sobota, 30 marca 2019

ROZDAWAJKA!



ROZDAWAJKA  
Dobrze wiecie, że Was lubię i lubię jak jesteście zadowoleni :) A co cieszy człowieka najbardziej? Wiadomo - książka. A jak jeszcze książka jest zupełnie za free to już w ogóle cud, miód i orzeszki. 
Teraz możecie się zapoznać z twórczością Jakuba Jakub Winiarski. Wystarczy wejść na grupę, której link znajduje się poniżej i pobrać sobie format jaki tylko chcecie i czytać. Zapraszam:

czwartek, 27 grudnia 2018

Michelsbaude: Historia nieistniejącej izerskiej gospody


Przez ponad sto lat, być może od chwili, kiedy w roku 1783 opisał ją po raz pierwszy Johann Ernst Fabri, a może dłużej, w Michałowej Baudzie (Michelsbaude) wędrowcy przemierzający Góry Izerskie znajdowali nocleg, ciepło i posiłek. Rozpoczynała karierę jako leśniczówka wzniesiona przez hrabiego Schaffgotscha (Johann Nepomuk Gotthard), by stać się punktem orientacyjnym na mapie, miejscem, gdzie można na obiad zjeść "znakomitą pieczeń z zająca"[1], jedną z dwunastu części Szklarskiej Poręby i literacką bohaterką (Gerhart Hauptmann "Dzwon zatopiony: baśń dramatyczna" oraz "A Pippa tańczy! - baśń huty szklanej", Will-Erich Peuckert "Bajki z Karkonoszy i Gór Izerskich"). Mijali ją, a może nawet wstąpili na obiad lub nocleg, szósty prezydent Stanów Zjednoczonych John Quincy Adams (kto nie wierzy, może zajrzeć TUTAJ), Adalbert Hoffmann ("być może Otto Adalbert Hoffmann, 1858-1906, nauczyciel i historyk sztuki"[2]) i mnóstwo podróżników, którzy uwiecznili Michelsbaude w pamiętnikach. Po okresie świetności bauda podupadała coraz bardziej, mijający ją podróżnicy przestali polecać ją w swoich przewodnikach, a ponury karczmarz miał dla swych gości jedynie gorzałkę. 
Dziś, na Jeleniej Łące przy Starej Drodze Celnej, po Michelsbaude nie ma nawet śladu. 
I oto w niniejszej monografii odżywa za pośrednictwem fragmentów pamiętników, przewodników, opisów podróży czy podręczników dla wędrowców, w których ich autorzy opisywali Michelsbaude począwszy od Johanna Friedricha Zöllnera w 1791. 

Ilość zgromadzonych w książce cytatów, zdjęć, dokumentów i mapek, wzbudza szacunek. Przecież przytoczone źródła (poza tłumaczeniami dzieł Hauptmanna) nie istnieją w języku polskim, niemal każde z nich zostało wyszperane w Archiwum Państwowym w Jeleniej Górze lub Wrocławiu, Muzeum Karkonoskim, antykwariacie lub zasobie cyfrowym, przepisane z gotyku lub szwabachy, bo w takiej formie zazwyczaj znajdziemy reprinty lub skany (niejednokrotnie ręcznie pisanych) dokumentów, do komputera (tutaj pomocny był, jak zawsze, niezastąpiony Ullrich Junker), przetłumaczone, a nie jest to współczesny język niemiecki (pomocy w tłumaczeniach udzieliła pani Jowita Selewska) oraz konsultowane w dziedzinie językowej, kartograficznej i historycznej.
Następnie autor uporządkował te materiały, omówił, opatrzył własnymi fotografiami i zaprezentował czytelnikom.
Kogo może zainteresować nieistniejąca od stu lat Baude, bauda lub bouda, czyli schronisko? Każdego, kto wędruje po Górach i Pogórzu Izerskim, interesuje się historią naszego regionu a także .... literaturą. 
Mnie przyciągnęło to, co w pamiętnikach jest najcenniejsze - opisy. Opisy wnętrz chat, zwyczajów, ludzi, ich ubioru i domowych sprzętów, a także zwyczajów podróżników, którzy przemierzali Dolny Śląsk jako nowy gatunek hobbysty, czyli turysta. Temu samemu służy przytoczona w tej książce literatura oraz spostrzeżenia autora na temat powiązań karczmy ze sztuki Hauptmanna "A Pippa tańczy!" z Michelsbaude, ale również z Walonami i Wenecjanami, którzy przybyli w te strony by pozyskiwać surowce oraz wyrabiać szkło. 
Wśród fauny i flory Jeleniej Łąki, na której niegdyś stała Michelsbaude, warto wspomnieć bielika oraz wszewłogę górską, z której sporządzano nalewkę "Iser-Bitter". Autor też wskazuje konkretną przyczynę upadku Michelsbaude. W swoich poszukiwaniach informacji, niejednokrotnie przeżywał olśnienia i radość z odnalezionego tropu, powiązania ze sobą informacji, odkrycia tajemnicy. Tę radość dzieli z czytelnikiem, nadając książce, było nie było dokumentalnej, elementy sensacji. 
Format książki 175 x 130 centymetrów oraz forma graficzna, nadają lekki rys starego dokumentu. 
Znajdujący się na okładce dom to Michelsbaude w wizji Arkadiusza Makowskiego, osadzony na zdjęciu Jeleniej Łąki i Starej Drogi Celnej, wykonanej przez autora. Cóż za wspaniały pomysł!
Ta niewielka książka ma ogromny ładunek wiedzy historycznej. Jak autorowi udało się w niej pomieścić tak dużo, doprawdy nie wiem. Mam wrażenie, jakbym przeczytała gruby tom opisujący schroniska, huty szkła, literaturę regionu oraz tradycje chłopów izerskich na przestrzeni wieków. Zaintrygowana przekopałam internet w poszukiwaniu dodatkowych informacji. W głowie ożyły mi scenki opisywane przez podróżników. Muszę przyznać, że kupując tę książkę sprawiłam sobie wspaniały prezent bożonarodzeniowy, za co Autorowi serdecznie dziękuję. 

