czwartek, 15 grudnia 2011

Kawa na ławę , czyli o "Babuni".









Zachęcona przez znajomych rzuciłam się na książkę Babunia (Deghelt Frédérique)

Uczucia mam mieszane i nie wiem jak tę książkę oceniać. 

W warstwie treści książka jest ważna, mądra, ciekawa, skłania do przemyśleń. Momentami wydaje się być naiwnie nieprawdziwa, chociaż podskórnie czuję, że opowieść nie jest wyssana z palca. Że zawiera elementy prawdy, rzeczywistej historii, która się wydarzyła. 
Elementy - ale które? 

Puenta zbija z nóg. Skoro już czytamy tę książkę, to do końca, albo wcale. 

Dlaczego "albo wcale"? Ponieważ styl jest okropny. Według mnie, oczywiście. Niemal szkolny, słaby, brzydki, momentami miałam wrażenie, że autorka jest słabo wykształcona językowo. Warsztat zdradza pisarkę jako osobę, która z literaturą styka się po raz pierwszy i stawia jak dziecko nieudolnie pierwsze kroki. Bo też autorka jest dziennikarką i to w tej książce bardzo jej i czytelnikowi przeszkadza. Tak! Dziennikarka, która usiłuje być literatką. Efekt jest mierny w mojej ocenie. 
Ach! Ileż smakowitych wątków zostało zmarnowanych poprzez dziennikarską skazę autorki. Wiele przecudnych opowieści, z których można by utkać piękny, wielobarwny gobelin zostało sprowadzonych do quasi reportażu z ambicjami bycia literaturą. To, co chciałoby się zobaczyć, zostało opowiedziane. 
I straciło smak. 
Zabrało czytelnikowi szansę na samodzielne odkrywanie pewnych prawd. Cóż tu odkrywać, gdy leży na wierzchu, wyłożone "kawa na ławę"? 
Jaka szkoda! 

Dlatego trudno mi postawić ocenę tej książki, bo jestem pół na pół zauroczona i rozczarowana.

Dlatego podpowiadam, że jak się już ktoś zdecyduje wziąć tę książkę do rąk, to niech dotrwa do końca. Pomimo słabego warsztatu pisarskiego autorki, książka ma duszę. 


tłumaczenie: Magdalena Krzyżosiak
tytuł oryginału: La grand-mère de Jade
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 8 czerwca 2011
ISBN: 978-83-247-2103-0

2 komentarze:

  1. Nie czytałam książki, ale Twoja opinia wydaje mi się bardzo rzeczowa i trafiająca w samo sedno. Takich książek jest najwięcej: ni to ciekawych, ni to rozczarowujących, pozostawiających jakiś niedosyt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, słowo "niedosyt" jest tutaj bardzo właściwym określeniem. Zastanawiam się z czego to może wynikać - ze zbytniej dosłowności? z jednoznacznego zakończenia? z braku jasno określonego punktu kulminacyjnego, w którym emocje sięgają zenitu, aby ulec rozładowaniu? a może z braku finezji, bo teraz czasy są takie, że aluzje, niuanse, niedopowiedzenia nie są w modzie? Wszystko chcemy wiedzieć, mieć wyjaśnione i opisane, podparte autorytetem naukowym, ewentualnie mocami magicznymi. I koniecznie musi nam skakać poziom adrenaliny, najlepiej podczas zakończenia zwalającego z nóg. Zresztą aluzje, niuanse i niedopowiedzenia wymagają nie tylko pełnego finezji czytelnika, ale także autora.
    I tu się pojawia pytanie najtrudniejsze: czy brakuje takich autorów, czy mają o nas, czytelnikach, niepochlebne zdanie.

    OdpowiedzUsuń