wtorek, 14 marca 2017

Inwigilacja - Remigiusz Mróz

Kraj jeszcze żywo dyskutuje na temat wprowadzonych zmian w polskim prawie, gdy już stanowią one koło napędowe akcji w najnowszym kryminale Remigiusza Mroza. Autor natychmiast wplata do fabuły książek bieżące wydarzenia z zakresu polityki i prawodawstwa, zanim staną się przebrzmiałym faktem i przestaną wzbudzać emocje.

Joanna Chyłka, która kiedyś broniła w sądzie Roma, teraz podejmuje się obrony islamisty posądzanego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego. Tandem Chyłka and Zordon znowu wkracza do akcji, a z nimi charakterystyczne dla nich, złośliwe dialogi, prawione sobie wzajemnie uszczypliwości i soczyste przekleństwa. Sprawa, na której autor się skupia, dotyczy tytułowej inwigilacji, granic prywatności, których nie powinny przekraczać służby w podsłuchiwaniu obywateli. Z jednej strony mamy prawo do wolności jednostki, a z drugiej, pragniemy poczucia bezpieczeństwa, szczególnie wobec zagrożenia terroryzmem.
Para bohaterów zbudowana została na zasadzie kontrastu, przy czym jednocześnie doszło do zamiany ról. To Chyłka "nosi" przysłowiowe spodnie, podejmuje decyzje i ponosi ryzyko, a Kordian, jak panienka, "chciałby i boi się". Tym ciekawsza jest komplikacja, która zaszła w prywatnym życiu Joanny w tomie czwartym, a której kontynuację napotykamy w piątym. 

TERAZ, UWAGA DLA CZYTELNIKÓW, KTÓRZY NIE CZYTALI CZĘŚCI IV - BĘDZIE SPOILER (można pominąć ten fragment):

Joanna Chyłka jest w ciąży, ale odmienny stan w żadnym wypadku nie wpływa na jej usposobienie. Jakie jest podejście Joanny do macierzyństwa i jakie podejmie decyzje wobec nieoczekiwanej zmiany w swoim życiu? Jedno jest pewne: podejście pani mecenas dalekie jest od stereotypów, a sprawa dotycząca jej prywatnego życia zajmuje w piątym tomie serii, poczesne miejsce.

MOŻNA WRACAĆ DO CZYTANIA:

Nie ma takiej plagi, jaką można na kogoś zesłać, takich kłód, które można rzucić pod nogi bohaterom i takich przeciwności losu, których by autor nie zaserwował sympatycznej dwójce. Zakończenie tomu piątego wymaga bezwzględnie sięgnięcia po tom szósty, niezależnie od pory dnia i natychmiastowego rozpoczęcia lektury nawet za cenę zarwanej nocy. Tymczasem .... tom szósty jest dopiero w planach, powijakach, w zarodku, powiedziałabym nawet, rośnie sobie jak nie powiem co, w głowie autora, i nie wiadomo kiedy się wykluje.
Znalazłam na portalach książkowych słowa czytelniczek, które pomstowały na Remigiusza Mroza, że opuścił kurtynę W TAKIM MOMENCIE,  nawet można się dopatrzeć w ich słowach pogróżek, ale ja myślę, że jest zupełnie inna osoba, której autor powinien się naprawdę obawiać.
Mianowicie Joanna Chyłka.
Wcale nie mam pewności, że to istota wymyślona przez autora, podlegająca jego woli. Kto zna Chyłkę, ten wie, że kto jak kto, ale ona sobą kierować nie pozwoli, a za wszelkie uczynki odpłaca z nawiązką. Zresztą autor sam przyznał w posłowiu, że jego bohaterowie niekiedy sami zaczynają żyć własnym życiem. Jeśli chodzi o panią mecenas, nie mam co do tego wątpliwości 😉

Jestem wdzięczna autorowi za to, że nie narzuca czytelnikom swojego światopoglądu i pozwala by książka, napisana ku rozrywce, taką pozostała. Czytelnik może sobie po swojemu interpretować wydarzenia, które przebiegły w taki, a nie inny sposób z powodów politycznych, ale bez napięcia, które ostatnio towarzyszy rozmowom, zwłaszcza pomiędzy ludźmi o odmiennych politycznie zapatrywaniach.