[1]"Michelsbaude: Historia nieistniejącej izerskiej gospody", Wawrzyńczak Marcin, Wydawnictwo Wielka Izera 2018, s. 20
[2] tamże, s. 21

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Księgarnia Wydawnictwa Wielka Izera TUTAJ  
(na stronie ciekawostki dotyczące Gór Izerskich oraz interesujące zapowiedzi).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Wydawnictwo Wielka Izera na Facebooku: TUTAJ   

(na stronie znajdziecie mnóstwo ciekawostek dotyczących historii Gór Izerskich)


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Michelsbaude: Historia nieistniejącej izerskiej gospody
Marcin Wawrzyńczak

Wydawnictwo: Wydawnictwo Wielka Izera
data wydania  14 grudnia 2018
ISBN  9788395229343
liczba stron  112

Książka istnieje także w wersji elektronicznej. 

źródło

Spis treści:

1. Wstęp
2. Okolica i miejsce
3. Wzmianki historyczne
4. Tropy literackie
5. Bauden-Robert i rodzina Adolph
6. Mikroświat i życie codzienne
7. Huty szkła
8. Góry i górnicy
9. Bauda
10. Ludzie
11. Zakończenie


Marcin Wawrzyńczak

Profil tłumacza: Marcin Wawrzyńczak

Marcin Wawrzyńczak urodził się w 1968 roku w Warszawie, z zawodu tłumacz języka angielskiego, mieszka poza miastem od 2002, a w górach Izerskich od 2009. Autor fanzinu Eternal Torment (1985 - 1988), blogów Soulside Story (2005 - 2009) i Najstarsze Drzewa (od 2009). Jego hobby to fotografia, wędrówki po górach i aikido.

Profil autora na Facebooku TUTAJ
Na profilu znajdziecie niesamowite zdjęcia z okolic Chromca i z Gór Izerskich, ale nie tylko....


Goodreads: 




W przygotowaniu od Wydawnictwa Wielka Izera 

(czyli nie mogę się już doczekać i dlatego czytam zamieszczone na stronie wydawnictwa notatki):


“Podróżnicy w Górach Olbrzymich. Antologia tekstów źródłowych”

  
Autorzy:   Johann Friedrich Zollner (1791) G. P. Mogalla (1796) Johann Christoph Friedrich GutsMuths (1799) J. K. E. Hoser (1803) K. F. Mosch (1821) Rozalia Saulsonowa (1850) i inni   Planowana data publikacji: 2019



Adalbert Pohl, “Leśny rewir Orle oraz kolonie Tkacze i Domy nad Kobyłą” (1894)



