych pacjentom leków antydepresyjnych i antylękowych, a te z kolei, poprzez „negatywne sprzężenie zwrotne” zmieniają funkcjonowanie mózgu i sprzyjają powstawaniu kolejnych epizodów depresji. 
Książka kończy się przypomnieniem historii wygnania Adama i Ewy z raju, jako świadectwem nieuchronności pojawiania się w naszym życiu bolesnych i tragicznych doświadczeń. 
Pozycja ta jest niezła jako książka, ale jako poradnik nie spełnia moich oczekiwań. 

Książka Żegnaj depresjo!: Poradnik dla osób pragnących odzyskać nadzieję w beznadziei(Nedley Neil) skusiła mnie piękną, radosną okładką, z której uśmiecha się do czytelnika kwiat. Podobnie jak pierwsza z omawianych przeze mnie pozycji wydana jest na kredowym papierze, kolorowa, pełna ładnych zdjęć. Objętościowo i cenowo jest podwojeniem obu poprzednich książek, także wagowo, można powiedzieć, że stosownie do wagi problemu. 
Informację o tym poradniku oraz mój ambiwalentny stosunek do niego umieściłam w poprzednim wpisie. 

------------------------------- 
[1] „Depresja nie jest przeznaczeniem”, Bernd Neumann, Detlef Dietrich, Wydawnictwo WAM, Kraków 2007, tłum. Urszula Poprawska, s.32 
[2] „Bo jesteś człowiekiem, żyć z depresją ale nie w depresji”, Ewa Woydyłło, Wydawnictwo Literackie 2012, s.39 
[3] ibidem s.49 
[4] ibidem s.53 
[5] ibidem s.56 
[6] ibidem s.68 

niedziela, 25 marca 2012

Moja ambiwalencja wobec pewnego poradnika


Trudno mi ocenić tę książkę, bowiem mam wobec niej stosunek ambiwalentny. 

Zawiera informacje, których bezskutecznie poszukiwałam w innych poradnikach dotyczących depresji, dotyczących stylu życia, a nie tylko leków i terapii. Znalazłam w niej wiele ciekawych i zupełnie dla mnie nowych informacji na temat wpływu różnych chorób na wystąpienie depresji, stosowanych leków, rytmów dobowych, konkrety dotyczące diety, sporo na temat ćwiczeń fizycznych i hydroterapii oraz masażu, roli stresu w występowaniu tej choroby (a niby tak wiele już o tym napisano, że niczego nowego powiedzieć się nie da). Książka zawiera też informacje na tematy poruszane w innych publikacjach, jak fototerapia lub leki przeciwdepresyjne, i w tej dziedzinie wpisuje się w nowe spojrzenie na farmakologię - lekarstwa często zbyt łatwo i zbyt pochopnie stosują lekarze we wszelkich chorobach. Tymczasem z wielu badań wynika, że bywają nie bardziej skuteczne niż zmiana stylu życia. 

Tylko pytanie - na czym ten inny styl życia konkretnie ma polegać? O tym już trudno znaleźć informacje, dlatego ta pozycja jest dla mnie bardzo cenna. 

Z jakiego powodu zatem mam do tej książki stosunek ambiwalentny? 

Po pierwsze, napisana jest dla tak zwanego szerokiego grona odbiorców, a co jest szerokie, nie może być głębokie. Zauważył tę dolegliwość także tłumacz i uzupełnił w wielu miejscach własnymi, obszernymi przypisami lub sprostowaniami, gdy uogólnienia poczynione przez autora były zbyt daleko idące. Dlatego zastanawiam się, na ile oceniam pracę autora, a na ile tłumacza i recenzenta w jednej osobie (Kazimierz Gmurkowski), bez którego uzupełnień i przypisów książka wiele by straciła. Chwilami zastanawiałam się, w jakim celu tłumaczy on książkę, która zawiera, jego zdaniem, aż tak wiele niedokładności lub braków. Być może jednak łatwiej przełożyć rzecz istniejącą niż pisać ją od nowa? 

Po drugie - stosunek Nedleya do duchowej strony życia, którą uznaje za bardzo ważną w procesie leczenia tej choroby, powiązanej przez niego z religią. Skoro duchowość jest tak ważna, że poświęca jej sporo miejsca w swojej książce, to powinien oprócz odniesień do Biblii uwzględnić opcję dla ateistów oraz ludzi innych wyznań. A takiej opcji nie ma. Nie ma także wyników badań potwierdzających, że choroba ta trapi częściej osoby niewierzące niż wierzące, bo tak raczej nie jest, co podważa wszelkie rozważania o zaletach modlitwy w leczeniu depresji. Jeśli jednak istnieją dowody pozytywnego wpływu rozwoju duchowego na leczenie tej choroby, to uczciwe byłoby zaproponowanie drogi rozwoju duchowego także dla osoby innej wiary niż chrześcijańska lub niewierzącej. Wystarczy obok cytatów z Biblii umieścić cytaty z innych świętych ksiąg oraz z dzieł różnych filozofów, choćby po to, aby nie zostać posądzonym o indoktrynację religijną. 