"Inwigilacji" wysłuchałam w formie audiobooka, w genialnym wykonaniu Krzysztofa Gosztyły. Kiedy lektor, zamiast czytać pewną kwestię islamisty zaczął śpiewać po arabsku pieśń chwalącą Allaha, leciałam zamykać okna, żeby sąsiedzi nie pomyśleli, że zamieniłam mieszkanie w meczet  😀
W którymś momencie pomyślałam, że słuchałabym Gosztyły nawet wtedy, gdyby czytał książkę telefoniczną, co mogłoby sugerować, no to... co by mogło. Ale nie! Wysłuchałam w wykonaniu pana Gosztyły próbnego fragmentu innej książki, innego autora. Książka, jak się okazało, nie trafiła w mój gust pod względem gatunku i treści. Pomimo faktu, że Krzysztof Gosztyła czytał rewelacyjnie stwierdziłam, że ja tej lektury nie zniosę.
Słucham obecnie "Behawiorysty" w interpretacji Jacka Rozenka, usiłuję wysłuchać "Wotum nieufności" w wykonaniu Mariusza Bonaszewskiego i bardzo mi ci lektorzy nie pasują. Natomiast trylogii "Ekspozycja", "Przewieszenie" i "Trawers" w interpretacji pana Krzysztofa wysłuchałam z ogromną przyjemnością. Chcę przez to powiedzieć, że dla mnie, tandem Mróz i Gosztyła jest the best!
Oby realizatorzy kolejnych audiobooków przeczytali mój wpis i wzięli sobie do serca moje słowa 😀

Inwigilacja
Długość: 13 godzin 42 minuty
Typ: Audiobook - pełny

Inwigilacja [Remigiusz Mróz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 12 marca 2017

niedziela, 5 marca 2017

Mom jo skarb...

Poszukiwaczom okruchów historii Dolnego Śląska, nie tej wielkiej, lecz małej, prozaicznej, a jednocześnie bliskiej jak koszula i kawałek chleba, prezentuję serię "Mom jo skarb", wydawaną przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. 
Książki tej serii, opracowane przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu na zlecenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, są współfinansowane ze środków Unii Europejskiej.
Możliwe do zdobycia w antykwariatach. 

Smaki tradycji dolnośląskich
Opis:
„Smaki tradycji dolnośląskich” jest trzecią pozycją serii służącej zachowaniu ginącej kultury ludowej. Jak napisała we wstępie p. Elżbieta Berendt – kierownik Muzeum Etnograficznego – Mamy skarb nie wolno go zmarnować, dlatego należy go dokumentować i upowszechniać.
Tym nieprzebranym skarbem Dolnego Śląska są różnorodne potrawy, produkty tradycyjne, regionalne i lokalne. Kiedy mówimy o kulinarnej tradycji naszego regionu, mówimy jednocześnie o kuchniach i tradycjach wszystkich kultur, które tworzą dzisiejszy obraz Dolnego Śląska. W tym sensie jest to region niepowtarzalny, unikatowy. Dziedzictwo kulinarne to ważny element dziedzictwa kulturowego. Odgrywa istotną rolę w promocji regionu właśnie ze względu na różnorodność, na specyfikę produktów i potraw.
We współczesnej kuchni Dolnego Śląska kultywuje się zarówno zwyczaje i tradycje kulinarne różnych regionów przedwojennej Polski i dawnych kresów wschodnich, jak i tradycje kuchni niemieckiej, łemkowskiej, karaimskiej, romskiej, ukraińskiej, litewskiej, greckiej, bałkańskiej…

żur [link]
Ukazanie się drukiem publikacji, będącej pierwszym kompendium dotyczącym kulinariów dolnośląskich, było okazją do spotkania Wydawcy – Muzeum Etnograficznego Oddziału Muzeum Narodowego – z mecenasem tego przedsięwzięcia – Urzędem Marszałkowskim Województwa Dolnośląskiego –oraz z autorami artykułów (24 stycznia).
Jest to praca zbiorowa poprzedzona wstępem Elżbiety Berendt. Wśród autorów są Henryk Dunin, Paulina Suchecka, przedstawiciele różnych mniejszości narodowych i etnicznych mieszkający w naszym regionie oraz niżej podpisana.
Podczas tego niezwykle serdecznego spotkania nie mogło zabraknąć dolnośląskich przysmaków. Na stole pojawiły się charakterystyczne potrawy zachowane w dolnośląskiej tradycji. Pita bośniacka, pojańska mamaliga, karaimska weselna bułka resztka, pierogi sycowskie… Same pyszności. (...) Barbara Jakimowicz-Klein [LINK]

Potrawa śląskie niebo [autor zdjęcia tutaj]
Smaki tradycji dolnośląskich
Elżbieta Berendt Seria: Mom jo skarb...
Wydawnictwo: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
data wydania 2012 (data przybliżona)
ISBN 9788360425978
liczba stron 176