Krótki opis geograficzno-historyczny mało znanego zakątka Gór Izerskich, pierwotnie opublikowany w 1894. Obejmuje wieś Tkacze oraz przysiółki Orle, Jakuszyce, Domy nad Kobyłą i Michelsbaude. Do tego nazewnictwo 47 oddziałów leśnych składających się na rewir Orle. 
Plus składana mapa barwna 65 x 48 cm.   
Format 105 x 148 mm 48 str. 
Oprawa twarda szyta Planowana […]


środa, 19 grudnia 2018

Zbrodnie z miłości


"Twarz jej zakryjcie. W oczach mi się mąci. Młodo umarła. 
Fragment Tragedii księżny Amalfi."[1]

23 stycznia 1927 roku Agatha Christie wyruszyła w morską podróż. Statek SS "Gelria" popłynął do Las Palmas na Wyspach Kanaryskich. Agatha spędziła czas w hotelu Taoro na Teneryfie wraz z córką Rosalind i sekretarką Caro. Pisarka szukała ukojenia po wydarzeniach minionego roku, po rozpadzie małżeństwa z Archibaldem Christie i po jej tajemniczym zaginięciu w grudniu 1926 roku. 
Andrew Wilson po raz drugi, po wydarzeniach opisanych w książce "Królowa zbrodni", snuje alternatywną wobec rzeczywistości, fikcyjną opowieść o Agacie jako detektywie. 
Szukająca odosobnienia i wyciszenia nerwów Agatha pragnie zaszyć się na ciepłej, słonecznej wyspie, z dala od plotek i dokończyć "Zagadkę Błękitnego Ekspresu". Pisanie powieści nie idzie Agacie tak, jakby chciała, a wydarzenia, które są jej udziałem nie sprzyjają kojeniu nerwów. Już podczas rejsu bohaterka powieści Wilsona zostaje wplątana w pełną napięcia sytuację, jest bowiem świadkiem samobójstwa młodej kobiety. Natomiast na Teneryfę płynie by wyjaśnić inną, tajemniczą śmierć młodego mężczyzny. 


Uczestnicy rejsu zostają zakwaterowani w tym samym hotelu, co Agatha, na planie pojawiają się również stali mieszkańcy wyspy. Zgodnie z przestrzeganymi przez samą Agathę  zasadami powieści detektywistycznej mamy tutaj do czynienia z klasyczną "tajemnicą zamkniętego pokoju" (locked-room mystery), podobnie jak w przypadku "I nie było już nikogo" jest to wyspa, a podejrzanymi są wyłącznie tzw. osoby z towarzystwa. 
Klimat powieści jest również przesycony latami 30. XX wieku oraz duchem Agathy Christie. Owszem, brakuje mu typowej dla pisarki finezji i poczucia humoru, nie da się zapomnieć, że autorką książki nie jest sama Agatha, niemniej i klimat, i intryga wciągają, zapewniając czytelnikowi kilka godzin godziwej rozrywki.

W książce mamy do czynienia z plejadą charakterystycznych dla twórczości Agathy typów: bogatych próżniaków popijających popołudniową herbatkę i ukrywających swoją finansową sytuację bankrutów, starsze, bogate damy, zanudzające wszystkich opowieściami i młode, atrakcyjne kobiety, przyciągające wzrok mężczyzn, a także ludzi, którzy okazują się nie być tymi, za których się podają. Po kilku spektakularnych zwrotach akcji następuje klasyczny finał z udziałem wszystkich, pozostałych przy życiu. Brawurowo rozegrana scena pozostawia czytelnikowi uczucie satysfakcji, a fabuła jest prowadzona bardziej klarownie niż w "Królowej Zbrodni". 

W powieści pojawiają się nawiązania do poprzedniej książki, w której bohaterką jest Agatha Christie, ale dla osób, które nie czytały tego tomu, nie sprawi to żadnego problemu. Nie ma potrzeby znać książki "Królowa Zbrodni", aby cieszyć się intrygą opisaną w "Innym rodzaju zła".  

Czy coś przemawia na niekorzyść tej książki, poza brakiem agatkowej finezji? Na pewno przewidywalność fabuły, co mi się w oryginalnych powieściach Christie nie zdarzało i kilka powtórzeń, które umknęły autorowi, być może z nerwów, czy wszystko skończy się dobrze. Pomimo tego polecam "Inny rodzaj zła" dla wielbicieli twórczości Agatahy Christie oraz powieści detektywistycznych w stylu retro. 