Po raz kolejny trafiam na dzieło niepełne, niosące tylko fragmenty wiedzy i cząstkowe propozycje leczenia. Mój księgozbiór dotyczący depresji rozrasta się, a ja zastanawiam się, z jakiego powodu brak jednego, całościowo ujmującego rzecz dzieła. Przecież istnieje tak wiele poradników dotyczących innych chorób, które są wystarczająco wyczerpujące, żeby można było kupując jeden z nich, otrzymać wszystkie niezbędne informacje. Poza poradnikami dotyczącymi depresji.

Autor:  , tłumaczenie: lek. med. Krzysztof Gmurkowski, wydawnictwo: Fundacja Źródła Życia

poniedziałek, 12 marca 2012

Cenne chwile dla samego siebie


Rozpocznę słowami samego autora, znajdującymi się we wstępie książki Leczenie uzależnionej osobowości: Jak uwolnić się od nałogowych zachowań i uzależniających relacji:

"Wiele najważniejszych myśli przedstawionych w tym poradniku stanowi kontynuację mojej poprzedniej książki, Leczenie uzależnionego umysłu (Jampolsky Lee), w której z kolei częściowo wykorzystałem zasady zaczerpnięte z »Kursu cudów«"[1].

Ten poradnik powstał mniej więcej piętnaście lat po wspomnianym poprzedniku. Stanowi on w wielu miejscach powtórzenie, a także kontynuację treści prezentowanych w "Leczeniu uzależnionego umysłu". Autor skorzystał również z wielu sugestii czytelników, które pozwoliły mu udoskonalić poradnik i uprościć zamieszczone w nim lekcje. W jasny, przystępny dla każdego sposób wyjaśnia, czym jest uzależniona osobowość oraz osobowość oparta na prawdzie, przy czym, tak jak podał w tytule, chodzi tu przede wszystkim o uzależnienia od nałogowych zachowań i relacji.

Leczenie uzależnionej osobowości [Lee Jampolsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
"Z osobowością skłonną do uzależnień mamy do czynienia wówczas, gdy człowiek wierzy, że poszukiwanie źródeł szczęścia znajdujących się poza nim samym przyniesie mu oczekiwane spełnienie lub zaspokojenie potrzeb"[2].

Rozdział "Trzynaście wewnętrznych przekonań uzależnionej osobowości" rozpoczyna następujący, bardzo przejmujący w wymowie akapit:

"Uzależniona osobowość posługuje się głęboko zakorzenionymi przekonaniami, aby pozbawiać nas miłości, wewnętrznego spokoju oraz autentycznych sukcesów (przez »sukces« rozumiem budowanie życia, jakiego pragniemy, w oparciu o poczucie pełni, jasność umysłu i poczucie własnej wartości)"[3].

Autor krok po kroku wyjaśnia, na czym polega uzależniona osobowość, skąd się wzięła (zazwyczaj z wyniesionego z rodzinnego domu, niewerbalnego komunikatu, że aby być kochanym, trzeba najpierw zadowolić innych), na czym polega (na przykład na negatywnym monologu wewnętrznym), jak się przejawia. Pokazuje też, czym jest polegająca na spokoju umysłu i samoakceptacji osobowość oparta na prawdzie, która pojawi się, gdy odrzucimy postawy obronne (owe trzynaście wewnętrznych przekonań uzależnionej osobowości).

W końcowej części poradnika znajduje się 21 lekcji; należy czytać jedną lekcję dziennie i podczas wykonywania codziennych czynności zastanawiać się nad jednym z przekonań, jakimi kieruje się osobowość oparta na prawdzie. Wcześniej czytelnik dowiedział się, dlaczego i w jaki sposób przekonania uzależnionej osobowości są dla niego destrukcyjne, a przekonania osobowości opartej na prawdzie korzystne i poprzez serię ćwiczeń może świadomie zmienić swój system przekonań.

Następny jest rozdział "Jedenastotygodniowy plan działania kontynuujący proces leczenia". Plan polega na przeznaczeniu jednego tygodnia na ćwiczenie każdej z umiejętności, które zostały wcześniej omówione.

Ta krótka, nieskomplikowana książeczka może, jeśli włożymy w to odrobinę pracy, bardzo poprawić nasze samopoczucie, przywrócić poczucie pełni, szczęścia i oddalić od nas uczucie samotności lub pustki.


---
[1] Lee Jampolsky, "Leczenie uzależnionej osobowości. Jak uwolnić się od nałogowych zachowań i uzależniających relacji", przeł. Aleksandra Wolnicka, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2011, s. 17.
[2] Ibidem, s. 21.
[3] Ibidem, s. 84.