środa, 14 grudnia 2011

To nie jest recenzja

Zobaczyłam ją na szkolnej ławce, odwróconą tytułem do dołu. Od razu podeszłam, żeby ją obejrzeć. W oczach ucznia pojawił się lekki popłoch, jeszcze nie wiedział, że nie zabieram książek, tylko patrzę. Uczeń Który Czyta Książki jest dla mnie zawsze uczniem wyjątkowym. I nie mogę oprzeć się pokusie, żeby zerknąć, co on/ona czytuje podczas przerw, co jest w książce aż tak ciekawego, że w czasie lekcji leży na ławce jak maskotka. 

„Ta książka, to znaczy »To nie jest książka«, jest nie do zdobycia” – powiedział uczeń. 
Co takiego? - pomyślałam – ty, dziecko, nie wiesz, co ja zdobywałam w latach osiemdziesiątych. Nawet papier toaletowy! Dla mnie wszystko jest do zdobycia. 
„Nie ma jej w żadnej księgarni” – dokończył. 
Tak? No to zobaczymy! – mój zmysł szperacza natychmiast zaczął pracować na wysokich obrotach. – Jak cudnie! W czasach klęski urodzaju, nadmiaru i zalewu wszystkiego istnieje towar deficytowy, trudny do zdobycia, tajny. Hura! 
- Mam i czytam! – oznajmiłam po kilku dniach zdumionemu uczniowi. 
- Wiem. Słyszałem, że ktoś kupił jedną z książek. 
Hm? 
- Tylko niech pani nie oszaleje, bo kto nas będzie uczył? – zmartwił się mój uczeń. 
- Obawiam się, że już nie może być gorzej – odpowiedziałam pocieszająco. 

Może mój uczeń ma coś wspólnego z autorem? Może nawet o tym nie wie, gdyż autor jest nieznany. 

Na pewno jest ów uczeń docelowym odbiorcą książki, to znaczy, przepraszam bardzo, „To nie jest książki”. To dzieło, wyglądające wypisz, wymaluj jak książka, jest na pewno adresowane do myślących młodych ludzi. Czyli w zasadzie do wszystkich młodych ludzi. Pracuję w szkole od zarania dziejów i jeszcze nie spotkałam ucznia, który by nie myślał. Aczkolwiek są tacy, którzy nie lubią książek. No, ale to nie jest książka, prawda? 

Wraz z „To nie jest książką” wyruszamy na wędrówkę z dwojgiem młodych ludzi. Wędrówkę bardziej duchową niż namacalną, ale w przeciwieństwie do pozycji z kanonu lektur szkolnych, wszystko tu dzieje się we współczesnym mieście. Jest szkoła, do której chodzą, znajomi, różne wydarzenia z życia szkoły, ich prywatne problemy oraz pasje. 

Dwójka młodych ludzi, Wieśka i Miłosz, stawia sobie pytania typowe dla nastolatków i szuka na nie odpowiedzi. Między innymi w książkach, a konkretnie - chcieliby poszukać w jednej, która… stale im się wymyka. Na dodatek ciąży na niej jakieś fatum, gdyż każdy, kto przeczyta „To nie jest książkę”, popada w obłęd. Pierwszą ofiarą był lekarz w miejscowości Applewood czyli Jabłoń, który, jak na lekarza przystało, poszukiwał lekarstwa dla swoich pacjentów. 

Jabłka mają w naszej kulturze długą i nie zawsze chlubną tradycję. Ale niech te skojarzenia nikogo nie przerażają, tu nikt nikomu nie narzuca światopoglądu. Ani śmierć, ani nieśmiertelność nie stanowią szkolnego przedmiotu, lecz są częścią naszego życia. Młodzi ludzie, pomimo tego, że w życie dopiero wchodzą i wydaje się, że o śmierci nie myślą, lubią rozważania egzystencjalne i chętnie na takie tematy dyskutują. Być może ze zdziwieniem odkryją, że nudna szkolna wiedza daje im możliwość szerszego spojrzenia na problemy, które ich nurtują. 

Dlaczego? 

Otóż autor zaprasza do zabawy wiedzą, którą ma każdy młody człowiek uczęszczający do szkoły, łączy wiedzę z różnych dziedzin, żegluje swobodnie po literaturze, muzyce współczesnej, filozofii, religii, zahaczając o nauki przyrodnicze, aby zastanowić się nad zjawiskiem śmierci i nieśmiertelności. Zapewne nie wszystkie odniesienia do dzieł literackich, muzycznych, bohaterów, autorów i filozofów rozpoznałam, ale rozwiązywanie tych zagadek we wspólnej dyskusji może być doskonałą zabawą. 

Fabuła w tej powieści nie jest wartością samą w sobie. Mam na myśli pełną zwrotów akcję, zapierającą dech w piersiach i wywołującą okrzyki zdumienia, zabawę w: kto bardziej zadziwi czytelnika i kiedy szczęka opadnie mu najniżej. Tutaj nie jest to najważniejsze. Fabuła tej powieści jest pretekstem dla rozważań, przemyśleń i poszukiwań, a jak bardzo jest fascynująca, zależy tylko od… wyobraźni czytelnika. 

Czy młodzi bohaterowie znaleźli „To nie jest książkę”, czy uzyskali odpowiedzi na swoje pytania i czy nie oszaleli? Tego się trzeba dowiedzieć samemu. Ponieważ „nie chodzi o to by złapać króliczka, ale by gonić go…”.