"Książka jest nie tylko opisem kuchni Dolnego Śląska, ale również zawiera przepisy kulinarne na niezwykle smakowite potrawy. To praca zbiorowa poprzedzona wstępem Elżbiety Berendt. Wśród autorów artykułów są Henryk Dunin, Paulina Suchecka, Barbara Jakimowicz-Klein oraz przedstawiciele różnych mniejszości narodowych i etnicznych mieszkający w naszym regionie. 
Bardzo interesujący jest ostatni rozdział autorstwa Pauliny Sucheckiej o tradycyjnym dolnośląskim pożywieniu w ujęciu etnograficznym. Znajdziemy tam ciekawą bibliografię. To cenna wskazówka dla wszystkich poszukiwaczy informacji o dolnośląskich kulinariach." [LINK]
 
Książka jest w Książnicy Karkonoskiej w Jeleniej Górze [TUTAJ]




Rękodzieło ludowe na 
Dolnym Śląsku

Mamy skarb nie wolno go zmarnować , dlatego należy go dokumentować i upowszechniać – napisała Elżbieta Berendt w swoim wstępie do książki "Mom Jo skarb" – Rękodzieło ludowe na Dolnym Śląsku. Książka jest kontynuacją wcześniejszego wydania "Mom Jo skarb" poświęconego folklorowi Dolnego Śląska – mieszanki kultur wielu narodów i regionów Polski.
Celem opracowania jest zachowanie dla potomnych bogactwa tej tradycji.
Skąd jesteśmy? – to pytanie zwłaszcza tu na Dolnym Śląsku nabiera szczególnego znaczenia. Krzyżują się tutaj tradycje lwowskie, wileńskie, małopolskie, kieleckie, rzeszowskie obok niemieckich, czeskich, ukraińskich, białoruskich itd.
Skoro powrót do kultywowania tradycji stał się modą, autorzy publikacji chcą zwrócić naszą uwagę na to, co wciąż jeszcze pozostało w tym rejonie z dawnego rzemiosła i rękodzieła. [więcej tutaj....]

źródło zdjęcia TUTAJ
Rękodzieło ludowe na Dolnym Śląsku.
Elżbieta Berendt
Wydawnictwo: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
data wydania 2010 (data przybliżona)
ISBN 9788361900146
liczba stron 237







Dolnośląskie tradycje w procesie przemian

"W/w publikacja jest pierwszą wydaną do tej pory pozycją, której celem jest rozpropagowanie wiedzy o lokalnych tradycjach i zwyczajach ludowych Dolnego Śląska oraz o ciekawym procesie ich wzajemnego przenikania. Powyższe wydawnictwo umożliwia zapoznanie się zarówno z bogatym dziedzictwem dolnośląskiej kultury ludowej, jak i z nowymi interesującymi trendami w tej dziedzinie.

 
Jak mówi we wprowadzeniu Elżbieta Berendt „... Opracowanie adresowane jest przede wszystkim do członków zespołów folklorystycznych, ich instruktorów, terenowych działaczy kultury. Czytelnik nie znajdzie tu jednoznacznych wskazań, jak i co powinien śpiewać zespół folklorystyczny, co tańczyć i jak się ubierać. Próba udzielenia takiej odpowiedzi przez etnologów byłaby dowodem braku zawodowej odpowiedzialności. Nie znaczy to jednak, że teksty pozbawione są przykładów różnych działań – głównie takich, które oceniane są jako godne naśladowania. Zamierzeniem autorów jest uświadomienie wszystkim, którzy swój czas, talent i uczucia oddają folklorowi, że podejmują się dzieła szczególnego. Zwłaszcza wtedy, gdy używają znaków kulturowej identyfikacji. Wypracowane już nie przez lata, ale często przez wieki - są one dorobkiem pokoleń. Dziedzictwem, którego nie wolno zafałszować...” [źródło tekstu TUTAJ]


Dolnośląskie tradycje w procesie przemian
Elżbieta Berendt Seria: Mom jo skarb...
Wydawnictwo: Muzeum Narodowe we Wrocławiu
data wydania 2009 (data przybliżona)
ISBN 9788361900016
liczba stron 208
 
List dotyczący publikacji, napisany przez Wicemarszałka Województwa Dolnośląskiego - Stanisława Longawę, znajduje się TUTAJ.

czwartek, 2 marca 2017

Zamknięta trumna - Sophie Hannah


Athelinda Playford, głowna bohaterka „Zamkniętej trumny”, to niezwykle bogata, starsza dama, na dodatek pisarka. Stworzyła cykl książek detektywistycznych dla dzieci i przypomina nieco Ariadnę Oliver z powieści Agathy Christie.
Lady Playford zaprosiła swojego syna Harry’ego z żoną Dorro oraz córkę Claudię z narzeczonym Randallem Kimptonem, dwóch prawników – Michaela Gathercole’a i Orville’a Rolfe’a, a także Edwarda Catchpoole’a oraz Herculesa Poirot, do posiadłości Lillieoak w Irlandii. Na miejscu, poza gospodynią, mieszkał jej sekretarz Joseph Scotcher i pielęgniarka Josepha, Sophie Bourlet. Fabuła zatem, dzieje się w zamkniętej przestrzeni domu oraz wśród ścisłego grona domowników, gości oraz trzech osób służby – kamerdynera Hattona, pokojówki Phyllis i kucharki Brigid. Przebieg całej historii opowiedział nam Edward Catchpoole, współczesny odpowiednik Artura Hastingsa, naoczny świadek wydarzeń, które miały miejsce w latach ’30 XX wieku.