Cieszę się również na zapowiedź kolejnej książki Andrew Wilsona, z Agathą Christie w roli detektywa pt. "Death in a Desert Land", który w wolnym tłumaczeniu brzmi "Śmierć w pustynnym kraju". Nie wiadomo czy książka ukaże się pod takim tytułem w Polsce, ale ja już czekam na ten tom przygód pisarki. Tym razem nasza bohaterka wybierze się do Persji na wykopaliska i trafi w środowisko archeologów, którymi targa zazdrość o sławę i rywalizacja o prawa do wykopanych artefaktów. [źródło]
--------------------------------
[1] "Inny rodzaj zła", Wilson Andrew, tłum. Hrycak Beata, Wydawnictwo Bukowy La, 2018, s. 298



Inny rodzaj zła
Andrew Wilson
Tłumaczenie: Beata Hrycak
Wydawnictwo: Bukowy Las
tytuł oryginału A Different Kind of Evil
data wydania 31 października 2018
ISBN 9788380740709
liczba stron  336


piątek, 1 czerwca 2018

Dziedzictwo - Bartosz Zawistowski

Autor zafundował nam prawdziwą podróż w czasie. Opowieść spleciona jest z kilku, zdawałoby się odrębnych, wątków.

Główną bohaterką jest żyjąca współcześnie nastolatka, Basia. Razem z rodziną wybiera się na niedzielną wycieczkę, pije wodę z Dobrego Źródła koło kaplicy św. Anny, odwiedza Wang i tzw. Patelnię, punkt widokowy w Sosnówce. Dziewczynka miewa wizje, w których widzi dziwne postaci z przeszłości. Czy jej wizje mają jakiś ukryty sens?

Wraz z jedną z nich przemieszczamy się do roku 960, kiedy na rzeką Bóbr żyli Słowianie, a wołchw, inaczej żerca, Drogomysł przemierzał leśne ostępy dzisiejszego Dolnego Śląska. To dla tej ziemi czas szczególny:
„Mówiono o słynnym wołchwie z plemienia Poboran, których grody stały na zachód wzdłuż rzeki Bóbr w Puszczy Dolnej. Zwali go Drogomysł. Podobno wieszczył on koniec wiary i śmierć bogów. Wizji owych miał doznać na świętej Górze Grobowej, uprzednio tocząc zaciętą walkę z ogromnym i przeraźliwym wilkołakiem. Zwiastował nadejście okrutnych, krwawych czasów dla wszystkich, którzy sprzeciwią się nowo panującej religii.”[1]

Sosnówka, kaplica św. Anny

W roku 1281 na Dolny Śląsk przybywają Joannici. Zakonnik Jan trafia na Źródło, z którego woda ma moc uzdrowicielską. Korzysta z niej okoliczna ludność.
„Baltazar wyjął z podręcznej sakwy gotowe opatrunki. Szybko, ale delikatnie owinął nimi czarne palce dłoni oraz stóp. Zakonnik obserwował czujnie jego ruchy. Ernestyna powoli wyglądała coraz lepiej, jednak katusze nie odpuściły całkowicie. Dopiero, gdy Baltazar podał jej napój ze szklanej fiolki, nastąpiła widoczna poprawa. Starowinka rozluźniła mięśnie, głęboko odetchnęła, a nawet znowu zaczęła się uśmiechać. Zupełnie, jakby ktoś wypędził z niej złego ducha.”[2]
"Patelnia" - skałki na Grabowcu

W 1944 roku Polak Tadeusz ucieka z obozu pracy w Borowicach (Baberhäuser). Pomaga mu dziewczyna z niemieckiego ruchu oporu. To mniej znany epizod wojennej historii Polski.
Widerstand. Yyy usilnie próbowała przetłumaczyć. Tadek słyszał już to słowo. Niemieccy żołnierze wypowiadali je raczej z niechęcią i złością.
Przeszkoda?! dodała po chwili.  
Mężczyznę oświeciło.
Masz na myśli opór? Jesteś z ruchu oporu?”[3]
Nieduża książeczka „Dziedzictwo” zmieści się do kieszeni każdego turysty. Przybliży, w lekki i ciekawy sposób historię regionu, rozbudzi wyobraźnię, umili czas.

-----
[1] „Dziedzictwo”, Zawistowski Bartosz, Ad Rem Jelenia Góra 2018, s. 56
[2] tamże, s. 31
[3] tamże, s. 78


Dziedzictwo
Bartosz Zawistowski
Seria: Z Biblioteki Ducha Gór
Wydawnictwo: Poligrafia Ad Rem
data wydania 29 maja 2018
liczba stron 92