poniedziałek, 17 października 2011

Podobno smoking dobrze leży na człowieku dopiero w trzecim pokoleniu





 Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał) (Greenside Mark)




Obecnie jest moda, żeby kupić dom w obcym kraju i pisać o tym książki. Nawet jeśli, tak jak Mark Greenside, nie ma się nic ciekawego do powiedzenia. 

Książki tego rodzaju nie tylko mówią nam o kraju, w którym kupiono dom, ale też o kraju, z którego przyjechał autor. Ta książka („Nigdy nie będę Francuzem”) mówi zwłaszcza o kraju, z którego pochodzi autor, czyli o USA. O Bretanii mówi niewiele, a nawet prawie nic. 

To rozdęte do granic absurdu amerykańskie ego jest bardziej lub mniej świadomie obnażone, a widok nie jest przyjemny. To ludzie, którzy dopiero zeszli z pastwiska i fakt, że używają prysznica, czyni ich, w ich oczach, ludźmi cywilizowanymi. 

No i edukacja! Czytuję takie książki, żeby się czegoś dowiedzieć o ludziach i krajach. Ale żeby autor opowiedział coś ciekawego, musi być wykształcony (nawet jeśli jest samoukiem). Autor jakieś wykształcenie ma, ale jest to wykształcenie amerykańskie i moja skóra cierpnie na myśl, że oto właśnie wprowadzamy od września w życie ostatni etap reformy szkolnictwa, która to reforma opiera się na amerykańskim wzorcu. 

Być może po to wydaje się takie książki. Dla tak właśnie wykształconych Polaków. 

Jeśli więc ktoś nie widzi różnicy między prozą a kwintesencją życia, a jego życiową pasją jest szorowanie kuchenki do tego stopnia, że czyni z tego treść książki – to zapraszam do lektury.



tłumaczenie: Teresa Tomczyńska
tytuł oryginału: I'll never be french(no matter what i do)
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2009 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-247-1498-8

2 komentarze:

  1. To prawda, książka podąża za modą, ale jest to książka "ku pokrzepieniu serc". Lekka, łatwa i przyjemna. Lubię od czasu do czasu "pojechać" w ciepłe kraje ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też lubię pojechać w ciepłe kraje, ale nie opisuję ich w tak trywialny sposób.

    OdpowiedzUsuń