Powodem zgromadzenia się tak niezwykłych osób w Lillieoak okazało się odczytanie nowego testamentu lady Playford, a to z kolei stało się zarzewiem kłótni, a następnie popełnienia morderstwa.
Mamy tutaj wykorzystany cały arsenał rekwizytów oraz chwytów, jakie cechują powieści detektywistyczne. Wiele osób miało powód, aby popełnić morderstwo, a jednocześnie nikt nie miał albo sposobności, albo absolutnie niemożliwym było, żeby to zrobił ze względu na swój charakter, uczucia lub stanowisko, autorka zaś umiejętnie odsłania nam kolejne szczegóły dotyczące okoliczności zabójstwa. Książka nie dłuży się jak „Inicjały zbrodni”, jednak do dyscypliny, która cechowała Agathę, Sophie Hannah jest bardzo daleko.
Mogłabym uznać tę książkę za zupełnie udaną powieść detektywistyczną, gdyby nie miała ambicji ożywić Herculesa Poirot, ponieważ on w książce niby jest, ale jakiś wyblakły, papierowy, zepchnięty na bok. Owszem, wspomina o swoich słynnych szarych komórkach, ale nie ma ani jednej sytuacji, w której zabłysnąłby intelektem, popełnia błędy, których prawdziwy Poirot nie popełniłby nigdy. To tylko marny aktorzyna, przebrany za prawdziwego Herculesa, bez talentu koniecznego, żeby go zagrać, twór poirotopodobny.
Wszyscy są tu marnymi aktorami. Nie bez powodu wspomniałam o czasie, w którym dzieje się akcja. Wyobrażenie Sophie Hannah o wyższych sferach pokazuje, że nie ma ona pojęcia o tym, czym te sfery w rzeczywistości były, jak silny gorset obyczajowy krępował zachowania i wyostrzał języki pań i panów. Wspomniana kłótnia, która u Agathy stałaby się pikantną wymianą celnych złośliwości, u Sophie okazała się żenującą, jarmarczną pyskówką. Zniesmaczyło mnie, że jakikolwiek autor zaproponował mi udział w czymś tak niegodnym, usiłując w dodatku wmówić mi, że tak rozmawiają wicehrabiowie z stanie emocjonalnego wzburzenia. Służące u lady Agathy miała więcej klasy! W zasadzie można przyznać rację lady Playford, gdy mówi o swojej córce: 
„Claudia rozprawiłaby się z armią, otwierając tylko usta i mówiąc, co jej ślina na język przyniesie.”[1]
W książce znalazł się nawet wątek związany z operetką, a jak wiadomo Christie uwielbiała teatr. W jednej z rozmów, Claudia nawiązuje do przedstawienia „Mikado” Gilberta i Sullivana. 
„Nanki-pu pragnie poślubić Jum-jum, wszakże może to uczynić pod warunkiem, że po miesiącu zgodzi się na ścięcie przez Ko-ko, kata.”[2] 
Cała intryga, którą oczywiście rozwikłał Poirot, koniec końców okazała się, w moim odczuciu, przeszarżowana i niewiarygodna.
Znalazłam kilka wcale zgrabnych sformułowań, np. 
„zachowywała się jak duch, uwięziony pośród żyjących, pozbawiony nadziei i żywotności, a przy tym pogodzony ze swoim losem.”[3], ale też i koszmarków, jeśli chodzi o budowę zdania: 
„Gathercole podziwiał jej historyjki o radosnych dzieciach, które rozwiązywały zagadki kryminalne sprawiające kłopot miejscowej policji, odkąd natknął się na nie po raz pierwszy jako samotny dziesięciolatek w londyńskim sierocińcu.”[4] 
Nie wiem kto tu dał plamę, autorka, czy tłumaczka.

„Zamknięta trumna” jest napisana w większym stopniu w stylu Agathy Christie, niż „Inicjały zbrodni”, ale jest zaledwie dobrą powieścią detektywistyczną i nadal słabym naśladownictwem. Cóż, pecunia non olet, o czym wie Sophie Hannah i spadkobiercy Królowej Kryminału.

-------
[1] „Zamknięta trumna”, Hannah Sophie, tłum. Gardner Urszula, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, s. 129
[2] tamże, s. 81
[3] tamże, s. 120
[4] tamże, s. 10